Janikowski: Treningi w zimnej sali odstraszają młodych

Warunki, w jakich trenuje brązowy medalista olimpijski w zapasach w stylu klasycznym w wadze 84 kg Damian Janikowski, pozostawiają wiele do życzenia. "Sam się już do tego przyzwyczaiłem, ale zimno i wilgoć odstraszają młodych" - podkreślił.

"Odkąd pamiętam w zimie zawsze trenowało się w podwójnym dresie, a w lecie wciąż wietrzono naszą salę. Słabe ogrzewanie jest jednym z elementów oszczędzania. Mi to właściwie nie przeszkadza, bo już przywykłem, ale przychodzą rodzice z dziećmi i przyznają, że zapasy są fajne, medaliści przyciągają, ale boją się, że ich pociechy będą ciągle chorować i rezygnują" - opisywał zawodnik Śląska Wrocław.

Reklama

Jak zaznaczył, być może niedługo w jego rodzinnym mieście zabraknie miejsca na uprawianą przez niego dyscyplinę.

"Właściwie hala, w której trenujemy, nie jest już nasza. Została przejęta przez Agencję Mienia Wojskowego i niedługo pójdzie pod młotek. Trenerzy i działacze klubowi starają się o wybudowanie nowego obiektu dla sportów walki, ale nie wiadomo, czy do tego dojdzie" - przyznał zawodnik, który w poniedziałek uczestniczył w Warszawie w Gali Olimpijskiej.

Zdaniem Janikowskiego, kluczowym elementem zmian w polskim sporcie jest wsparcie finansowe szkolenia młodzieży.

"Nie chodzi o tych najmłodszych zawodników, bo im przeważnie pomaga rodzina. Problem jest natomiast z tymi w wieku 17-20 lat. Nie ma pieniędzy, aby ich szkolić i przytrzymać przy sporcie. Bardzo często rzucają go i wybierają studia lub pracę, aby móc się utrzymać, a przecież nie każdy od razu jest mistrzem. Wielu początkowo zajmuje trzecie lub piąte miejsce, by potem dalej się rozwijać. Jednak za takie wyniki nikt nie płaci. Dlatego mamy 10 medali na 218 olimpijczyków, a nie więcej" - podkreślił.

Jak dodał, w ten sposób w Polsce przepada wielu dobrych sportowców.

"Zostają jedynie jednostki, które potrafią sobie poradzić w życiu i mają trochę szczęścia. Jest też grupa, która od razu jest w stanie uzyskiwać odpowiednie rezultaty i ma pieniądze na przygotowania" - powiedział wrocławianin.

Po wywalczeniu przez niego brązu, mimo trudnych warunków treningowych, nastąpił wzrost zainteresowania zapasami wśród dzieci.

"Odczuwalne jest to zwłaszcza teraz, we wrześniu, wraz z początkiem szkoły. Organizowane są dodatkowe nabory. Oby przychodziło jak najwięcej młodych, a później zostaną najlepsi. Gdy ja zaczynałem było nas 40 osób, a potem pozostała czwórka" - wspominał Janikowski.

Możliwe, że w przyszłości zawodnik Śląska sam wcieli się w rolę trenera.

"Na pewno tego nie wykluczam. Mam dobre podejście do dzieci, umiem przekazać wiedzę i nauczyć techniki" - zapewnił.

Jak dodał, wywalczenie olimpijskiego krążka nie zmieniło zbytnio jego życia.

"Może więcej podróżuję, co jest męczące w połączeniu z ciągłymi treningami. Odpoczynek czeka mnie dopiero w grudniu. Przed Londynem na mnie nie stawiano i miałem spokój podczas przygotowań, ale nie przywiązuję wagi do takich spraw. Nie ma znaczenia, czy ktoś teraz będzie we mnie widział faworyta igrzysk w Rio de Janeiro czy też nie" - podkreślił.

Dowiedz się więcej na temat: Damian Janikowski | zapasy | sporty walki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje