Dawydienko nie chce współpracować

Rosyjski tenisista Nikołaj Dawydienko podejrzewany jest o ustawianie spotkań. Odmówił on współpracy z prowadzącymi śledztwo w tej sprawie funkcjonariuszami ATP.

Rosjanin domaga się zwrotu kosztów poniesionych w czasie przesłuchań oraz wyznaczenia dokładnej daty zakończenia postępowania. Dopiero wtedy gotów jest ponownie podjąć współpracę.

Reklama

Dodatkowo Dawydienko odmówił również przekazania billingów rozmów telefonicznych swojej małżonki, a także brata-trenera. Zdaniem śledczych mogą one być jednym z kluczowych dowodów w sprawie. Tenisista zasłania się jednak prawem do prywatności. Prawnicy ATP badają czy mogą wymusić na podejrzanym przekazanie dokumentów.

Afera z ustawianiem spotkań przez Dawydienkę wybuchła po tym jak w sierpniu 2007 roku przegrał w drugiej rundzie turnieju w Orange Prokom Open w Sopocie. Na porażkę faworyzowanego Rosjanina w firmach bukmacherskich postawiono wielkie pieniądze.

Dawydienko skreczował z powodu kontuzji nogi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chociaż łatwo wygrał pierwszego seta, to w trakcie trwania meczu w firmie Betfair lawinowo rosły zakłady na rzecz rywala i osiągnęły sumę siedmiu milionów dolarów.

Brytyjscy bukmacherzy zareagowali wstrzymaniem wypłat za ten mecz i od razu poinformowali o tym fakcie ATP Tour, które wszczęło natychmiast śledztwo, w którym pomaga wysoki funkcjonariusz brytyjskiej policji Scotland Yard.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: śledztwo | tenisista | ATP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje