Matlakowi życzymy dyplomacji, PZPS-owi trafnej decyzji

Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy składamy sobie życzenia. W tych szczególnych dniach postanowiliśmy również złożyć porcję życzeń polskiej, i nie tylko, siatkówce.

Rok 2010 nie był udany dla jednej z najpopularniejszych dyscyplin w naszym kraju. Siatkarze po raz drugi z rzędu nie awansowali do Final Six Ligi Światowej. To jednak nic w porównaniu z występem w mistrzostwach świata. Mundial we Włoszech zakończył się klęską. Trochę lepiej spisała się żeńska reprezentacja. Pozostał jednak duży niedosyt, bo mogło być zdecydowanie lepiej niż 9. miejsce. Humory nieco poprawiła nam PGE Skra Bełchatów. Mistrzowie Polski po raz drugi z rzędu zagrali w finale klubowych mistrzostw świata i po raz drugi musieli uznać wyższość włoskiego Trentino BetClick.

Reklama

To już jednak historia. Polską siatkówkę czekają kolejne wyzwania, kolejne ważne imprezy. Czego zatem życzyć, żebyśmy 2011 rok kończyli w lepszych nastrojach?

Władzom PZPS - trafnej decyzji

Po kiepskim występie na mistrzostwach świata we Włoszech zwolniony został Daniel Castellani. Kadrowicze stanęli murem za Argentyńczykiem, ale ich głos nie został wzięty pod uwagę. Castellani nie przekonał włodarzy PZPS do swojej wizji dalszej pracy z reprezentacją.

Siatkarska centrala wykonała ryzykowny ruch. Nowy trener nie będzie miał zbyt wiele czasu, a cele sportowe do zrealizowania będą jak zwykle wysokie. W 2011 roku Polacy będą bronić tytułu mistrzów Europy. Odbędą się też kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Londynie. No i Liga Światowa. Po dwóch latach posuchy w tej prestiżowej imprezie, nikt nie bierze pod uwagę, żeby "Biało-czerwoni" znów odegrali marginalną rolę, zwłaszcza że Final Six odbędzie się w Polsce (Gdańsk, 6-10.07.2011 r).

Nowy selekcjoner stanie przed nie lada wyzwaniem. Kto nim zostanie? Odpowiedź na to pytanie mamy poznać w połowie stycznia. Prezes PZPS Mirosław Przedpełski mówił, że najchętniej na tym stanowisku widziałby Polaka. Problem w tym, że trudno o odpowiedniego kandydata. Ci z doświadczeniem, najczęściej byli już trenerami kadry. Nic wielkiego nie osiągnęli i zbytnio nie palą się do zajęcia miejsca po Castellanim. Rozwiązaniem mogłoby być powierzenie reprezentacji komuś młodemu i perspektywicznemu. W takim przypadku nowy selekcjoner musiałby dostać ogromny kredyt zaufania i czas. A tego brakuje, więc to rozwiązanie raczej nie wchodzi w grę.

Pozostaje zatem opcja zagraniczna, ku której coraz częściej skłania się Przedpełski. Oby tylko siatkarska centrala nie bawiła się w żadne konkursy. Taki sposób wyboru trenera kadry był dobry w 2005 roku. Polscy siatkarze już wtedy mieli potencjał, fachowcy wróżyli im świetlaną przyszłość. Wówczas jednak PZPS borykał się z problemami finansowymi. Uznani fachowcy obawiali się, czy Polacy będą wypłacalni. W takich okolicznościach konkurs miał sens. Zgłosiło się kilku ciekawych kandydatów, a wybór padł na Raula Lozano. Powierzenie kadry Argentyńczykowi okazało się strzał w dziesiątkę, bo pod jego wodzą "Biało-czerwoni" zdobyli wicemistrzostwo świata (2006).

W 2008 roku podziękowano za pracę Lozano i PZPS znów postanowił zorganizować konkurs. Polska siatkówka miała już wyrobioną markę na świecie, dobrych siatkarzy, ogromne zainteresowanie kibiców i sponsorów. Konkurs okazał się klapą. Nazwiska tych, którzy się zgłosili nie powalały na kolana. Wygrał ten, co miał wygrać czyli Castellani. Rodak Lozano również osiągnął sukces - Polacy po raz pierwszy w historii zdobyli złoty medal mistrzostw Europy (2009). Argentyńczyk zapowiadał podium światowego czempionatu, a co z tego wyszło, wszyscy doskonale pamiętamy. Klęska we Włoszech sprawiła, że Castellani nie zachował posady.

Polscy siatkarze potrzebują trenera doświadczonego, z sukcesami na koncie, a z takimi negocjuje się indywidualnie. Żaden z trenerów z najwyższej półki nie będzie pisał prac konkursowych, żeby zadowolić działaczy PZPS. Włodarze związku powinni wybrać dwóch, trzech kandydatów i z nimi prowadzić bezpośrednie rozmowy. W mediach pojawiają się różne nazwiska. Sęk w tym, żeby PZPS wybrał najlepszego.

Jerzemu Matlakowi - sztuki dyplomacji

Siatkarki zakończyły mistrzostwa świata na 9. miejscu. Z jednej strony jest to najlepszy wynik od ponad 30 lat, ale z drugiej pozostał duży niedosyt. W przeciwieństwie do męskiej reprezentacji, tu nie doszło do zmiany selekcjonera. Jerzy Matlak będzie musiał oczyścić atmosferę, która ostatnio wokół kadry pań nie jest najlepsza. Jeszcze przed mundialem głośno było o konflikcie o koszulkę z numerem "jeden" między Katarzyną Skowrońską-Dolatą a Anną Werblińską. W efekcie "Skowronka" zabrakło w Japonii. Po mundialu w prasie pojawiły się anonimowe wypowiedzi kadrowiczek, które krytykowały Matlaka. Szkoleniowiec zapowiedział, że będzie chciał wyjaśnić sprawę, co jest po prostu konieczne.

Druga delikatna sprawa dotyczy Skowrońskiej-Dolaty. Siatkarka Fenerbahce Stambuł stwierdziła dosyć stanowczo, że w kadrze prowadzonej przez Matlaka nie zagra. Nie mamy tak szerokiego zaplecza, żeby pozwolić sobie na stratę zawodniczki tej klasy. Skowrońska-Dolata w formie bryluje na parkiecie, co udowodniła w zakończonych niedawno w klubowych mistrzostwach świata. W naszpikowanym gwiazdami Fenerbahce Stambuł (m.in. Ljubow Szaszkowa, Fofao, Christianie Fuerst) była postacią pierwszoplanową i walnie przyczyniła się do końcowego triumfu tureckiej ekipy. Skowrońska-Dolata odniosła sukces z drużyną, ale została też wyróżniona indywidualnie. W jej ręce trafiły nagrody MVP turnieju i dla najlepiej punktującej zawodniczki. Pytana o reprezentację, nie chce się wypowiadać na ten temat. Można z tego wnioskować, że albo twardo stoi przy swoim stanowisku lub też zostawia furtkę do rozmów. Bez zabawy w spekulacje, Matlak powinien się z nią spotkać, wyjaśnić nieporozumienia i próbować nakłonić do zmiany zdania.

Pozostaje jeszcze kwestia konfliktu na linii Werblińska - Skowrońska. Nie wnikając w to, co leży u jego podłoża, dobrze byłoby zakopać topór wojenny, a przynajmniej ogłosić zawieszenie broni dla dobra reprezentacji. Zawodniczki mogą nie darzyć się sympatią, ale warto postarać się, żeby zjednoczyły siły i poprowadziły "Biało-czerwone" do sukcesów.

Polskim siatkarzom życzymy stabilności

Prześledźmy wyniki w ostatnich latach w najważniejszych imprezach: 2006 - wicemistrzostwo świata, 2007 - 11. miejsce w mistrzostwach Europy, 2008 - 5. miejsce na igrzyskach olimpijskich w Pekinie, 2009 - złoto mistrzostw Europy, 2010 - 13. miejsce w mistrzostwach świata. Rezultaty przypominają sinusoidę. Czemu tak się dzieje? Konia z rzędem temu, kto zna odpowiedź na to pytanie. Wszystko jednak wskazuje na to, że problem leży w sferze mentalnej, a nie w umiejętnościach czysto siatkarskich czy przygotowaniu fizycznym. Potencjał jest na tyle duży, że stać Polaków na walkę o najwyższe laury w każdej ważnej imprezie. Zazwyczaj zapowiedzi są szumne. Rzeczywistość okazuje się różna - od euforii po rozpacz. Odporność nerwowa kibiców wystawiana jest na ciężką próbę. Każdy mecz, nawet z potencjalnie słabszym rywalem, to wielka niewiadoma. Najwyższy czas to zmienić.

Polskim siatkarkom - wiary we własne możliwości

Mundial w Japonii stał pod znakiem zaprzepaszczonych szans. Polki miały już na widelcu gospodynie turnieju i Serbki. I co? Nie potrafiły "dobić" przeciwnika. Zamiast zwycięstw, przygnębiające porażki na własne życzenie. To nie jest nowy problem. Takie sytuacje zdarzały się już za kadencji Andrzeja Niemczyka. Tak jest i teraz. Drogie panie, umiecie i potraficie. Więcej wiary w siebie! W decydujących momentach nie zadrży ręka i nie zabraknie zimnej krwi.

Władzom FIVB i CEV - zdrowego rozsądku

To co zgotowały władze Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej na męskich mistrzostwa świata we Włoszech zakrawa na kpinę. Rzecz dotyczy kuriozalnego systemu rozgrywek w którym nie opłacało się wygrywać spotkań! Idiotyczny regulamin premiował kunktatorstwo, celowe przegrywanie meczów, żeby nie trafić na tego czy innego rywala czyli coś co jest sprzeczne z duchem sportu. Brazylijczycy i Serbowie nie mieli skrupułów, żeby skorzystać z bzdurnego systemu, wychodząc z założenia, że cel uświęca środki.

Mistrzostwa świata to po igrzyskach olimpijskich najważniejszy turniej, rozgrywany co cztery lata. Na eksperymentowanie i wymyślanie nowych zasad są inne zawody, jak choćby Liga Światowa. Mundial powinien toczyć się według jasnych i stałych reguł. Nie ma systemu idealnego, ale FIVB powinien stworzyć możliwie najlepszy, najbardziej sprawiedliwy, który obowiązywałby na każdym mundialu.

Inna sprawa to napięty do granic możliwości kalendarz rozgrywek. Nie ma chyba innej dyscypliny sportowej, w której byłby tak ogromny natłok imprez: igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy, Liga Światowa, World Grand Prix, Puchar Świata, klubowe mistrzostwa świata, rozgrywki klubowe na kontynentach, rozgrywki ligowe. Siatkarki i siatkarze niemal cały rok są na pełnych obrotach. A gdzie czas na odpoczynek, chwilę wytchnienia? Mnożenie imprez nie służy rozwojowi dyscypliny i zwiększeniu zainteresowania. Można się o tym przekonać oglądając relację z różnych wydarzeń, gdzie mecze odbywają się przy niemal pustych trybunach.

Na koniec życzenia dla nas kibiców. Mnóstwa sportowych emocji, pozytywnych wrażeń i sukcesów obu naszych reprezentacji!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje