Skoki narciarskie bez ocen sędziowskich? Marek Siderek: Nie wyobrażam sobie

Co grozi sędziom za faworyzowanie "swoich"? Czy arbitrzy mogą liczyć na powtórki wideo? Po co skoczkowie robią telemark? To, czego jeszcze nie wiecie o skokach narciarskich, wyjaśnia w rozmowie z Interią Marek Siderek, sędzia skoków i dyrektor sportowy Polskiego Związku Narciarskiego.

Polscy skoczkowie zakończyli niedawno najlepszy sezon w historii, uwieńczony medalami mistrzostw świata i triumfem w Pucharze Narodów, oraz zwycięstwem Kamila Stocha, przed Piotrem Żyłą, w Turnieju Czterech Skoczni.

Reklama

Waldemar Stelmach, Interia: Czy inaczej podchodzi się do sędziowania, gdy Polacy walczą o czołowe miejsca, zdając sobie sprawę choćby z presji kibiców?

Marek Siderek: - Byłoby to wielkim błędem. Sędzia musi być niezależny, nie może emocjonalnie oceniać zawodników swojego kraju. Mówię to z własnego doświadczenia, bo już trzykrotnie sędziowałem chociażby MŚ w lotach, czy narciarskie MŚ w Sapporo w 2007 roku.

Czy cokolwiek grozi sędziemu za "pomoc" zawodnikowi ze swojego kraju?

- Za zawyżone lub zaniżone oceny dla zawodnika ze swojego kraju FIS karze sędziego żółtą (ostrzeżenie) lub czerwoną (odsunięcie od zawodów PŚ na dany sezon) kartką. Analizuje się, czy wystawiane przez danego sędziego noty odbiegały od not pozostałych sędziów. Jeden punkt różnicy w stosunku do średniej sędziów już działa na niekorzyść danego arbitra. Oczywiście sędzia nie może też zawyżać lub zaniżać not zawodników innych krajów.

- Delegat techniczny po każdym konkursie otrzymuje wydruk z komputera odnośnie not wszystkich sędziów, ale tzw. not szczegółowych, czyli, ile dany sędzia odjął za poszczególne trzy fazy skoku: lot, lądowanie i odjazd. Cała filozofia sędziowania polega na tym, żeby, mimo że są to subiektywne oceny sędziów, oceny arbitrów były bardzo zbliżone. Delegat w swoim raporcie po konkursie musi dokonać krótkiej oceny pracy sędziów orzekających.

Praca sędziów nie należy chyba do najłatwiejszych?

- W ciągu jednego weekendu Pucharu Świata sędzia ma do oceny nawet 300 skoków. Wszystko dzieje się szybko. Sędzia w swoim komputerze odejmuje punkty za lot, za lądowanie, za odjazd zawodnika i nie ma możliwości poprawienia swojej oceny.

- Praca sędziego polega na totalnej koncentracji tylko i wyłącznie na błędach, które popełnia zawodnik w trzech fazach skoku. Z tego powodu zdarzało mi się w karierze sędziowskiej, że zaraz po zawodach nawet nie wiedziałem, kto wygrał konkurs, ani kto ile skoczył.

Ile czasu ma sędzia na podjęcie decyzji?

- Półtorej do dwóch, maksymalnie trzech sekund. Na igrzyskach, mistrzostwach świata czy w Pucharze Świata kamery wideo są ustawione prostopadle do zeskoku skoczni. Każdy sędzia co prawda dysponuje monitorem do podglądu, jak dany skok wygląda, ale ma dosłownie sekundę, gdy może podejrzeć na nich lądowanie skoczka. Wszystko dzieje się bardzo szybko, na zasadzie automatyzmu. Sędzia ma w głowie wypracowany idealny  skok i reaguje natychmiast.

- Sędziowie oczywiście nie mają możliwości rozmawiania ze sobą i nie wolno im korzystać z jakichkolwiek urządzeń mobilnych. Każdy arbiter jest w oddzielnej kabinie.

Coraz więcej dyscyplin, choć z oporami, wprowadza powtórki wideo. Chyba przydałyby się one także sędziom w skokach?

- To nie wchodzi w grę przede wszystkim ze względu na czas antenowy. Bardzo wydłużyłoby to transmisje. Nie ma możliwości, aby sędziowie przez dłuższy czas oglądali powtórki, poza wspomnianym zerknięciem przez sekundę na monitor.

Arbitrom nie pomagają też wieże sędziowskie, nieraz usytuowane zbyt daleko od skoczni...

- Jest to problem, nad którym musi się skoncentrować komisja FIS do spraw budowy nowych skoczni. Najbardziej problematyczne noty sędziowskie dotyczą faz lądowania i odjazdu. Usytuowanie wieży bliżej punktu konstrukcyjnego, czy HS (rozmiar skoczni), byłoby jak najbardziej na czasie. Trudno jednak przebudować wieże na obiektach, które są już gotowe.

- Istotne jest, na którą nogę wykroczną dany zawodnik ląduje, wykonując telemark. Jeżeli wieża jest po lewej stronie, a skoczek ląduje na prawą nogę albo na odwrót, zdarza się, że to lądowanie nie jest idealnie ocenione, bo sędzia nie widzi dobrze. Najmniej problematyczna jest faza lotu, gdzie jest najmniej wątpliwości.

Kibice często pytają, dlaczego zawodnik, który skoczył krótko, ale "ładnie", dostaje niższe noty?

- Przepisy w temacie  oceniania skoku narciarskiego mówią wyraźnie, że zawodnik musi właściwie wykorzystać prawa aerodynamiki. Jeśli ich nie wykorzystuje i skacze krócej, znaczy to, że coś musiało być powodem, że ten skok był krótki. Wtedy często skoczek ląduje elegancko telemarkiem, próbując ratować stratę punktową za krótką odległość.

Czasem przyczyną krótkiego skoku jest wiatr...

- Warunki wietrzne mają kolosalne znaczenie. Dane z badań w tunelach aerodynamicznych mówią że na skoczni dużej, przyjmując za identyczne: moment odbicia zawodników, siłę odbicia, prędkość na progu i tak samo wykorzystane prawa aerodynamiki, gdy jeden skoczek ma wiatr zero a drugi plus jeden m/s, od razu mamy różnicę od 10 do 12 metrów w odległości.

- Gdyby kibice lepiej znali te zależności, czasem podchodziliby z większym dystansem do faktu, że ich zawodnik skoczył trochę krócej.

- Dzięki zmianom wprowadzonym przez FIS, dotyczącym rekompensaty za wiatr, skoki do końca trzymają w napięciu i wzrasta widowiskowość.

Dlaczego dzisiaj skoczkowie bardzo rzadko otrzymują za skok idealną notę 20 punktów? W przeszłości zdarzało się to częściej.

- To jest sprawa dyskusyjna. Osobiście parę "20" w karierze wystawiłem.

- Dziś gdy wyskakuje jakiemuś zawodnikowi nota "20", najczęściej nie jest to ocena prawidłowa, jeśli skok nie był idealny. Albo arbiter spóźnił się z oceną, albo urządzenie nie zadziałało jak trzeba. Na przykład sędzia odjął punkty za błędy w poszczególnych fazach skoku, ale w odpowiednim czasie nie nacisnął "OK".

Których skoczków ocenia się dziś najprzyjemniej?

- W tym sezonie Kamil Stoch, Stefan Kraft, Andreas Wellinger i oczywiście cała nasza "złota drużyna"  to byli zawodnicy pięknie skaczący. Oni podczas skoku są wyciągnięci jak struna, a jak pięknie szybują. To są najlepsi styliści.

Odwieczne pytanie fanów skoków brzmi: po co ten telemark?

- Jest to tradycja skoków. Poza tym jest to określone przepisami. Skok ma być wykończony telemarkiem, bo jest to nawiązanie do historii, do piękna skoku. Po wykonaniu telemarku zawodnik w tej pozycji musi odjechać jeszcze 10-15 metrów. Jeśli od razu dołącza drugą nogę, traci pół punktu za styl.

- Mało kto wie, że ważne są tu też względy bezpieczeństwa. Wystawienie jednej nogi do przodu znacznie zwiększa powierzchnię lądowania i lepiej amortyzuje skok.

Czy wyobraża Pan sobie skoki bez ocen sędziowskich?

- Nie wyobrażam sobie. Skoki zawodników można porównać do lotu ptaka. Ktoś musi dokonać oceny skoku, elegancji w ruchu, tego bezruchu, gdy zawodnicy "płyną", czy nawet szybują  w powietrzu.

- Są takie konkursy, na przykład w kombinacji norweskiej, gdzie trzech sędziów ocenia tylko, czy zawodnik wykonał telemark przy lądowaniu, czy nie. W skokach sobie tego nie wyobrażam. W minionym sezonie kibice na pewno zwrócili uwagę, jak dużo było ocen bardzo wysokich, 19, czy 19,5, a nawet 20-punktowych. Skoki są aktualnie bardzo wyrównane i dyspozycja dnia, umiejętność wykorzystania sił aerodynamiki i styl to jest to piękno skoków.

Rozmawiał Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Marek Siderek | skoki narciarskie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje