Gramy dalej czy do domu? Trudne zadanie Polaków

Piekielnie trudne zadanie czeka polskich siatkarzy. W 2. rundzie rozgrywanych we Włoszech mistrzostwach świata "Biało-czerwoni" trafili na bardzo mocnych rywali - Brazylię i Bułgarię. To "nagroda" za zajęcie pierwszego miejsca w grupie F.

Zobacz relację na żywo z meczu Polska - Brazylia

Reklama

W jednej grupie będą rywalizować medaliści poprzedniego mundialu: złoci Brazylijczycy, srebrni Polacy i brązowi Bułgarzy. Jedna z tych drużyn na pewno nie powtórzy sukcesu z Japonii. Co więcej, ktoś z wielkiej trójki pojedzie do domu! To efekt systemu rozgrywek powszechnie krytykowanego. Zastrzeżeń nie mają chyba jedynie Włosi, bo zdaniem wielu ekspertów system został ułożony właśnie pod gospodarzy mundialu.

Przed turniejem było mnóstwo obaw przed kunktatorstwem i zimną kalkulacją. Niestety znalazło to potwierdzenie na parkiecie. Wydaje się, że tak właśnie zachowali się Serbowie w meczu z Polakami. Trudno doprawdy uwierzyć, że tak klasowy zespół może popełniać aż tyle błędów (seryjnie psute zagrywki, mnóstwo autowych ataków). Kapitan Serbów Nikola Grbić zapewniał, że on i jego koledzy chcieli wygrać. Oczywiście nikt nie udowodni Serbom, że mecz z Polakami "odpuścili". Niesmak jednak pozostał. Serbowie mają zdecydowanie łatwiejszą drogę do strefy medalowej niż Polacy. W 2. rundzie zmierzą się z Kubą i Meksykiem, a więc awans do kolejnej fazy jest w ich przypadku na wyciągnięcie ręki. Wystarczy pokonać Meksyk, 26. zespół światowego rankingu. Paradoksalnie także Niemcy, którzy awansowali z "polskiej" grupy z 3. miejsca trafili lepiej. Gracze Raula Lozano zmierzą się z Włochami i Portoryko.

Polacy jeszcze przed pojedynkiem z Serbią zapewniali, że kalkulować nie będą i słowa dotrzymali. To znak, że czują się dobrze przygotowani do turnieju i nie straszny im żaden przeciwnik. "Biało-czerwoni" chcą zostać mistrzami świata i żeby tego dokonać, trzeba umieć sobie radzić z różnymi przeszkodami. Nawet z tymi wydawałoby się niemożliwymi do pokonania. Jeśli się uda, sukces będzie smakował jeszcze lepiej.

O sile Brazylii nikogo nie trzeba przekonywać. Ostatnia dekada to pasmo sukcesów siatkarzy z Kraju Kawy. "Canarinhos" niemal z każdej dużej imprezy wracali z medalem i to najczęściej złotym. Na ostatnich dwóch czempionatach globu okazywali się najlepsi. We Włoszech mają szansę po raz trzeci z rzędu sięgnąć po tytuł najlepszego zespołu świata. Ostatnio takim wyczynem popisali się siatkarze z Italii (1990, 1994 i 1998).

Brazylijczycy to złoci medaliści igrzysk olimpijskich w Atenach (2004). Dwa lata temu w Pekinie doszli do finału, gdzie dość niespodziewanie ulegli Amerykanom. Dla "Canarinhos" było to upokorzenie. Tym bardziej więc nie zabraknie im motywacji, by odzyskać miano najlepszej drużyny świata.

W prestiżowej Lidze Światowej, w ostatnich 10 latach, Brazylijczycy triumfowali aż siedem razy. W sumie "światówkę" wygrywali aż dziewięciokrotnie.

"Brazylia to potęga" - tak określił ten zespół Ryszard Bosek mistrz olimpijski i mistrz świata. Ich grę określa się mianem "kosmiczna". Trener Bernardo Rezende stworzył drużynę bez słabych punktów. Różnego rodzaju konflikty, jak choćby ze znakomitym rozgrywającym Ricardo, czy też zmiana pokoleniowa nie wpłynęły na jakość ich gry. Świetnie wyszkoleni techniczne, znakomicie zgrani i ułożeni taktycznie. To wszystko pozwala im prowadzić akcje w tempie nieosiągalnym dla nikogo.

Polacy z Brazylijczykami grali wielokrotnie. W ostatnich kilku latach "Biało-czerwoni" rzadko byli górą. A w meczach o stawkę, to prawie zawsze powody do radości mieli "Canarinhos". Najwięcej pojedynków oba zespoły stoczyły w Lidze Światowej."Biało-czerwonym" zdarzały się pojedyncze zwycięstwa, ale miało to miejsce w fazie grupowej. Najlepszą serię zwycięstw Polacy zanotowali w 2002 roku. W grupie A "światówki" nasi zawodnicy zmierzyli się z Brazylią cztery razy. Trzy mecze zakończyły się po myśli Polaków (jeden w Brazylii i dwa w Polsce). Nie przełożyło się to na końcowy wynik LŚ'2002 - Brazylia zajęła 2. miejsce, a my 5.

W 2004 roku na olimpiadzie w Atenach Brazylijczycy stanęli na drodze Polaków w ćwierćfinale. "Canarinhos" nie stracili nawet seta. Dwa lata później w Japonii mieliśmy wymarzony finał mistrzostw świata Polska - Brazylia. Nasi siatkarze w pełni zadowolili się srebrnym medalem, bo walki praktycznie nie podjęli. Skończyło się szybkim 0:3. Na igrzyskach olimpijskich w Pekinie (2008) trafiliśmy na Brazylijczyków w fazie grupowej i również nie udało się "urwać" im choćby seta. Rok temu w Pucharze Wielkich Mistrzów "Canarinhos" ponownie wygrali i ponownie 3:0.

W tym roku graliśmy z aktualnymi mistrzami świata pięciokrotnie, wygraliśmy tylko raz.

Na mistrzostwach świata we Włoszech Brazylijczycy rywalizowali w grupie B. Odprawili w kwitkiem Tunezję i Hiszpanię. Doznali jednej porażki z nieobliczalną Kubą 2:3 i ten wynik sprawił, że będą rywalami naszego zespołu w 2. rundzie turnieju. Kapitan "Canarinhos" Giba mówił po meczu z Kubą, że zależało im na zwycięstwie, żeby nie trafić na Polaków. "Polska to zawsze trudny przeciwnik" - podkreślił z uznaniem słynny siatkarz. Największymi gwiazdami obecnej kadry Brazylii są wspomniany Giba, Dante Amaral i Leandro Vissotto.

Z Bułgarami w ważnych imprezach szło nam zdecydowanie lepiej. Jeśli Polacy mogą mówić o kompleksie Brazylijczyków, to Bułgarzy mają kompleksy związane z naszą reprezentacją. Drużyna zaliczana do światowej czołówki, mająca wszelkie dane, żeby bić się o najwyższe laury. Gdyby nie Polacy. Cztery lata temu na mundialu w Japonii obie drużyny spotkały się w półfinale. "Biało-czerwoni" wygrali wówczas 3:1. W ubiegłym roku na pamiętnych dla nas mistrzostwach Europy w Turcji, Bułgarzy stanęli na drodze polskiej reprezentacji w 1/2 finału. Również w tym przypadku nasi siatkarze nie dali rywalom szans (3:0).

We Włoszech podopieczni Silvano Prandiego spisują się na razie poniżej możliwości. Bułgarzy przegrali z Francją (2:3) i Czechami (1:3). Te rezultaty to już jednak historia i nie mają znaczenia. Nie należy zapominać, że w dalszym ciągu to groźny zespół, mający w składzie wysokiej klasy zawodników z Matejem Kazijskim na czele.

Polacy rozpoczynają rywalizację w "grupie śmierci" od starcia z Brazylią (czwartek godz. 21.00). Ewentualne zwycięstwo sprawi, że wicemistrzowie świata i mistrzowie Europy będą w komfortowej sytuacji. Porażka z obrońcami tytułu postawi nasz zespół pod ścianą, bo w piątek z Bułgarią (godz. 17.00) będziemy musieli wygrać i czekać na rozstrzygnięcie starcia Brazylii z Bułgarią. Najlepiej wygrać oba spotkania, ale o to będzie niezwykle trudno.

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | siatkarze | Bułgarzy | biało-czerwoni | Brazylia | biało

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama