ME siatkarek. Paulina Maj-Erwardt: Brakuje nam liderki

Polskie siatkarki w piątek w Baku meczem z Niemkami rozpoczną udział w mistrzostwach Europy. Była reprezentantka Paulina Maj-Erwardt liczy na dobry wynik, ale przyznała, że w zespole brakuje liderki. "Może wykreuje się ona w trakcie turnieju" - powiedziała.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Niemcy!

Reklama

Relację można również śledzić na urządzeniach mobilnych

Maj-Erwardt uczestniczyła w czterech mistrzostwach Europy, wywalczyła brązowy medal w Łodzi w 2009 roku (była wówczas rezerwową), ma za sobą także grę na mistrzostwach świata (2006 i 2010) i w wielu czołowych klubach w Polsce. Jak przyznała, w takich turniejach doświadczenie jest niezwykle ważne.

"Musisz rozegrać kilka turniejów na wysokim poziomie, przy podwyższonej adrenalinie, żeby zdobyć to doświadczenie, żeby był tego efekt. Na takich imprezach potrzebna jest też w zespole liderka, która w trudnych momentach weźmie ciężar gry na swoje barki. A w naszej odmłodzonej drużynie takiej zawodniczki na razie brakuje. Może ona wykreuje się w trakcie turnieju" - przyznała.

Selekcjoner Jacek Nawrocki do Azerbejdżanu zabrał aż dziewięć debiutantek i tylko pięć siatkarek, które miały okazję grać w mistrzostwach Europy.

"Na pewno trener Nawrocki rozmawiał z zawodniczkami, które widziałby w swojej kadrze. Natomiast niektóre dziewczyny są na różnym etapie swojego życia. Miały też powody, często zdrowotne albo rodzinne, że musiały mu odmówić. Ważne, że przyjechały na reprezentację te zawodniczki, które chcą w niej być i grać" - dodała.

Jej zdaniem w polskiej drużynie kluczową postacią będzie rozgrywająca i zarazem jedna z bardziej doświadczonych siatkarek - Joanna Wołosz.

"Dziewczyny muszą dać się poprowadzić Asi. Ona, na ile może, stara się wykorzystać swoje doświadczenie i to ogranie na wysokim poziomie. Asia może być taką liderką, ona może pomóc, ale przecież nie zdobędzie nie wiadomo ile punktów. Dziewczyny ten brak mogą zastąpić zespołowością, pokazać, że dobrze się razem czują na boisku i że ta gra sprawia im radość" - dodała.

"Biało-Czerwone" w grupie zmierzą się w piątek z Niemkami, dzień później z Węgierkami, a w niedzielę z Azerkami. Według Maj-Erwardt, w każdym z tych meczów Polki nie stoją na straconej pozycji.

"Z Azerkami czeka nas niezwykle trudne spotkanie, bo przeciwko tej reprezentacji, szczególnie na nich terenie, zawsze gra się ciężko. To bardzo wysoki i zadziorny zespół, choć może technicznie nie brylują. Do tego dochodzi własna publiczność, hala i sędziowie, którzy mogą być czasami bardziej przychylni. Mimo wszystko, liczę na nasze zwycięstwo w tym meczu. Z Węgierkami nie powinniśmy mieć kłopotu, natomiast największe obawy mam, jeśli chodzi o pojedynek z Niemkami. Widziałam je w turnieju World Grand Prix i choć został on też odmłodzony, to mają doświadczoną rozgrywającą Maren Fromm (znaną pod panieńskim nazwiskiem Brinker - przyp. red) oraz Lenkę Durr, a te młode dziewczyny grają bardzo odważnie" - oceniła.

Maj-Erwardt w poprzednim sezonie zdobyła wicemistrzostwo Polski z drużyną Grotu Budowlanych Łódź, a obecnie spodziewa się dziecka i zawiesiła karierę. Turniej obejrzy w telewizji.

"Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa, jeśli chodzi o moją karierę. Myślę, że po urlopie macierzyńskim będę chciała wrócić na boisko. Z reprezentacją też się nie pożegnałam. Teraz będę oglądać mecze na kanapie, w reprezentacji jest wiele dziewczyn, z którymi grałam, z którymi się przyjaźnie i mocno będę im kibicować. Na pewno przed telewizorem będę się bardziej denerwować, niż na boisku, choć w moim stanie powinnam unikać stresów" - żartobliwie podsumowała brązowa medalistka mistrzostw Europy sprzed ośmiu lat.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje