WGP: Japończycy dali się we znaki Polkom

"Na pewno nie zadowolimy się samym awansem do finału" - powiedziała w "Dzienniku" kapitan reprezentacji Polski siatkarek Dorota Świeniewicz. Polki po raz pierwszy w historii awansowały do turnieju finałowego World Grand Prix, który już w środę rozpocznie się w chińskim Ningbo.

"Nasz włoski trener tchnął w nas nowego ducha. To świetny szkoleniowiec, mistrz strategii" - stwierdziła Świeniewicz.

Reklama

"Gra z nami cały mecz chodząc od linii do linii. Bardzo przeżywa naszą grę. Podczas przerw technicznych może się wydawać, że nie wszystko dziewczyny rozumieją, co mówi, ale jego trzy-cztery wskazówki wystarczają, byśmy wiedziały jak mamy grać. Nawet w Rzeszowie wiedziałyśmy, że zwycięstwa będą. Potrzebowałyśmy tylko trochę czasu. Paradoksalnie, w Polsce grało nam się najtrudniej, bo ze strony publiczności była dodatkowa presja. Potem, po pierwszej wygranej z Włoszkami, było już łatwiej" - stwierdziła dwukrotna mistrzyni Europy.

W Osace gospodarze uprzykrzali życie naszym siatkarkom przed meczem z Japonią i w jego trakcie. Polki jednak pokonały wszelkie przeszkody i wygrały 3:1. "Gospodarze grali nie fair, mocno dali nam się we znaki. Podczas spotkania wyłączyli prąd naszemu statystykowi, by nie mógł korzystać z laptopa. Miejscowa telewizja robiła zbliżenia tablicy, na której Marco Bonitta pokazywał, w którą strefę mamy serwować. Na telebimie rywalki miały naszą taktykę, jak na dłoni. A pomyłki sędziów były karygodne. Japończycy przeszkadzali nam jak mogli, ale my to wszystko pokonałyśmy. Najbardziej zadowolone jesteśmy jednak z tego, że przezwyciężyłyśmy własne słabości, bo już naprawdę jesteśmy bardzo zmęczone. Od dwóch miesięcy jesteśmy razem ze sobą, ciężko pracujemy i czasami trudno to wytrzymać" - wyznała Świeniewicz.

W środę w Ningbo rozpocznie się turniej finałowy WGP z udziałem Polski, Brazylii, Włoch, Rosji, Holandii i Chin. "Wiemy, że apetyty kibiców rosną, ale nasze również. Inne zespoły też już są zmęczone, choć akurat Chinki oszczędzały siły na finały. W końcu turniej jest u nich. Pokonałyśmy je jednak, podobnie jak Rosjanki i Włoszki. Holenderki też są w naszym zasięgu. Dlaczego więc nie mamy odnieść kolejnych zwycięstw? Wszystko jest możliwe. Na pewno nie zadowolimy się samym awansem do finału" - podkreśliła najlepsza siatkarka Europy w 2005 roku.

Pierwszymi rywalkami Polek będą Brazylijki, które w fazie grupowej doznały tylko jednej porażki z Włoszkami (1:3).

"Powiem tak: z Chinkami też nie było wcześniej zwycięstwa, a jednak pokonałyśmy je na ich terenie. Brazylię kiedyś trzeba pokonać. Obejrzymy na wideo ich mecze, a Bonitta na pewno znajdzie odpowiednią taktykę. W Ningbo chcemy pokazać, że dotychczasowe wygrane nie były przypadkowe" - zakończyła Świeniewicz.

Dziennik/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Polka | półki | polki | znaki | Japończycy | W.E.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama