Czy Polki uratują honor naszej siatkówki?

Jeszcze mamy świeżo w pamięci kiepski występ polskich siatkarzy na mistrzostwach świata we Włoszech, a już w piątek czeka nas kolejna ważna impreza. Swój mundial rozpoczynają w Japonii siatkarki. Przed podopiecznymi Jerzego Matlaka trudne zadanie ratowania honoru polskiej siatkówki.

Z występem polskich siatkarzy we Włoszech wiązaliśmy ogromne nadzieje. Sami zawodnicy i sztab szkoleniowy mówili, że jadą na mundial po medal. Cała uwaga skupiona była na podopiecznych Daniela Castellaniego. Huczne zapowiedzi zweryfikowało boisko. Polacy przeszli pierwszą rundę, ale w drugiej w fatalnym stylu przegrali z Brazylią oraz Bułgarią i musieli wracać do domu. Paweł Zagumny i spółka zostali sklasyfikowani na miejscach 13-18. Już dawno nie było tak kiepskiego wyniku.

Panie przygotowywały się w cieniu awantury na linii PZPS - Castellani

Reklama

Mimo że mistrzostwa świata zakończyły się niespełna trzy tygodnie temu, atmosfera nadal jest gorąca. Polski Związek Piłki Siatkowej zwolnił selekcjonera Daniela Castellaniego i rozpoczął poszukiwania jego następcy.

Tymczasem siatkarki spokojnie przygotowywały się do najważniejszej imprezy sezonu, która już w piątek rozpocznie się w dalekiej Japonii. Paradoksalnie ten spokój, brak większego zainteresowania i rozgłosu może pozytywnie wpłynąć na brązowe medalistki mistrzostw Europy. "Pracowaliśmy bardzo ciężko i uczciwie. Zaczynamy te mistrzostwa z nadziejami, ale też bez nakręcania własnych myśli, gdyż tylko w spokojnej atmosferze można coś więcej ugrać" - mówił przed startem imprezy w Kraju Kwitnącej Wiśni selekcjoner polskiej reprezentacji Jerzy Matlak.

Nie ma wątpliwości, że nasza żeńska kadra należy do ścisłej europejskiej czołówki. Świadczą o tym wyniki osiągane przez "Biało-czerwone". Cztery ostatnie czempionaty Starego Kontynentu były bardzo udane. Dwa razy Polki stawały na najwyższym stopniu podium (2003 i 2005), raz wywalczyły brązowy medal (2009) i raz zajęły czwarte miejsce (2007).

Czekamy na medal prawie pół wieku!

Na mistrzostwach świata niestety nie było już tak dobrze. Cztery lata temu występ w Japonii zakończył się fiaskiem (15. miejsce). Niewiele lepiej było w 2002 roku w Niemczech (13. miejsce). Trzeba jednak zaznaczyć, że wówczas Polki wystąpiły na mistrzostwach świata po 20 latach przerwy. W całej historii MŚ nasze panie stawały na podium zaledwie trzykrotnie (1952 - srebro, 1956 - brąz, 1962 - brąz). Na medal mistrzostw świata czekamy aż 48 lat!

Czy jest zatem szansa, żeby przełamać złą passę właśnie teraz? "Jesteśmy dobrą drużyną, ale do faworytów do medali nie należymy i bardzo dobrze, gdyż będzie nam się spokojniej grało" - podkreśla Matlak.

Doświadczony szkoleniowiec objął kadrę w styczniu ubiegłego roku z zadaniem odbudowania rozsypanej drużyny. Mimo braku czasu, udało mu się i Polki na mistrzostwach Europy, które rozgrywane były w naszym kraju spisały się znakomicie, zdobywając brązowy medal. A mało kto wierzył, że uda się osiągnąć taki sukces.

Skorupa i Skowrońska w słabszej formie?

Teraz sytuacja jest inna, choć nie obyło się bez małego zamieszania. Kontrowersje wzbudziła zwłaszcza decyzja Matlaka, który zrezygnował z usług Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty i Katarzyny Skorupy. Obie doświadczone, mające na koncie wiele występów na arenie międzynarodowej. Nawet w słabszej formie mogłyby być pomocne w krytycznych momentach. Matlak zdecydował inaczej. W miejsce Skorupy na mundial pojechała młoda Joanna Wołosz. Jest to wyraźny sygnał dla Mileny Sadurek, że to ona będzie rozgrywającą numer "jeden".

Skowrońską-Dolatę zastąpi natomiast Katarzyna Zaroślińska, której reprezentacyjna kariera nie jest jeszcze bogata. W opinii niektórych fachowców Matlak, rezygnując ze Skorupy i Skowrońskiej osłabił zespół.

Selekcjoner dokonał jednak jeszcze jednego ruchu, który należy uznać za poważne wzmocnienie. Namówił do powrotu do reprezentacji Małgorzatę Glinkę-Mogentale. Najlepsza siatkarka Europy z 2003 roku urodziła dziecko i przez długi czas nie grała w siatkówkę.

"Jestem w kadrze, aby pomóc dziewczynom i to jest dla mnie najważniejsze. Sama wciąż nie mogę uwierzyć, że porwałam się na ten mundial. Przed rozpoczęciem sezonu reprezentacyjnego nie myślałam o wyjeździe na mistrzostwa. Cieszę się, że tu jestem i chcę jak najlepiej współpracować z zespołem, a nie liderować mu" - stwierdziła Glinka-Mogentale, zaznaczając że powroty po tak długiej przerwie nie są łatwe. Glinka to jednak klasa sama w sobie i na pewno dzięki niej siła ognia drużyny będzie większa.

Do Japonii pojechały także "etatowe" reprezentantki jak Mariola Zenik, Anna Werblińska (znana bardziej pod panieńskim nazwiskiem Barańska), Aleksandra Jagieło, Agnieszka Bednarek-Kasza, Katarzyna Gajgał, Joanna Kaczor, których umiejętności fanom siatkówki są znane. Są też jednak zawodniczki, które "odkrył" dla kadry Matlak: Karolina Kosek, wspomniana Zaroślińska czy Berenika Okuniewska.

Pułap naszych możliwości, to miejsca 5-8

Realnie rzecz biorąc miejsce w przedziale 5-8 mistrzostw świata w Japonii odzwierciedlałoby aktualny stan polskiej żeńskiej siatkówki. Podobne odczucia mają kibice. W sondzie przeprowadzonej na stronach INTERIA.PL najwięcej (31 procent) zagłosowało na taki wynik. Co piąty ankietowany uważa, że nasze panie staną na najniższym stopniu podium. 14 procent wierzy w złoto, a dziewięć procent w srebro. Medal, obojętnie z jakiego kruszcu, byłby ogromnym sukcesem.

Polki, po cichu, mówią o podium, ale raczej w ich wypowiedziach przeważa ostrożny ton. "Skupiamy się na dwóch pierwszych meczach (z Japonią i Serbią - przyp. red), bo one powiedzą nam wiele na temat naszych możliwości. Liczę na to, że w trakcie turnieju będziemy się rozkręcać. Nie będę składała żadnych deklaracji, bo na przykładzie kadry mężczyzn widać, że szumne zapowiedzi kończą się najczęściej dotkliwą porażką" - podkreśliła w jednym z wywiadów Glinka-Mogentale. Nic dodać, nic ująć.

System preferuje zwycięstwa

Mistrzostwa świata mężczyzn rozgrywane były systemem powszechnie krytykowanym. Drużyny przegrywały specjalnie, żeby ominąć silnych rywali. Na szczęście podczas żeńskiego mundialu raczej nie będzie dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji. "W przeciwieństwie do męskich mistrzostw - u nas zasady są klarowne, na kalkulacje, które zabijają ducha sportu nie ma miejsca" - zaznaczył Matlak.

Nasz zespół trafił do grupy A z Japonią, Serbią, Kostaryką, Peru i Algierią. Najgroźniejsze rywalki, to oczywiście gospodynie turnieju i Serbki, ale obie drużyny są w zasięgu Polek. Pozostałe zespoły są słabsze i "Biało-czerwone" powinny sobie z nimi poradzić. Cztery najlepsze awansują do następnej fazy i, co ważne, z zaliczeniem punktów z pierwszej rundy. Dlatego każdy mecz będzie niezwykle ważny i na kalkulacje nie można sobie pozwolić.

W przypadku awansu do 2. fazy - innego rozwiązania chyba nikt nie bierze pod uwagę - Polki trafiają na zespoły z grupy D (Rosja, Chiny, Korea Płd, Dominikana, Turcja, Kanada). Unikają zatem piekielnie mocnych Brazylijek, zawsze groźnych Amerykanek, mistrzyń Europy Włoszek, nieobliczalnych Kubanek czy Holenderek. Wymienione zespoły to światowa czołówka i kandydaci do medali. Wydaje się zatem, że droga, nawet do półfinału, jest dla naszej reprezentacji otwarta. Wszystko w rękach, nogach, a przede wszystkim w głowach naszych siatkarek.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu MŚ siatkarek Polska - Japonia!

Dowiedz się więcej na temat: W.E.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje