PŚ w skokach. Norwegowie oburzeni: Zamach na 125 lat tradycji

Puchar Świata w skokach narciarskich w Oslo na obiekcie Holmenkollen organizowany jest od 1982 roku zawsze w niedzielę. Być może tegoroczne zawody były ostatnimi rozgrywanymi tego dnia.

W przyszłym roku będzie to prawdopodobnie czwartek. Zmiana ta nazywana jest w Norwegii "zamachem na 125 lat tradycji".

Reklama

"Tak wynika ze wstępnego kalendarza, nad którym pracuje Międzynarodowa Federacja Narciarska FIS" - powiedział kierownik reprezentacji Norwegii Clas Brede Brathen, który jest członkiem komisji ustalającej kalendarz.

"Powodem zmiany są zawody Raw Air. Rozgrywane po raz pierwszy w tym roku w Oslo, Trondheim, Lillehammer i Vikersund pokazały, jak ogromne jest to wyzwanie logistyczne. Duże odległości pomiędzy tymi czterema miastami sprawiają, że ułatwieniem byłaby zmiana kolejności konkursów i rozegranie pierwszego w niedzielę 11 marca w Trondheim, a w Oslo dopiero 15 marca w czwartek" - wyjaśnił w rozmowie z agencją NTB.

Propozycja została ostro skrytykowana przez norweskich dziennikarzy, ekspertów i byłych zawodników. Legendarny skoczek, 73-letni dzisiaj Bjoern Wirkola, który zdobył dwa złote medale mistrzostw świata w 1966 roku w Oslo i trzy razy z rzędu wygrał Turniej Czterech Skoczni w punktacji generalnej (1966/67, 1967/68 i 1968/69) stwierdził, że plany są "próbą dokonania zabójstwa na ponad 100-letnią tradycję".

"Decyzja ta będzie definitywnym zniszczeniem wielkiej niedzieli norweskiego sportu. Czwartek nigdy nie będzie posiadał tej magii, a sam konkurs stanie się tylko jednym z wielu" - ocenił.

Konkurs skoków w ramach Holmenkollen Skifestival rozgrywany jest od 1892 roku. Nie odbył się tylko w 1898 roku oraz w latach 1941-1945 podczas okupacji niemieckiej i pobytu króla w Anglii. Impreza od zawsze posiada dla Norwegów rangę drugiego po 17 maja (uchwalenie konstytucji w 1814 roku) święta narodowego.

Co roku na trybunie honorowej zasiada rodzina królewska, a panujący w latach 1957-91 król Olav V uczestniczył dwa razy w oficjalnych zawodach w latach 1922 i 1923. Po oddaniu skoku wracał na fotel królewski na trybunie, skąd schodził na drugą serię.

Obecnie panujący (od 1991 roku) król Harald V powiedział w wywiadzie na łamach dziennika "Aftenposten", że pierwszy raz był na tych zawodach w 1940 roku. Miał wówczas trzy lata i udział był dla niego wielkim przeżyciem.

"Pamiętam mróz i morze ludzi w sportowej euforii. Miesiąc później Norwegia została zaatakowana przez Niemcy i następne skoki na Holmenkollen oglądałem dopiero w 1946 roku. Konkurs ten nazwany został zawodami pokoju i w tamtą niedzielę przyszło aż 100 tysięcy widzów" - wspomniał.

Biograf rodziny królewskiej Tor Bomann Larsen wyjaśnił też rangę Holmenkollen. "To wyjątkowo ważne dla Norwegów miejsce, prawie jak katedra. Tutaj właśnie w 1966 roku pokazał się 100 tysiącom osób obecnie panujący Harald jeszcze jako następca tronu po raz pierwszy w towarzystwie swojej narzeczonej Sonji Haraldsen. Złamał tradycję, ponieważ nie pochodziła z królewskiej rodziny i kraj był bardzo podzielony w ocenie potencjalnego ślubu.

- Sonja dwa lata później została jego żoną i z Haraldem V już jako małżonkowie zasiedli na trybunie królewskiej przy owacjach publiczności. Tutaj też w marcu 2001 roku po raz pierwszy publicznie pojawił się nasz obecny następca tronu, książę Haakon z krytykowaną przez naród kolejną dziewczyną z ludu Mette-Marit Tjessem Hoejby, która w 2001 roku została jego żoną".

Najbardziej znany norweski dziennikarz sportowy Arne Scheie, komentujący skoki narciarskie w telewizji NRK od 1972 roku, stwierdził, że zawody rozgrywane w czwartek będą pogrzebem 125-letniej tradycji i legendy Holmenkollen.

"Plany przesunięcia konkursu na czwartek są wielkim nieporozumieniem i zamachem na naszą tradycję, a dla Norwegów wręcz świętokradztwem" - podkreślił.

Zbigniew Kuczyński

Dowiedz się więcej na temat: PŚ w skokach narciarskich

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje