- Pierwszy dzień wakacji i miał być spokój, a tu taka sytuacja. Nie mam jednak na to wpływu. To byli miejscowi, którzy potem sprzedali zdjęcia do różnych gazet. Teraz trzeba cały czas uważać. Nieważne, gdzie się jest, o której i z kim - mówi Agnieszka Radwańska po tym, jak ostatnio na Mauritiusie namierzyli ją paparazzi.

Zdjęcie

Agnieszka Radwańska/fot. Marek Biczyk /Newspix.pl
Agnieszka Radwańska/fot. Marek Biczyk
/Newspix.pl
Lubi komedie i horrory, wyjścia z przyjaciółmi na kolacje, śpiewać w samochodzie i miesiąc grudzień. Oprócz tego znalazła jeszcze czas na rozpoczęcie studiów na krakowskiej AWF. Jednak jej podstawowym zajęciem jest gra w tenisa.

INTERIA.PL: Grudzień to Twój ulubiony miesiąc w roku?

- Chyba tak (śmiech).

Reklama

Pytam się o to, bo to jedyny miesiąc, w którym masz przerwę od tenisa, tzn. nie występujesz w turniejach.

- Szczerze mówiąc przerwa trwa góra dwa tygodnie w całym roku. Bycie w Polsce nie oznacza, że się obijamy i leniuchujemy. Przecież cały czas trenujemy, bo bez tego się nie da.

Ale nie musisz w tym czasie męczyć się w podróżach pomiędzy turniejami.

- Oczywiście, mimo codziennego treningu, jest to duży odpoczynek i bardziej chodzi tutaj o sferę mentalną niż fizyczną. Nie ma tego stresu związanego z meczami, tej otoczki związanej z turniejem.

Co robisz w krótkich chwilach wolnego czasu, oprócz zakupów?

- Trenujemy z siostrą trzy razy dziennie, mam rehabilitację ręki, zaczęłam studia, więc czasu jest bardzo, bardzo mało. Dopiero wieczorami jest chwila, by spotkać się z przyjaciółmi, gdzieś wyjść - na kolację czy do kina.

Jakie filmy najbardziej lubisz?

- Bardzo lubię horrory i komedie, nie przepadam natomiast za science-fiction i na podstawie gier komputerowych.

A co ostatnio widziałaś i mogłabyś polecić?

- "Narzeczony mimo woli", komedia z Sandrą Bullock, według mnie genialna. A z filmów trzymających w napięciu to byłam na "Pile VI". Jeżeli ktoś jest w stanie wytrzymać na takim kinie, bo niektórzy wychodzili z sali. To jest klasyka horroru i chyba najlepszy horror jaki powstał. Bo to nie jest typowa papka, że potwory jedzą ludzi, tylko fajne kino.

W filmiku, który nakręciliśmy przed rokiem z Tobą w roli głównej, jest taka scenka, w której siedząc za kółkiem sobie podśpiewujesz. Czy lubisz śpiewać na co dzień, a jeśli tak, to w jakim gatunku gustujesz?

- Ja słucham bardzo dużo muzyki ze względu na częste podróże, tak więc znam wszystkie piosenki, jakie lecą w radiu. A jeśli chodzi o ulubione gatunki to r'n'b czy rap, ale słucham wszystkiego, co jest na topie. I faktycznie jeśli jedziemy autem, to lubimy sobie pośpiewać, ale nasze zdolności wokalne wolimy pozostawić z siostrą tylko dla siebie (śmiech).

Mówiłaś, że masz niewiele wolnego czasu, a teraz dołożyłaś sobie jeszcze studia na AWF-ie.

- Dopiero je zaczęłam, na razie miałam tylko kilka zajęć. Na uczelni starają się nam pomóc (Agnieszka studiuje razem z Urszulą), iść na rękę z zaliczeniem czegoś, ale tak naprawdę po pół roku się okaże jak nam wychodzi studiowanie i czy jesteśmy w stanie temu sprostać.

Jaki system zajęć obrałyście?

- Jesteśmy na turystyce i rekreacji, na studiach zaocznych, dodatkowo będziemy mieć indywidualny tok nauczania.

Chciałem Cię zapytać o popularność. Zastanawia mnie pewna rzecz, jak kilka razy oglądałem twoje treningi, to odbywały się one w spokojnej atmosferze, bez przyglądających się kibiców, a spodziewałem się, że czołowa zawodniczka w rankingu WTA, może mieć z tym problem.

- Trening to jest trening, nie ma w nim tak naprawdę nic ciekawego. To jest powtarzanie miliona tych samych uderzeń. Poza tym nikt nie wie, gdzie ja trenuję, bo ja tego nie rozpowiadam i nie będę, bo chcę mieć wtedy spokój, a szczególnie tutaj, w Krakowie. Tak samo z pewnością jest z innymi zawodniczkami. Nie sądzę by był szum medialny na temat treningu jakieś czołowej tenisistki.

A jak z popularnością poza kortem?

- Jestem rozpoznawalna, z sezonu na sezon coraz bardziej. Nawet zupełnie inaczej ubrana, uczesana czy umalowana wieczorami, a ludzie i tak mnie poznają. Zawsze są dwie strony medalu, czasami popularność pomaga, czasami przeszkadza. Reakcje są różne, ale raczej nie spotkałam się z negatywnymi. Ludzie np. wpatrują się we mnie dopóki nie zniknę za zakrętem, inni proszą o autograf, zdjęcie, są też głupie komentarze, ale ja staram się wtapiać w tłum.

Wspomniałaś o dwóch stronach medalu. I podczas wakacji na Mauritiusie doświadczyłaś tej gorszej, czyli namierzyli Cię paparazzi.

- To był prawie koniec świata. Pierwszy dzień wakacji i miał być spokój, a tu taka sytuacja. Nie mam jednak na to wpływu. To byli miejscowi, którzy potem sprzedali zdjęcia do różnych gazet. Teraz trzeba cały czas uważać. Nieważne, gdzie się jest, o której i z kim.

Czytaj także:

Wigilia z Agnieszką i Urszulą Radwańskimi

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

Źródło informacji:

INTERIA.PL

Zobacz również

  • Arkadiusz Głowacki wrócił do Wisły Kraków

    Wisła Kraków zaczyna się wzmacniać przed nowym sezonem. Pierwszem zawodnikiem, którego pozyskała Biała Gwiazda, jest doskonale znany pod Wawelem Arkadiusz Głowacki. Obrońca związał się... więcej