PŚ siatkarek: Cenna lekcja czy zawód?

Kibice nad Wisłą z poczuciem niedosytu przyjęli 8. miejsce polskich siatkarek w Pucharze Świata. Marzyło nam się wywalczenie w Japonii awansu do turnieju olimpijskiego.

Czy podopieczne Andrzeja Niemczyka mogły pokusić się o lepszy wynik? Czy awans do Aten po imprezie w Kraju Kwitnącej Wiśni był realny?

Reklama

Oczekiwania w kraju były wysokie, ale czy mogło być inaczej? Złoty medal Mistrzostw Europy zobowiązuje, nawet jeśli sukces Polek na tureckich parkietach znawcy siatkówki zgodnym chórem określili mianem niespodzianki roku.

WSZYSTKO PRZEZ DOMINIKANĘ

Puchar Świata miał być potwierdzeniem nieprzeciętnych możliwości zespołu trenera Niemczyka. Młoda kadra, wsparta doświadczeniem Magdaleny Śliwy oraz fenomenalną Małgorzatą Glinką, chciała "pójść za ciosem" i skutecznie powalczyć z najlepszymi na świecie. Kontuzje Joanny Mirek i Doroty Świeniewicz nie psuły tych nastrojów. Rzeczywistość okazała się jednak bezlitosna i już po pierwszej fazie turnieju w Japonii mogliśmy zapomnieć o przepustkach do Aten.

Zabolała zwłaszcza porażka z Dominikaną, która "podcięła skrzydła" naszym pięknym paniom. To było wyraźnie widać w kolejnych spotkaniach, gdzie rywalkami Polek - tak się akurat nieszczęśliwie złożyło - były główne faworytki turnieju. O ile jeszcze z Kubą podjęliśmy walkę, to jednak w starciach z Chinkami i Brazylijkami byliśmy już bez szans. Ku pokrzepieniu serc, podopieczne Niemczyka po heroicznym boju pokonały Amerykanki, zespół aktualnych przecież wicemistrzyń świata.

Następnego dnia Polki jednak gładko przegrały z Włoszkami (niektórzy dopatrują się w tym jakiegoś układu, bowiem Włoszki miały wtedy jeszcze szanse na awans) i dalsza część turnieju była walką "o zachowanie twarzy". Na szczęście wyszliśmy z niej z honorem i nawet porażka po tie-breaku z Japonią nie zmienia tego faktu.

Ostatecznie turniej pewnie wygrały Chinki (liderki rankingu FIVB) przed Brazylią (porażka tylko z triumfatorem imprezy) i USA. Te trzy zespoły już mogą budować formę na olimpiadę.

NAJBARDZIEJ WARTOŚCIOWA

Na osłodę pozostało nam zwycięstwo Małgorzaty Glinki w klasyfikacji najbardziej wartościowej zawodniczki turnieju.

MVP mistrzostw Europy, teraz MVP Pucharu Świata - gwiazda w talii Niemczyka udowodniła w ten sposób, że zasłużyła na nagrodę najlepszej siatkarki Europy.

To przede wszystkim efekt pracy trenera i pomocy dziewczyn. Bez nich nie byłoby tych wyróżnień - powiedziała jak zwykle skromna i wzruszona Glinka. - Małe kryzysy były, ale teraz się o tym zapomina. Ten "zimny prysznic" na PŚ to dla nas szkoła, z której wyciągniemy odpowiednie wnioski - zapewnia najlepsza polska siatkarska.

SŁABA EUROPA

Hierarchia w światowej siatkówce kobiet różni się zasadniczo od tej, która obowiązuje wśród mężczyzn, gdzie tylko Brazylia skutecznie rywalizuje z europejskimi potęgami - Serbią, Włochami czy Rosją. Ostatnie lata u pań to dominacja Kuby (pięciokrotnie najlepsze w PŚ), Chin (trzy triumfy), a na każdej światowej imprezie swoją siłę potwierdzają Brazylia oraz USA. Zakończony w sobotę Puchar Świata 2003 potwierdził ten układ. Honoru Europy dzielnie starają się bronić Włoszki, które dość niespodziewanie wygrały ostatnie mistrzostwa świata.

TRENER NIE Z PRZYPADKU

Skoro jednak nasze panie potrafią pokonać Amerykanki, to dlaczego tak wyraźnie odstawały poziomem w meczach z Chinami i Brazylią? Może trener popełnił błąd za rzadko korzystając w trakcie meczów z Aleksandry Przybysz? A może Polki za późno pojechały do Japonii i miały problemy z aklimatyzacją, co mogło mieć wpływ na kondycje oraz wyniki w pierwszych dniach turnieju? Trener Andrzej Niemczyk spokojnie odpiera te zarzuty.

- Założyliśmy walkę o miejsca w czołowej szóstce. To było realne i mieliśmy szansę. Przyczyną naszych porażek nie były problemy z aklimatyzacją, czy kondycją, ale "mentalne zmęczenie". W decydujących momentach zabrakło po prostu koncentracji. Było to spowodowane tym, że PŚ był naszą czwartą imprezą, w której musieliśmy coś wygrać. Zespół przygotowywany był głównie do mistrzostw Europy i z takim stanem przygotowań pojechaliśmy do Azji. W Japonii zawodniczki po raz pierwszy "zderzyły się" z dwiema kulturami siatkarskimi, nieznanymi im wcześniej. Kultura azjatycka i środkowo-południowoamerykańska to inny sposób wyskoku, ułożenia rąk przy bloku, czyli rzeczy, których dopiero się uczymy.

- Wygrywamy z wicemistrzyniami świata, Koreankami i prawie z Japonkami. Od Chinek dzieli nas jeszcze dużo. Z kolei Problem Aleksandry Przybysz polega na tym, że jest zmienniczką Kamili Frątczak. To strategiczna zawodniczka, ale nie może zmieniać kogoś, kto dobrze gra. Wchodzi wtedy, kiedy jest to konieczne - wyjaśnił Niemczyk po meczu z Egiptem. Szkoleniowiec podkreślał doskonałe przygotowanie kondycyjne zespołu do turnieju. - Dziewczyny nie "czuły w nogach" trudów tak długiego turnieju. Przed ostatnim meczem mówiły mi, że są w stanie rozegrać jeszcze dziesięć kolejnych spotkań. Jestem z tego powodu szczęśliwy. Na tym mi zależy, aby te medalistki swoją grą dały klubowym trenerom dużo satysfakcji. To jest nasze zwycięstwo tego turnieju - podkreślił Niemczyk. Słowa trenera potwierdza lekarz reprezentacji Maciej Jędrasik.

- To był bardzo trudny turniej, bowiem w ciągu 15 dni zawodniczki rozegrały aż 11 spotkań. Dodatkowo dni przerwy wykorzystywaliśmy na przemieszczanie z miasta do miasta. Dziewczyny jednak świetnie zniosły różnicę czasową i nie skarżyły się na żadne dolegliwości - tłumaczył Jedrasik.

Wypowiedzi Andrzeja Niemczyka potwierdzają, że jest to szkoleniowiec, któremu trzeba zaufać. Profesjonalizm szkoleniowej pracy, wizja zespołu i jego gry pozwalają z optymizmem patrzyć w przyszłość.

ZOBACZ GALERIĘ zdjęć z występów polskich siatkarek w Pucharze Świata w Japonii

WALCZYMY DO KOŃCA

Puchar Świata był dopiero pierwszym stopniem olimpijskich kwalifikacji. Na parkietach w Japonii przepustki do Aten wywalczyły sobie Chiny, Brazylia i USA. Czwarte miejsce ma zagwarantowane z urzędu Grecja, jako gospodarz igrzysk. Na olimpijskim turnieju zagra 12 drużyn. Pozostało więc jeszcze osiem wolnych miejsc.

Pięciu kolejnych uczestników wyłoni pięć turniejów kontynentalnych. Europejski zostanie rozegrany w stolicy Azerbejdżanu - Baku. W styczniu wystartuje tam siedem najlepszych ekip mistrzostw Europy oraz gospodarz. Tylko zwycięzca zapewni sobie udział w Igrzyskach Olimpijskich. O promocję do Aten będzie bardzo ciężko. W stawce zespołów znajdą się przecież Włochy, Rosja, Niemcy, Holandia i Turcja. Polki więc nie będą faworytkami tego turnieju.

W razie (odpukać!) niepowodzenia pozostanie nam jeszcze majowy Turniej Interkontynentalny. Do Japonii przyjedzie osiem drużyn z całego świata dobranych według rankingu FIVB z uwzględnieniem tzw. "kontynentalnego klucza". Oznacza to, że do Kraju Kwitnącej Wiśni zakwalifikują się prawdopodobnie dwa lub maksymalnie trzy zespoły z Europy. Dlatego warto walczyć o zwycięstwa w Baku, bowiem dają nam one niezbędne punkty do rankingu.

Turniej Interkontynentalny w Japonii wyłoni brakujących trzech uczestników igrzysk. Rywalizację utrudni fakt, że jedno z tych premiowanych lokat zagwarantowane jest dla drużyny z Azji, bowiem ten turniej jest równocześnie turniejem kontynentalnym dla tego regionu.

Droga do Aten jest więc jeszcze długa i wyboista, ale miejmy nadzieję, że naszym siatkarkom uda się awansować. Walka o olimpijskie medale jest przecież dla każdego sportowca najważniejsza.

Dowiedz się więcej na temat: Puchar | niemczyk | Puchar Świata | porażka | USA | Brazylia | polki | turniej | lekcja | zawód

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje