ME siatkarek. Nawrocki: Turczynki są wciąż jednym z faworytów turnieju

Trener reprezentacji siatkarek Jacek Nawrocki uważa, że Turczynki, rywal Polek w meczu o ćwierćfinał mistrzostw Europy, to jeden z faworytów turnieju. - Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków z ich gry, bo to wciąż mocny zespół - ocenił szkoleniowiec.

Turcja to trzeci zespół Starego Kontynentu z 2011 roku, a dwa lata temu zajął czwartą lokatę. Od ubiegłego roku reprezentację prowadzi niezwykle doświadczony i utytułowany włoski szkoleniowiec Giovanni Guidetti, który turecką siatkówką zna jak mało kto. Od wielu lat jestem trenerem Vakifbank Stambuł, a prywatnie jego żoną jest środkowa kadry Bahar Toksoy-Guidetti.

Reklama

Tymczasem Turczynki zawodzą w turnieju. Przegrały pierwsze dwa spotkanie grupowe - z Bułgarią 2-3 i Rosją 1-3. W decydującym o trzecim miejscu w grupie meczu pokonały nie bez kłopotów Ukrainki 3-1.

- To prawda, Turczynki prezentowały się w przeszłości wielokrotnie lepiej, ale to cały czas jest zespół niezwykle mocny, w którym są takie nazwiska jak Goezde Kirdar, Neriman Ozsoy czy Naz Aydemir. Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków z ich dotychczasowych występów w fazie grupowej. Przegrały z Bułgarią i Rosją, ale nie były to aż tak złe mecze w ich wykonaniu - powiedział Nawrocki.

Jego zdaniem, najbliższy rywal to wciąż kandydat do medalu, a doświadczeniem wręcz bije na głowę jego drużynę.

- Turczynki wciąż są upatrywane w roli jednego z faworytów, to zespół, który absolutnie przyjechał grać o medale. Dla nich to będzie mecz o niezwykłej wadze. Doświadczenie jest po stronie Turczynek, tam wiele zawodniczek ma po 200 spotkań w reprezentacji, a u nas niektóre dziewczyny mają kilka lub kilkanaście. Nie mamy jednak zamiaru nad tym się rozczulać. Przyjechaliśmy, żeby pokazać walkę, wyjdziemy na parkiet, żeby wyszarpać tyle ile się da. Starannie przygotowujemy się do tego meczu od strony taktycznej, oby tego "mentalu" nam nie zabrakło - podkreślił.

Nawrocki uważa, że jego zespół w mistrzostwach spisuje się jak dotąd na miarę swoich możliwości.

- Ten pierwszy mecz z Niemkami był dobry w naszym wykonaniu. Z Węgierkami zagraliśmy trochę za nerwowo, bo wiedzieliśmy, że zwycięstwo daje nam awans z grupy. Z Azerbejdżanem, jeśli nie zagra się jakimś sposobem, po cwaniacku, nie wykorzysta się każdego momentu, żeby "dorwać" punktowo rywala, wówczas jest bardzo trudno. Azerki mają w składzie kilka siatkarek, które dysponują bardzo mocnymi argumentami w ofensywie - ocenił.

Pierwszoplanową postacią w polskiej reprezentacji jest Malwina Smarzek, której na dobre wyszło przestawienie z pozycji przyjmującej na atakującą. W trzech pojedynkach zdobyła 78 punktów.

- Przez cały rok szukaliśmy takiej równowagi na skrzydłach, a brak Bereniki Tomsi wymusił tę zmianę. Widać, że brakuje nam zbilansowania w ataku, ale dziewczyny robią wszystko, co mogą - tłumaczył szkoleniowiec.

Jak poinformował, w zespole nie ma żadnych urazów i wszystkie zawodniczki będą gotowe do gry.

- Mieliśmy dwa dni przerwy. Myślę, że przede wszystkim Malwina, która obciążona była dużą ilością ataków, zdążyła się zregenerować - podsumował. 

Mecz Polski z Turcją rozegrany zostanie w Baku w środę o godz. 16 (czasu warszawskiego). Zwycięzca w ćwierćfinale zmierzy się z broniącą tytułu Rosją.

Marcin Pawlicki

Dowiedz się więcej na temat: mistrzostwa Europy w siatkówce | Jacek Nawrocki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje