W Pile szukają następcy Matlaka

Władze Farmutilu Piła szukają następcy Jerzego Matlaka, który przed miesiącem oficjalnie objął reprezentację siatkarek. Matlak od nowego sezonu nie będzie mógł już pracować jako trener w pilskim klubie.

Niewykluczone, że nowym szkoleniowcem pilskiej drużyny zostanie Adam Grabowski, wieloletni asystent Matlaka. Dość nieoczekiwanie Grabowski jako pierwszy trener poprowadził Farmutil w niedzielnym meczu przeciwko Gedanii Żukowo. Pilanki nieoczekiwanie przegrały z jednym z najsłabszych zespołów PlusLigi Kobiet 2:3. Choć oficjalnie do protokołu wpisany był Grabowski jako pierwszy trener, to jednak nie trudno było zauważyć, że decydujące zdanie podczas meczu miał Matlak.

Reklama

"Przygotowujemy Adama do objęcia funkcji pierwszego trenera. Na razie staram mu się pomagać. Oczywiście, to czy będzie w przyszłości pierwszym trenerem zależy wyłącznie do klubu, ale także od niego samego. Ja natomiast prędzej czy później będę musiał się stąd ewakuować. Tym bardziej że zakres moich obowiązków w kadrze jest w tej chwili bardzo rozległy" - wyjaśnił Matlak.

Nowy selekcjoner "złotek" nie ukrywa, że coraz trudniej mu pogodzić obowiązki w klubie i reprezentacji. "Trzeba zająć się przygotowaniem zgrupowań dla reprezentacji, obejrzeć wszystkie ośrodki, a na telefon tego nie da się załatwić. Wydawało mi się, że można było pogodzić pracę w klubie i z reprezentacją. Tymczasem jest bardzo ciężko, a są sprawy nie cierpiące zwłoki. Na razie sam się wszystkim zajmuję, muszę wybrać trenerów, lekarzy, masażystów. Trzeba z tymi ludźmi porozmawiać, a do tego dochodzi jeszcze kadra B. Jak już uda mi się powołać sztab ludzi, to wtedy każdy będzie za coś odpowiedzialny, a mi może będzie łatwiej. Postaram się jednak być przy klubie jak najdłużej, bo w końcu sam budowałem ten zespół" - dodał szkoleniowiec.

Tym czasem Matlak nadal pracuje w pilskim klubie. W środę w Bergamo, już jako pierwszy szkoleniowiec, poprowadzi Farmutil w rewanżowym meczu 1. rundy play off Ligi Mistrzyń. W czwartek pilanki przegrały pierwsze starcie na własnym parkiecie 0:3 i szansę na awans mają tylko teoretyczne. Tym bardziej, że w ostatnich dniach są cieniem drużyny, która w styczniu wygrywała z Zarieczem Odincowo i Sirio Perugia.

"Mówiłem o tym wcześniej, że będziemy płacić za mecze w Lidze Mistrzyń i graniem co trzy dni. W przyszłości trzeba podjąć męską decyzję, że jak się nie ma pieniędzy na 12 dobrych zawodniczek, to nie ma co sobie głowy zawracać grą w europejskich pucharach. Liczba rozegranych spotkań w ostatnim okresie przekłada się na formę zespołu fizyczną, i psychiczną. Moje dziewczyny są po prostu bardzo zmęczone, a niektóre ledwo nogami poruszają. Gwałtownie potrzebują minimalnej przerwy, żeby mogły dotrwać do play off-ów. Najlepiej, żeby przez trzy-cztery dni porządnie się wyspały i nie przychodziły do sali. Może też na wpływ na ich grę ma sytuacja związana z moją osobą i objęciem kadry. Dziewczyny wiedzą, że wkrótce odejdę i wiele może się zmienić w klubie" - tłumaczył szkoleniowiec.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: szkoleniowiec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama