Skra trzecia w Lidze Mistrzów

PGE Skra Bełchatów zajęła trzecie miejsce w finałowym turnieju Ligi Mistrzów, który odbywa się w Łodzi. W niedzielę mistrzowie Polski pokonali mistrza Włoch Sisley Treviso 3:2.

W półfinałowym meczu z Dynamem Kazań PGE Skra przegrywała 0:2 i doprowadziła do tie-breaku. Dzień później było 2:0 dla gospodarzy i dwa przegrane sety.

Reklama

- Skra rozegrała dwa kapitalne mecze - powiedział wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Waldemar Wspaniały. - Dziesięć setów w ciągu dwóch dni przeciwko najlepszym klubowym zespołom Europy wystawia drużynie trenera Daniela Castellaniego jak najlepszego świadectwo. W sobotę trochę zabrakło do zwycięstwa nad Dynamem Kazań. W niedzielę po wielkim horrorze, trochę na własne życzenie, ale to już nie ma znaczenia, było zwycięstwo. Sisley w siatkówce jest tym czym Real Madryt lub AC Milan w międzynarodowej piłce nożnej.

PGE Skra Bełchatów wyrównała osiągnięcie Mostostalu Azotów Kędzierzyn-Koźle z 2003 roku. Wówczas prowadzony przez Waldemara Wspaniałego zespół zajął w turnieju Final Four Ligi Mistrzów trzecie miejsce. Rok wcześniej zespół ten był w Opolu po raz pierwszy polskim gospodarzem tych zawodów.

Bełchatowianie pewnie wygrali końcówkę pierwszej partii. W tym fragmencie gry Alberto Cisolla zaatakował w aut i został zablokowany.

W drugim secie od stanu 17:21 punkty zdobywała już tylko Skra. Kapitalną zmianę dał Paweł Maciejewicz, który zastąpił Mariusza Wlazłego.

Trzeci set Sisley rozpoczął z rezerwowym rozgrywającym Davidem Saittą. Zastąpił on Pierre'a Pujola, który szczególnie w końcówce drugiej partii popełnił sporo błędów. W zespole gospodarzy do gry wrócił Wlazły.

PGE Skra rozpoczęła od prowadzenia 2:0. Następnie jednak do głosu doszli Włosi powoli zdobywając przewagę (8:6, 16:12, 20:16). W końcówce bełchatowianie odrobili część strat, ale ostatecznie ulegli do 23.

O czwartej partii chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Po drugiej przerwie technicznej (14:16) gospodarze zostali wręcz rozbici.

W tie-breaku PGE Skra prowadziła 6:3, 8:7 i 13:9. Zawodnicy Sisleya odrobili częściowo straty (13:12), po dwóch asach serwisowych Alessandra Feia. Pierwszą piłkę meczową Włosi jeszcze obronili, ale na atak Stephane'a Antigi nie znaleźli żadnej recepty.

- Zrobiło się nerwowo i gorąco - powiedział rozgrywający PGE Skry Maciej Dobrowolski. - Koniec na szczęście okazał się szczęśliwy. Był to mój piąty sezon w Lidze Mistrzów - dwa w aon hotVolleys Wiedeń i trzy w Skrze.

PGE Skra Bełchatów - Sisley Treviso 3:2 (25:22, 25:21, 23:25, 18:25, 15:13)

PGE Skra: Dobrowolski, Wlazły, Heikkinen, Pliński, Gruszka, Antiga, Lewis (libero) oraz Neroj, Maciejewicz, Bąkiewicz.

Sisley: Pujol, Fei, Huebner, Gustavo Endres, Papi, Cisolla, Farina (libero) oraz Horstink, Saitta, Kral.

PLS/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje