Ola Przybysz: Bądźcie z nami

- Uważam ten sezon za bardzo udany. Pierwszy rok za granicą nigdy nie jest łatwy, ale trafiłam do bardzo fajnego zespołu i gdy tylko czegoś potrzebowałam, otrzymywałam pomoc z każdej strony - oceniła Aleksandra Przybysz dla INTERIA.PL swój debiutancki sezon we Włoszech.

- Mimo, że nie udało Wam się awansować do Serie A, to możesz być chyba zadowolona ze swoich występów. Zagrałaś we wszystkich meczach (31), rozegrałaś 121 setów, zdobyłaś 409 punktów. Po pierwsze: wynik imponujący, a po drugie: to Ty i Vania Beccaria decydujecie o grze Rebecchi Rivergaro.

Reklama

- Niestety nie udało się, chociaż była ogromna szansa. Jednak taki jest sport. Zagrałam we wszystkich spotkaniach, ale miałam lepsze i słabsze mecze, jednak jestem zadowolona.

- Kiedy zdecydowałaś się na wyjazd do Włoch, pojawiły się głosy, że Ola Przybysz pod względem sportowym zatrzyma się w miejscu. Czy po roku gry we Włoszech Ola Przybysz jest lepszą siatkarką? Czego nauczyłaś się we Włoszech?

- Tak, owszem słyszałam takie głosy i powiem szczerze, że rozzłościły mnie one. Teraz wiem, że były bezpodstawne i mam tym większą satysfakcję. Owszem jest różnica między A1 a A2, ale po sezonie gry w serii A2 mogę powiedzieć, że poziom gry jest równy a nawet wyższy niż w polskiej lidze. Czy jestem lepszą siatkarką? Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć, ponieważ nie lubię oceniać samej siebie. Jednak są elementy tj. przyjęcie, w których czuję się lepiej i pewniej. Czego się nauczyłam? Włoskiego na pewno!!! (śmiech).

- Masz jeszcze rok ważny kontrakt z zespołem z Rivergaro. Czy klub planuje wzmocnienia, żeby skutecznie powalczyć o Serie A? A może dzięki bardzo dobrej grze Ola Przybysz otrzymała oferty z klubów najsilniejszej ligi świata?

- Co do ofert z innych klubów, to owszem mam. Jednak nie jestem teraz zainteresowana. Mam ważny kontrakt na przyszły sezon i jestem z tego bardzo zadowolona. Co do decyzji klubu to wiem tylko tyle, że będą zmiany, ale konkretnych nazwisk jeszcze nie znam.

- Czyli Ola Przybysz nie żałuje, że zdecydowała się na grę we Włoszech?

- Nie, nie żałuję. Zawsze marzyłam o tym, żeby grać we Włoszech i to marzenie się spełniło. Uważam, że była to jedna z najlepszych moich decyzji. Powtarzam, zależało mi na tym żeby grać i dlatego zdecydowałam się na Serie A2.

- Jaka atmosfera panuje na trybunach w Serie A2? Gdybyś miała ją porównać do tego co dzieje się w Polsce?

- Myślę, że jest podobnie jak w Polsce. Są hale gdzie jest dużo kibiców i tym samym jest głośno np. Altamura czy Arzano i takie, gdzie tych kibiców jest mniej.

- Po ciężkim sezonie czas na odpoczynek. Jak zamierzasz spędzić czas bez siatkówki?

- Przez dwa tygodnie będę u rodziców w Tychach. Pod koniec miesiąca chciałbym potrenować z dziewczynami z Bielska żeby przygotować się do turnieju w Montreux.

- Zbyt wiele czasu na leniuchowanie nie będzie. Czeka reprezentacja. Ostatnio o kadrze głośno było, ale w aspekcie pozasportowym.

- Zgadza się o długich wakacjach nie ma mowy, ale każdy wolny dzień jest dobry. Zaczyna się sezon reprezentacyjny. Mamy w tym roku bardzo dużo ważnych imprez i sądzę, że będziemy się przygotowywać w spokoju, bo większość spraw związanych z zaległościami finansowymi została wyjaśniona.

- Wróćmy do spraw czysto sportowych. Kiedy dołączysz do Twoich koleżanek z kadry?

- Dołączę do dziewczyn z zespołu 5 czerwca na turniej w Montreux.

- W 2005 roku czeka Was wiele imprez. Eliminacje mistrzostw świata, Grand Prix, eliminacje do przyszłorocznych zawodów tego cyklu, no i obrona tytułu mistrzyń Europy. Wszystkie imprezy wydają się ważne, ale czy któraś ma szczególny priorytet?

- Wszystkie imprezy są bardzo ważne, ponieważ w każdej z imprez można zdobywać punkty do rankingu (tak ważne później w turniejach kwalifikacyjnych na igrzyska olimpijskie - możliwość występów w dodatkowych turniejach). Bardzo ważne jest to żeby zakwalifikować się do mistrzostw świata, a jeszcze ważniejsze obrona tytułu mistrza Europy.

- Czy Ola Przybysz chce przekazać coś polskim kibicom?

- Chciałabym bardzo serdecznie podziękować wszystkim kibicom za to, że są z nami i zawsze znajdują ciepłe słowa. A przede wszystkim chciałabym zachęcić do dopingu, tak jak to robili do tej pory. Mamy wspaniałych kibiców, którzy udowodnili to nie jeden raz. My jesteśmy dla nich i chciałybyśmy, żeby kibice byli zawsze naszym siódmym zawodnikiem na boisku.

Robert Kopeć

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | Serie A

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje