Juan Martin del Potro po rocznej przerwie znów wystąpił w Wielkim Szlemie. Argentyński tenisista awansował we wtorek do drugiej rundy turnieju Australian Open (z pulą nagród 24 mln dol. austral.) po wygranej z Dudim Selą z Izraela 7:6 (15-13), 6:4, 6:4.

Zdjęcie

Juan Martin del Potro /AFP
Juan Martin del Potro
/AFP
Kolejnym rywalem tenisisty pochodzącego z niewielkiego Tandil będzie w czwartek zwycięzca innego wtorkowego meczu pomiędzy Słoweńcem Gregiem Zemlją i Marcosem Baghdatisem z Cypru, rozstawionym z numerem 21.

Del Potro skorzystał z "dzikiej karty" przyznanej przez organizatorów, bowiem obecna 259. pozycja w rankingu nie gwarantowałaby mu nawet gry w eliminacjach. To skutek niemal całego straconego sezonu, w którym wystartował tylko w trzech turniejach.

Właśnie przed rokiem, dokładnie 24 stycznia na twardych kortach w Melbourne Park w przegranym meczu z Chorwatem Marinem Cilicem w czwartej rundzie doznał złamania kości nadgarstka. Nie zrosła się ona prawidłowo, więc w maju konieczna była operacja, jakiej poddał się w amerykańskim Rochester. Później kilkakrotnie odkładał termin powrotu na korty.

Reklama

Wznowił grę dopiero w październiku w Azji, ale po dwóch porażkach w pierwszych meczach w Bangkoku i Tokio zdecydował się na kolejną przerwę i wydłużone przygotowania do nowego sezonu. W ubiegłym tygodniu odpadł w drugiej rundzie turnieju ATP w Sydney, po czym przyjechał do Melbourne, gdzie również występuje z "dziką kartą".

W ubiegłym sezonie opuścił trzy wielkoszlemowe imprezy: Roland Garros, Wimbledon i US Open, w którym we wrześniu nie mógł bronić tytułu z powodu kontuzji. W wyniku straconych punktów spadł do trzeciej setki rankingu ATP World Tour, w którym był numerem cztery tuż przed ubiegłorocznym Australian Open.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Mityng w Ostrawie: Wszystkie oczy na Usaina Bolta

    Jamajski sprinter Usain Bolt był największą gwiazdą mityngu "Złote Kolce" zorganizowanego po raz 51. w Ostrawie. Wygrał bieg na 100 m z czasem 10,04 s i był mocno zawiedziony.... więcej