Milena Rosner: Mamy pecha

Polskie siatkarki wróciły we wtorek z turnieju Grand Prix. O wrażeniach z pobytu w Japonii, Chinach i Tajlandii reporter stacji RMF FM Paweł Sikora rozmawiał na lotnisku Okęcie z Mileną Rosner.

Ciężko odchorowałyście, że brakło lepszego bilansu małych punktów, a grałybyście w turnieju finałowym? Czy właśnie nie, bo przez to jesteście wcześniej w domu?

Reklama

- Patrzmy na występ w Grand Prix od strony sportowej. Odpoczynek odpoczynkiem. Natomiast strasznie szkoda, że nie udało się awansować, bo zabrakło tzw. "małych punktów". Trudno cokolwiek powiedzieć. Bywa i tak. Akurat mamy takiego pecha, że od samego początku obecnego sezonu reprezentacyjnego brakuje nam albo seta albo małych punktów. Jest to troszeczkę denerwujące i deprymujące. Mam nadzieję, że na przyszłość będziemy się w stanie z tym uporać.

Co teraz jeśli chodzi o kadrę?

- Pięć dni wolnego. Nie jest zbyt dużo, ale zawsze coś. Na pewno będziemy odwiedzać rodziny, bo stęsknili się za nami bardzo. Chyba nawet bardziej niż my za nimi.

A co potem? Jaki najważniejszy punkt programu?

- Najważniejszy punkt, to kwalifikacje do mistrzostw świata. Nie udało się w Dreźnie, trzeba wywalczyć awans w Warnie. Później mamy ważną imprezę czyli mistrzostwa Europy.

Kilka krajów odwiedziłyście. Miałyście czas na zwiedzanie? Czy tylko okna autobusu i hotel?

- Autobus, hotel, hala. Wtedy kiedy można zwiedzać, to my musimy odpoczywać. Czas wolny przeznaczamy na odnowę biologiczną i odpoczynek. Z tym zwiedzaniem to nie jest wcale tak fajnie jakby się wszystkim wydawało, że pojedziemy i zobaczymy kawałek świata. Oczywiście zdarza się, ze są wolne godziny, ale jest ich tak mało, że ciężko jest cokolwiek zobaczyć.

Po trzech tygodniach razem możecie jeszcze na siebie patrzeć?

- Powiem szczerze, że ciężko, ale jakoś dajemy sobie radę. W innym przypadku nic by z tego nie było.

- Szczęście sprzyja lepszym, choć jakbyśmy wygrały wcześniej jedno spotkanie, to tego szczęścia by nam nie zabrakło. Aczkolwiek w tym momencie mówi się trudno i żyje się dalej. Trzeba wyciągnąć wnioski, ale uważam, że i tak było dobrze. Teraz należy skupić się na kwalifikacjach do przyszłorocznej Grand Prix i na dalszych imprezach - oceniła Katarzyna Skowrońska na którą na warszawskim lotnisku czekała miła niespodzianka przygotowana przez jej narzeczonego i znajomych - tort z okazji zaległych 22 urodzin.

RMF/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Grand Prix

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje