MŚ siatkarek: Alternatywy brak

Wiara w odniesienie zwycięstwa, to często połowa sukcesu w sporcie. Wiary zabrakło naszym siatkarkom w meczu z Włoszkami. Skończyło się fatalnie.

Aktualne mistrzynie świata nie pokazały żadnych fajerwerków, a mimo to w godzinę i sześć minut odprawiły naszą drużynę z kwitkiem. Włoszki nie wzniosły się na wyżyny swoich umiejętności, bo Polki ich do tego nie zmusiły. Nasze siatkarki przegrały mecz, zanim ten się na dobre rozpoczął. Od początku nie wierzyły w to, że Włoszkom można "urwać" seta, dwa. O wygraniu meczu nawet nie wspominając. Bo jak inaczej wytłumaczyć taką postawę na boisku?

Reklama

W siatkówce wszystko zaczyna się od przyjęcia zagrywki rywala. Jeśli ten element szwankuje, nie ma mowy o zaskoczeniu przeciwnika. Proste piłki na skrzydło na tym poziomie rozgrywek, to woda na młyn dla rywala. Przyjęcie szwankowało w naszym zespole najbardziej. Nawet zazwyczaj pewna w tym elemencie Mariola Zenik miała zaledwie 44-procentową skuteczność. Jak na zawodniczkę występującą na pozycji libero wynik marny. Kiepsko spisywały się także nominalne przyjmujące - Joanna Mirek i Milena Rosner. Wprowadzona Natalia Bamber sytuacji nie poprawiła.

Kiedy już udało się przyjąć zagrywkę, wówczas piłka trafiała do Izabeli Bełcik. Co robiła nasza podstawowa rozgrywająca? Niestety, niewiele dobrego. Niedokładne piłki na skrzydło. Za nisko lub za "plecy" na drugą linię. Zbyt często po "wystawach" Bełcik skrzydłowe musiały męczyć się z podwójnym blokiem rywalek. Jednak najbardziej raziło brak zrozumienia ze środkowymi. Zwłaszcza z Katarzyną Skowrońską. Wyglądało to tak, jakby te zawodniczki po raz pierwszy spotkały się na boisku. A przecież grają ze sobą w kadrze od ładnych paru lat. Nie mówiąc już o występach w Nafcie Gaz Piła. O tzw. "ataku z obejścia" Bełcik chyba zupełnie zapomniała. A wystarczyło spojrzeć na drugą stronę siatki. Eleonora Lo Bianco nawet dwa razy w jednej akcji potrafiła rozegrać w ten sposób piłkę. A jak skuteczne to zagranie w żeńskiej siatkówce pokazały Paola Paggi i Sara Anzanello.

Częściowym usprawiedliwieniem Bełcik jest to, że koleżanki nie ułatwiały jej zadania. Siatkarka Muszynianki nabiegała się niemiłosiernie do fatalnie przyjmowanych piłek. Ale wytłumaczyć tym wszystkich błędów nie można.

Już meczu z Japonią Bełcik nie zaliczyła do udanych. Co się stało z ubiegłoroczną formą 25-letniej zawodniczki, kiedy Polki zdobywały mistrzostwo Europy? Trener Kłos nie ma wyjścia i musi stawiać na Bełcik. Z dochodzących wieści z Japonii wynika, że druga rozgrywająca Katarzyna Skorupa jest chora. Alternatywy brak.

Szkoleniowiec biało-czerwonych ma za to alternatywę na pozycji środkowej. Wymieniana wyżej Katarzyna Skowrońska daleka jest od swojej najlepszej dyspozycji. Ciężko się patrzy na grę "Skowronka" mając przed oczyma jej wiele świetnych występów w biało-czerwonych barwach. Skowrońska słynęła z zadziorności, waleczności, ambicji. W Japonii tego nie widać. Jaki wpływ na dyspozycję Skowrońskiej miała kontuzja, a jaki zamieszanie wokół kadry przed mistrzostwami? Trudno powiedzieć. A na ławce czeka Sylwia Pycia, która w Kraju Kwitnącej Wiśni pokazała się już z dobrej strony.

Anna Podolec, która zaliczyła udany występ przeciwko gospodyniom turnieju, w środę dostosowała się do poziomu drużyny. Siła ataku nie uległa zmianie, ale precyzja już tak.

Joanna Mirek i Milena Rosner udane zagrania przeplatały prostymi błędami. Więcej niestety było tych drugich.

Jedyna z reprezentantek Polski, która może nie mieć do siebie większych pretensji, to Maria Liktoras. Najrówniej grająca polska siatkarka na tych mistrzostwach.

Jeszcze rzut oka na ławkę rezerwowych. Podczas przerw technicznych można było dostrzec, że w tym zespole nie dzieje się najlepiej. Trener Kłos mówił, tylko nie bardzo wiadomo do kogo. Siatkarki niby słuchały, ale myślami były nieobecne.

Obwinianie poszczególnych zawodniczek czy trenera za porażkę byłoby uproszczeniem. Mecz przegrał cały zespół. Począwszy od zawodniczek na sztabie szkoleniowym kończąc.

Mecz można przegrać. Na tym polega sport, że są zwycięzcy i są przegrani. Jednak, żeby z boiska schodzić z podniesioną głową, to trzeba mieć przekonanie, że zrobiło się wszystko, żeby wygrać, ale przeciwnik okazał się lepszy. Po ostatnim gwizdku sędziego biało-czerwone głowy miały spuszczone i milczeniu przeżywały porażkę. Czy jeszcze je podniosą? Miejmy nadzieję, że tak, bo przed Polkami jeszcze przynajmniej trzy mecze i jest o co walczyć.

Dowiedz się więcej na temat: biało | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje