Wojciech Fortuna: Nasi skoczkowie mogą zdobyć siedem medali

- Nasza grupa jest tak mocna, że powinna zdobyć złoto w drużynie, a indywidualnie też mogą zdobyć sześć medali - powiedział o szansach polskich skoczków narciarskich na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu Wojciech Fortuna.

Krzysztof Oliwa, Interia: Za nieco ponad dwa miesiące początek Pucharu Świata. Jaki to będzie sezon dla naszych skoczków?

Reklama

Wojciech Fortuna (złoty medalista igrzysk olimpijskich z Sapporo): - Na pewno najważniejszy w czteroleciu, bo w lutym odbędą się igrzyska olimpijskie w Pjongczangu. Nasi skoczkowie to aktualni mistrzowie świata. Latem też są w świetnej formie, bo przecież Dawid Kubacki prowadził w letnim Grand Prix. Ostatnio wprawdzie Polacy odpuścili starty, ale nie ma to znaczenia. Stefan Horngacher przyjął inną strategię budowania formy do sezonu zimowego. Zawodnicy bardzo ciężko trenują. Spodziewam się, że rok 2018 będzie bardzo bogaty w medale olimpijskie. Nasza grupa jest tak mocna, że powinna zdobyć złoto w drużynie, a indywidualnie też mogą zdobyć sześć medali.

Czyli całe polskie podium?

- Nie zdziwię się, jak powtórzy się sytuacja z Sapporo, gdy trzy pierwsze miejsca zajęli Japończycy (w 1972 wszystkie medale na skoczni K-86 przypadły zawodnikom gospodarzy - przyp. red.). Mam prawo tak kalkulować, bo przecież nasi skoczkowie to aktualni mistrzowie świata w drużynie. Ale żeby nie zapeszać, stawiam na cztery medale dla Polski. Ale przede wszystkim życzę chłopakom złota w drużynie, bo za kilka lat to im się przyda. Emerytura sportowa naprawdę bardzo ułatwia życie po zakończeniu zawodowej kariery.   

Kamil Stoch skończy w maju 31 lat. Dla niego to będą ostatnie igrzyska, gdy będzie walczył o medale?

- Kamil jest tak doświadczonym skoczkiem, że jak odda 60 skoków na śniegu, to złapie swoją najlepszą formę. Obserwując go od lat, widać, że najlepiej prezentuje się w lutym, a właśnie wtedy odbędą się igrzyska. Nie jestem prorokiem, ale już w swojej książce "Skok do piekła", wydanej jeszcze przed igrzyskami w Soczi, przewidywałem dwa złota dla Stocha. Nie pomyliłem się. Co będzie później, ciężko przewidzieć. Ale na pewno stać go na to, aby utrzymać się w czołówce jeszcze przez kilka lat. Wiele będzie zależeć od zdrowia i jego determinacji.

Za numer dwa w kadrze uważaliśmy zawsze Piotra Żyłę. Czy hierarchia ulegnie zmianie?

- Piotrek jest nieobliczalny. To też kandydat to olimpijskiego medalu. Na poprzednich mistrzostwach świata nie stawiałem na niego, liczyłem bardziej na podium dla Stocha lub Maćka Kota. A wyszło na to, że to Żyła zajął trzecie miejsce. Skład jest bardzo wyrównany, bo przecież świetnie radzą sobie także Kot czy Kubacki.

Pana pupilem zawsze był Klemens Murańka. Od jakiegoś czasu wyraźnie jednak odstaje od czwórki Stoch, Kubacki, Żyła, Kot.

- Ostatnio wygrał nieźle obsadzony Puchar Beskidów. W letnim Grand Prix w Hakubie był trzeci. Nadal w niego wierzę. Cały czas jest w kadrze, ale Horngacher powiedział, że daje mu szansę i będzie w ścisłej grupie. Na igrzyska ciężko będzie mu się załapać, ale będzie brany pod uwagę. Cały czas popełnia niewielkie błędy. Jeśli je wyeliminuje to może z miejsca dołączyć do światowej czołówki, bo ma ogromne predyspozycje do uprawiania tej dyscypliny sportu.

Spotkaliśmy się w Szelmencie położonym niedaleko Suwałk, który od piątku jest europejską stolicą nart wodnych. W poniedziałek zakończyły się mistrzostwa Europy juniorów, a w weekend wystartują seniorzy.

 - Cieszę się, że doszły do skutku, choć dla juniorów pogoda nie była najlepsza ostatniego dnia. Dla nas były to udane zawody, bo złoto w skokach zdobył Konrad Zawadzki. Oprócz skoków zawodnicy rywalizują także w slalomie i jeździe figurowej. Szelment po raz pierwszy organizuje tak dużą imprezę. Warunki do uprawiania tej dyscypliny są tutaj znakomite. Jezioro jest świetnie położone, bo boczne wiatry nie przeszkadzają w treningach czy zawodach, a to niezwykle ważne. Po zawodach juniorów wysokie oceny wystawili nam sędziowie i zawodnicy. Szelment na stałe wkroczy na mapę najważniejszych wydarzeń w narciarstwie wodnym.

Wydawałoby się, że po przeprowadzce z Zakopanego odetchnie pan od nart. Ale nic z tego.

- Wciąż jestem zakochany w nartach. Nie ma konkursu skoków czy kwalifikacji, których nie oglądałbym w telewizji. Jestem w stałym kontakcie z prezesem Apoloniuszem Tajnerem czy ojcem Stocha Bronisławem. No i współpracuję z WOSiR-em Szelment. To całoroczny ośrodek narciarski. Zimą działa tutaj osiem wyciągów narciarskich na jednej górce. Śnieg topnieje i od razu przenosimy się do wody. Ośrodek cały czas się rozwija, niedługo powstanie tutaj nowy hotel. W przyszłości będzie to poważna konkurencja dla Centralnego Ośrodka Sportu. Będzie tutaj baza narciarzy nie tylko wodnych ale także zimowych. Kwestią czasu jest, kiedy zawita tutaj Kamil Stoch i kadra skoczków. Narty wodne to też jeden z elementów treningu skoczków narciarskich.

Czy Stoch i spółka poradziliby sobie w skokach na nartach wodnych?

- Narty wodne są mimo wszystko dużo bardziej ekstremalne. Skakanie na wodzie jest trudniejsze niż na śniegu. Ale jestem przekonany, że Stoch, Piotrek Żyła czy pozostali nasi reprezentanci bez problemu daliby radę. To wielcy spryciarze i akrobaci. Są świetnie wytrenowani i znakomicie radzą sobie na nartach. Wystarczyłby tydzień treningów i mogliby brać udział w skokach na wodzie.

A pan próbował?

- Kiedyś tak, ale już nie te lata. Niedawno skończyłem 65 lat i data urodzenia nie puszcza mnie już na wyciąg (śmiech). Dawniej bardzo dużo jeździłem na nartach wodnych.

Rozmawiał Krzysztof Oliwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama