Polska - Węgry 3:1 na siatkarskich mistrzostwach Europy

W meczu, w którym Polkom szło jak po grudzie, nasze siatkarki zdołały pokonać Węgierki 3:1 (25:22, 19:25, 25:17, 25:18), odnosząc drugie zwycięstwo na mistrzostwach Europy w Baku. Dzięki temu podopieczne trenera Jacka Nawrockiego już zapewniły sobie co najmniej udział w rundzie play off, a w niedzielę zagrają z Azerkami o pierwsze miejsce w grupie A i bezpośredni awans do ćwierćfinału.

Wynik znacznie lepszy od gry - tak najkrócej można ocenić postawę Polek w meczu z Węgierkami. Nasze zawodniczki nie miały dzisiaj zdecydowanej liderki, żaden element w ich grze nie był więcej niż poprawny, ale w najtrudniejszych momentach potrafiły wyjść z opresji i odnieść cenne zwycięstwo.

Reklama

Dobre momenty miała Malwina Smarzek, ale 21-letnia atakująca nie przypominała zawodniczki, która we wczorajszym batalii z Niemkami (3:2 po tie-breaku), niemal ustanowiła rekord pod względem dorobku punktowego w historii naszej kadry (36 "oczek").

Wczoraj Polki wprawdzie przegrywały w setach 1:2, ale gdy zaczęły odrabiać straty, prezentowały siatkówkę na bardzo wysokim poziomie. Inna sprawa, że obie reprezentacje serwowały zadowalający poziom spotkania od pierwszego seta.

W drugiej partii zanosiło się na pogrom Polek, ale od stanu 12:22 działy się rzeczy niesamowite. "Biało-Czerwone" zdobyły z rzędu siedem oczek (19:22), nie dając się wybić z uderzenia, mimo dwóch przerw na żądanie dla Węgierek. Tak oto końcówka nieoczekiwanie stała się emocjonująca. W poczynaniach przeciwniczek pojawiły się uzasadnione nerwy, ale w najważniejszym momencie znów zaczęły punktować.

W potyczce z Węgierkami przełom w grze Polek nastąpił dopiero w czwartej partii, przy prowadzeniu w setach 2:1. W pewnym momencie też wydawało się, że nasze zawodniczki polegną z kretesem, bowiem przegrywały już 6:13. Wówczas trener Nawrocki wziął czas i bardzo ekspresyjnie zaczął motywować nasz zespół.

Od tego momentu jego podopieczne skutecznie goniły wynik (12:13), aż doprowadziły do remisu (17:17). Na nic zdały się prośby o czas szkoleniowca rywalek, bo w drugiej części partii nasze rodaczki nie przestawały budować przewagę, aż w końcu postawiły kropkę nad "i".

Najskuteczniejszą zawodniczką w polskiej reprezentacji ponownie była Smarzek (25 punktów), z kolei Agnieszka Kąkolewska zanotowała 14 "oczek".

Wyjściowy skład reprezentacji Polski:

Patrycja Polak, Agnieszka Kąkolewska, Zuzanna Efimienko, Joanna Wołosz, Martyna Grajber, Malwina Smarzek, Agata Witkowska (libero).

Zapis relacji:

I set

Obaj szkoleniowcy nie dokonali korekt w wyjściowych składach i reprezentacje rozpoczęły mecz w takich samych zestawieniu na wszystkich pozycjach.

Węgierki zaczęły od bardzo dobrej zagrywki Eszter Nagy, z którą nie poradziła sobie "przycelowana" Martyna Grajber. Malwina Smarzek weszła w mecz od nieudanego ataku, wyrzucając piłkę w aut i zrobiło się 0:3. Po chwili znakomicie zagrała Greta Szakmary, powiększając prowadzenie.

Prośbą o czas szybko zareagował trener Nawrocki: "dziewczyny, gramy o awans" - pobudził zespół szkoleniowiec. Przerwa na żądanie podziałała i pierwszy punkt po wznowieniu gry zdobyła Smarzek.

Nasze zawodniczki niestety nadal grały źle i bardzo chaotycznie, schodząc na pierwszą przerwę techniczną przy wyniku 3:8.

Wreszcie dwa punkty z rzędu zdobyły Polki po tym, jak Martyna Grajber obiła węgierski blok. Kolejny czas na żądanie jeszcze lepiej poskutkował i nasze zawodniczki doszły rywalki na jeden punkt (8:9). Gdy była szansa na doprowadzenie do remisu, Patrycja Polak została zatrzymana na lewym skrzydle przez podwojony blok. Za chwilę zatrzymana została Roksana Brzóska i rywalki znów zaczęły budować przewagę.

Przy stanie 9:13 trener Nawrocki dał szansę wczorajszej debiutantce, 18-letniej Natalii Murek, która zmieniła Grajber. Od tego momentu punktować zaczęły tylko reprezentantki i w ekspresowym tempie doprowadziły do remisu. Po ataku na środku siatki Kąkolewskiej, trener Węgierek przywołał swoje zawodniczki na przerwę.

Odmienione oblicze zespołu, dzięki udanym zmianom trenera Nawrockiego, zaowocowało pierwszym w tym spotkaniu prowadzeniem Polek (15:14). Bardzo dobrze na plac gry wprowadziła się przyjmująca Roksana Brzóska, świetnie radząc się m.in. na zagrywce. 

Przerwa techniczna nie pomogła Węgierkom i po kilkudziesięciu sekundach (17:14) szkoleniowiec rywalek poprosił o drugi czas.

W grze "Biało-Czerwonych" ciągle brakuje właściwego rytmu, akcje są szarpane, ale nadal utrzymywały przewagę. Gdy była szansa wyjść na pięciopunktowe prowadzenie, w ataku nie po raz pierwszy pomyliła się Smarzek. Przewaga Polek, w mgnieniu oka, stopniała do dwóch "oczek" (20:18).

W najlepszym momencie przebudziła się Smarzek, najpierw doskonale atakując, a po chwili posyłając z zagrywki taką piłkę, z którą nie poradziła sobie Węgierka (22:19).

Pierwsza w tym meczu wojna nerwów zaczęła się od stanu 23:21. Najpierw nasza atakująca została zatrzymana na lewym skrzydle, ale Smaczek zapewniła Polkom piłkę setową, którą sama wykorzystała, zmuszając rywalki do wpadnięcia w siatkę. Tak oto pierwszy set padł łupem Polek, ale gra naszych zawodniczek w tej partii pozostawiała wiele do życzenia!

II set

Drugi set rozpoczął się od mocnego ataku Węgierki z lewego skrzydła, z którym nie poradziła sobie Witkowska. W kolejnych akcjach trwała walka punkt za punkt. Podczas najdłuższej akcji, gdy piłka raz po raz wracała na naszą stronę, Grajber została zatrzymana blokiem. Kolejne błędy sprawiły, że Węgierki odskoczyły na 3:7. Na pierwszej przerwie technicznej nasz zespół przegrywał 4:8. Dużo merytorycznych uwag do swoich podopiecznych miar trener Nawrocki.

Podpowiedzi na niewiele poskutkowały, Polki miały problem w każdym elemencie, nawet z wyprowadzeniem kontry i traciły pięć "oczek" (6:11).

Gra zrywami trwa w najlepsze. "Biało-Czerwone" zdobyły trzy kolejne punkty, po czym znów poniosły straty. Nieudana krótka do Kąkolewskiej zakończyła się oddaniem piłki za darmo na drugą stronę, a następnie nieskutecznym blokiem.

Węgierki były jeszcze lepsze i wywalczyły serią pięć punktów (9:16). Selekcjoner Nawrocki wciąż zachowywał spokój, ale drugi set zaczął Polkom wymykać się z rąk...

Czarny okres pomogły przerwać nam rywalki, posyłając piłkę z ataku daleko w aut. Co z tego, skoro po chwili Natalia Murek tak samo chybiła (10:18). Trener Nawrocki zareagował wzięciem drugiego czasu, wciąż emanując spokojem.

Polki momentami grały ofiarnie w obronie, by za moment dopuścić, aby plasowana piłka beztrosko spadła w okolice trzeciego metra.

Na zagrywkę weszła Marlena Pleśnierowicz. Polka popisała się trudnym serwem, rywalki miały kłopot, ale mimo złego przyjęcia zdobyły punkt atakiem. W naszym zespole brakowało armat, tym razem pomyliła się Monika Bociek i rywalki wjechały na autostradę do wygrania drugiej partii (12:22).

Po przerwie na weryfikację wideo zrehabilitowała się Bociek, a doskonałą zagrywką popisała się Murek. Po chwili podwójny blok Polek wywalczył kolejny punkt, ale strata wciąż była potężna (15:22). Na wszelki wypadek, dmuchając na zimne, trener Węgierek wziął czas.

Tymczasem "Biało-Czerwone" pozostawały w uderzeniu, dodając następne dwa "oczka" (17:22). Selekcjoner Węgierek, już nieco bardziej podrażniony, ponownie wziął czas na żądanie.

Nic to nie dało rywalkom, na zagrywce ponownie błysnęła Murek. Coś nieprawdopodobnego! Nasze zawodniczki znów punktują, tym razem blokiem. Fenomenalną serię "Biało-Czerwonych" została przerwana dopiero przy stanie 19:22. Atak przeciwniczek z lewego skrzydła wpadł w boisko.

Cud się nie zdarzył, w ataku pomyliła się Bociek, a wideoweryfikacja nie potwierdziła wersji Polek, jakoby piłka zahaczyła o blok. Wreszcie Węgierki postawiły kropkę nad "i", ale zafundowały sobie prawdziwy dreszczowiec.

III set

Trzecia partia też nie rozpoczęła się po myśli Polek, na szczęście szybko odrobiły straty (4:4). Wczoraj potężnym atutem naszych zawodniczek była gra blokiem, a dzisiaj to jedynie przebłyski. W końcu wejście na zagrywkę Smarzek pobudziło zespół i po ataku Grajber nasz zespół zszedł na pierwszą przerwę techniczną na dwupunktowym prowadzeniu (8:6).

Prowadzenie, dynamicznym atakiem Grajber, powiększyła Grajber, co skłoniło trenera Węgierek do wzięcia czasu.

Nasz zespół ciągle wygląda tak, jakby grał na zaciągniętym hamulcu ręcznym, ale mimo brzydkiej gry, najważnieszy jest efekt. Polki przynajmniej zaczęły być skuteczne, czego efektem było prowadzenie 13:9.

Polki utrzymują prowadzenie, choć ciągle mają problemy, choćby po prostym "plasie" rywalek (15:12). - Jak nie idzie, to nie idzie. Czasami są takie dni. Szkoda, bo nasza pierwsza armata, Malwina Smarzek, trochę się zacięła - komentował były reprezentant Polski Łukasz Kadziewicz. Czasem zareagował trener Nawrocki, po czym Polki zdobyły punkt i na drugiej przerwie technicznej prowadziły 16:13.

Najważźniejsze, że nasze zawodniczki nadal budowały przewagę, zdobywając następne trzy "oczka". Patrycja Polak nie schodziłą z zagrywki, popisując się imponującą serią, aż w końcu zepsuła serwis (20:14).

Dobre wejście na zagrywkę zanotowała też Kąkolewska. Wprawdzie nie posłała asa, ale rywalka nie poradziła sobie z trudną piłką (22:14).

Udane wejście zaliczyła Julia Twardowska, dobrze atakując, ale Smarzek oddała punkt złą zagrywką (23:16).

Zmiany w końcówce znów przyniosły efekt. Wprawdzie Twardowska, przy piłce setowej, jeszcze zwolniła rękę na zagrywce, ale po chwili Natalia Murek silnym atakiem ze skrzydła zakończyła partię.

IV set

Czwarta partia rozpoczęła się od falstartu (0:3) i trener Nawrocki bardzo szybko wziął czas. Patrycja Polak wywalczyła pierwszy punkt dla Polski w tym secie (1:4).

Procent skuteczności Smarzek w staku wciąż jest daleki od ideału. Między innymi dlatego Węgierki, które prezentują się bez błysku, metodycznie utrzymywały przewagę (4:8).

Gdy naszym zawodniczkom nie szło w ataku, sprytną kiwką popisała się Joanna Wołosz, ale strata wciąż nie malała (5:9).

Gra punkt za punkt trwała w najlepsze (6:10). Od tego stanu Polki straciły trzy punkty z rzędu, nawet niezawodna wczoraj Smarzek posłała piłkę w aut (6:13). Efekt? Trener Nawrocki wziął czas i bardzo ekspresyjnie zaczął motywować nasz zespół.

Po czasie na żądanie zagrzane do boju Polki "włączyły" grę blokiem, notojąc cztery "oczka" z rzędu (10:13). To wywołało nerwowość w sztabie szkoleniowym Węgierek, który poprosił o czas.

Powrót z dalekiej podróży trwał w najlepsze. Atak Smarzek, a po chwili blok naszej zawodniczki zacieśniły stan gry do jednego punktu (12:13). Seria sześciu udanych akcji w końcu dobiegła końca (12:15). Druga przerwa techniczna miała miejsce przy stanie 13:16.

Znów lepszy okres gry Polek, przystemplowany punktem Grajber w ataku (16:17), a po chwili Polki odrobiły wszystkie straty, stawiając szczelny blok (17:17). W tych okolicznociach czas na żądanie wziął trener naszych przeciwniczek, ale szczęście pozostało przy "Biało-Czerwonych". Tak, jak wtedy, gdy fatalnie zaatakował Smarzek, ale piłka dotknęła dłoni blokującej (19:17). Sprytny atak dołożyła Grajber i rodaczki odskoczyły na trzy punkty (20:17).

Po stracie punktu, w kolejnych akcjach w obronie nie popisały się Węgierki (22:18). Rywalki już jakby przestały walczyć, kompletnie pasywnie zachowując się po nieudanym przyjęciu (23:18). Polki miały piłkę meczową, a po chwili zakończyły mecz z przechodzącej piłki.

Po meczu powiedzieli:

Jacek Nawrocki (trener reprezentacji Polski): "Zwyciężyliśmy w meczu, który musieliśmy wygrać, by myśleć o awansie do kolejnej fazy turnieju. Postaramy się jak najlepiej przygotować do następnego pojedynku z Azerbejdżanem. Moim zdaniem to jeden z faworytów mistrzostw Europy, dysponujący ogromną siłą w ataku. Mieliśmy okazję spotkać się dwa lata temu i przegraliśmy, a wówczas w składzie były bardziej doświadczone zawodniczki".

Zuzanna Efimienko-Młotkowska (środkowa reprezentacji Polski): "Nie przyjechaliśmy tutaj tylko po ty, by zagrać kilka meczów i zebrać doświadczenie. Kiedy grasz w takim turnieju, to naturalną rzeczą jest to, że chcesz walczyć o medal. Może nie znaleźliśmy się w najmocniejszej grupie, ale nawet, jeśli tak jest, to co z tego. Wchodzimy na boisko i walczymy bez względu na to, kto jest po drugiej stronie siatki. Myślę, że każda z nas ma swoje ambicje. Osiągnęłyśmy dobry wynik w World Grand Prix, wszystkie to pamiętamy, jak smakował sukces i bardzo chciałybyśmy go powtórzyć. Mam nadzieję, że uda nam się dotrzeć w turnieju najdalej jak to będzie możliwe".

Alberto Salomoni (trener reprezentacji Węgier): "Moja drużyna zaczęła spotkanie całkiem nieźle, ale niestety, szybko zaczęliśmy popełniać błędy. Polska ma zespół na wysokim poziomie i moje dziewczyny starały się pokazać jak najlepszą siatkówkę przeciwko takiemu rywalowi. Czasami nam się to udawało, szczególnie w drugim zwycięskim secie. Polki były dziś lepsze, a nam pozostaje przygotować się do kolejnego spotkania z Niemkami".

Polska - Węgry 3:1 (25:22, 19:25, 25:17, 25:18)

Polska: Joanna Wołosz, Agnieszka Kąkolewska, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Patrycja Polak, Martyna Grajber, Malwina Smarzek, Agata Witkowska (libero) - Aleksandra Krzos (libero), Natalia Murek, Roksana Brzóska, Maja Tokarska, Marlena Pleśnierowicz, Monika Bociek, Julia Twardowska.

Węgry: Zsuzsanna Talas, Eszter Nagy, Edina Dobi, Bernadett Dekany, Greta Szakmary, Rita Bokorne Liliom, Fruzsina Toth (libero) - Renata Szpin (libero), Reka Bleicher, Kata Torok, Lilla Villam.

Tabela

1. Polska       2  5   6:3

2. Azerbejdżan  1  3   3:0

3. Niemcy       1  1   2:3

4. Węgry        2  0   1:6

Art

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama