Wacław Golec: Ferdinando De Giorgi to dobry wybór

Ferdinando De Giorgi został nowym selekcjonerem polskich siatkarzy. - Mam nadzieję, że ta zmiana wyjdzie reprezentacji na dobre - powiedział w rozmowie z Interią były reprezentant Polski Wacław Golec. Wicemistrz Europy z 1983 roku zaznaczył, że "Biało-czerwoni" mają pewien kłopot na pozycji rozgrywającego. - Musimy znaleźć drugiego Pawła Zagumnego - zaznaczył wicemistrz Europy z 1983 roku.

Po dwóch miesiącach oczekiwań mamy nowego trenera reprezentacji Polski siatkarzy.

Wacław Golec (były reprezentant Polski, wicemistrz Europy): Mamy trenera, który w polskiej lidze się sprawdził. W Kędzierzynie-Koźlu stworzył dobry zespół. Potrafił stworzyć kolektyw, a to jest istotne. Posiadanie zawodników klasowych jeszcze nie jest żadnym gwarantem, a z tego co obserwuję, potrafił stworzyć fajną drużynę, a są tam przecież gwiazdy i polskie i zagraniczne. Gwarantuje im to sukces. A w siatkówce indywidualności, które są oczywiście niezbędne, trzeba w wkomponować w zespół, a tu ogromna rola właśnie trenera. Wiem, że był dobrym zawodnikiem i jest dobrym trenerem. Mam nadzieję, że ta zmiana wyjdzie reprezentacji na dobre. Trzymam kciuki, że będzie w tym wszystkim trochę ciągłości, bo po zmianie selekcjonera pierwszy rok mamy cudowny. Pytanie, czy później będzie potrafił utrzymać pasmo sukcesów.

Czy mam pan wytłumaczenie czemu akurat tak się dzieje?

- Nie mam pojęcia. W tej chwili mamy jeden z młodszych zespołów z czołówki światowej. Odeszła połowa podstawowego składu po mistrzostwach świata w Polsce, to musiało się przełożyć na wyniki. Potrzebny jest czas, cierpliwość, determinacja, żeby wrócić na szczyt. Uważam, że trochę tego nie wytrzymaliśmy, jeżeli chodzi o Stephane'a Antigę. Jest cięcie, jest zmiana. Uważam, że De Giorgi to dobry wybór. Pomijając to, że był dobrym zawodnikiem i jest dobrym trenerem, to patrząc na niego sprawia wrażenie sympatycznego człowieka. Wiem, że to może nie mieć większego znaczenia, ale przebywając długi czas na zgrupowaniach, wyjazdach, turniejach, niech pan uwierzy byłem tam wiele lat, i to jest istotne. Postawa trenera, jego komunikatywność z zawodnikami jest bardzo ważna i ma znaczącą rolę w tworzeniu zespołu, kolektywu. I chyba autorytetu.

Przy tym też jest wymagającym trenerem.

- Nie uważam, że jak ktoś jest sympatyczny, to kompetencje zejdą na boczny tor. Z tego co słyszałem, jest bardzo wymagającym i konsekwentnym trenerem, a o to chyba chodzi.

De Girogi sukcesy odnosił jak trener klubowy, a nigdy nie pracował z drużyną narodową. Prowadzenie klubu i praca z reprezentacją to dwie rożne rzeczy. Czy to w ogóle może mieć jakieś znaczenie?

- Antiga nie prowadził ani klubu, ani reprezentacji, a nie miało to żadnego znaczenia. De Giorgi ma większe doświadczenie niż Antiga. Już w pierwszym roku Francuz osiągnął ogromny sukces. W przyszłym roku mamy w Polsce mistrzostwa Europy. Mamy atut własnego boiska, jesteśmy gospodarzami.

De Giorgi ma czas, żeby poobserwować kandydatów do kadry. Pracę z reprezentacją rozpocznie w maju przyszłego roku. Spodziewa się pan rewolucji w składzie?

- Patrząc na różne komentarze, każdy domaga się Wilfero Leona w kadrze. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś go pominął. Oczywiście, trener ma swoją wizję, on będzie ją realizował i kiedyś go za to rozliczą. Trzeba zrobić wszystko, żeby wyciągnąć rękę po najlepszego zawodnika na świecie.

Pomijając jednak Wilfredo Leona, który jeszcze nie ma zgody na grę w reprezentacji Polski, to potrzebne są zmiany w kadrze? Czy raczej możemy się spodziewać tego, że drużynie narodowej będziemy oglądać zawodników, którzy do tej pory stanowili o jej sile, a zmiany mogą być, co najwyżej kosmetyczne?

- Szeroka kadra jest wykrystalizowana. Mamy fantastycznych młodych zawodników, mistrzów Europy juniorów. Kilka perełek, które kiedyś eksplodują i muszą nam przynieść pasmo sukcesów. Trzeba ich umiejętnie wkomponować i wprowadzać do zespołu, bo oni muszą kiedyś oswoić się z siatkówką na najwyższym światowym poziomie. Poczuć ją, zobaczyć na własne oczy. Rewolucji raczej bym się nie spodziewał. Są zawodnicy, których wyselekcjonował poprzedni trener, i myślę, że nowy szkoleniowiec może dokonać jednej, dwóch zmian. Trudno teraz wskazać nazwiska.

Na pozycji środkowych mamy spokój, na pozycji przyjmujących też jest z czego wybierać. Chyba pewne kłopoty mamy na pozycji atakującego i na rozegraniu. Bartosz Kurek jak ma dzień, to w pojedynkę potrafi wygrać mecz, ale zdarzają mu się słabsze chwile.

- Nie sądzę, żebyśmy mieli kłopot na pozycji atakującego. Jest Maciej Muzaj, Łukasz Kaczmarek kawał potężnego chłopa. Może nie są gotowi na kadrę już, w tym momencie. De Giorgi posiada czas, kredyt zaufania i myślę, że tych zawodników trzeba wkomponować, wypromować. Muszą uwierzyć, że mają papiery na kadrę, ale z drugiej strony żeby nie odbiła im "sodówa". Rola trenera jest taka, żeby trzymać rękę na pulsie. Moim zdaniem, na rozegraniu jest pewien kłopot. Jedna z ważniejszych pozycji na boisku. Musimy znaleźć drugiego Pawła Zagumnego chcąc zajmować miejsca medalowe na najważniejszych imprezach, a do tego "Biało-czerwoni" przyzwyczaili już kibiców i takie mamy wszyscy oczekiwania. Miejsce szóste jest porażką. Każdy liczy na mecz finałowy. Koniec, kropka.

- Rozegranie to jest piekielnie trudna pozycja na boisku i ciężar na nich spoczywa ogromny, bo wyniki uzależnione są od ich postawy. Gra poszczególnych zawodników na boisku jest w ich paluszkach. Nie wiem, czy tu nie wchodzi w grę doświadczenie, godziny spędzone na boisku, ilość rozegranych meczów. Pamiętam pan Pawła Zagumnego za młodych lat? Śmiali się z niego, psioczyli, że zagrywka, odbicie... I w pewnym momencie eksplodował. W 2006 roku zrobił coś niesamowitego i od tego czasu był filarem zespołu i numerem jeden świecie. Wierzę w to, że Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz mają ogromny potencjał. Być może potrzebują trochę więcej czasu na to, żeby pokazać, co to potrafią. Trzeba dać im szansę, czas i obdarzyć kredytem zaufania. Drugi Paweł Zagumny jutro nam się nie wykreuje.

Dla De Giorgiego celem jest medal na igrzyskach w Tokio. Gdyby, odpukać, nie było sukcesów po drodze, czy starczy cierpliwości, żeby nie robić nerwowych ruchów?

- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Dla mnie istotną rzeczą jest to, żeby większość sztabu reprezentacji stanowili Polacy. Mamy kilku młodych fajnych trenerów, których nie możemy spychać na margines. Oni muszą być blisko, uczyć się, przyzwyczajać. Być może za cztery lata, to Polak będzie trenerem reprezentacji. Żaden z naszych szkoleniowców nie złożył oferty na selekcjonera kadry. Pytanie dlaczego? Czy nie potrafią pisać? No nie. Nie mają wiary w to, że ktoś im zaufa. Nie składają, bo wiedzą, że nie zostaną trenerami. Trzeba od czegoś rozpocząć. Wdrożyć ich do sztabu szkoleniowego, żeby się uczyli, poznawali swoją wartość i żeby poczuli, że PZPS obdarza ich zaufaniem. Przyjdzie wtedy taki moment, że Polak przystąpi do konkursu i będzie walczył jak równy z równym o miano trenera reprezentacji Polski. Na razie mamy kolejnego zagranicznego selekcjonera i trzymajmy za niego kciuki. 

Rozmawiał Robert Kopeć

Reklama


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje