Finał Pucharu CEV: Zaksę będzie wspierał komplet kibiców

W sobotę Zaksa Kędzierzyn Koźle zagra z legendarnym Sisleyem Treviso w rewanżowym meczu finału pucharu CEV. Drużynę będzie wspierał komplet publiczności, biletów na mecz nie ma od trzech dni - powiedział prezes klubu, Kazimierz Pietrzyk.

"Jesteśmy w finale, medal już mamy. Nie powinno być żadnych zahamowań czy usztywnień. Trzeba zagrać tak jak we Włoszech i jeszcze trochę lepiej, i przy pomocy kompletu kibiców wygrać te zawody" - zaznaczył prezes.

Reklama

Biletów na finał nie można kupić od trzech dni. W hali w Kędzierzynie dostawione będą dodatkowe składane trybuny, żeby więcej gardeł dopingowało byłych wielokrotnych mistrzów Polski w starciu z Sisleyem Treviso. W pierwszym meczu na terenie przeciwnika Zaksa wygrała z legendą europejskiej klubowej siatkówki 3:2.

"Ja nie wyobrażam sobie, żeby były jakieś elementy strachu czy niepewności. Oczywiście Włosi zagrali trochę gorzej niż potrafią, mogą zagrać lepiej, ale my też możemy, i mamy atut własnej hali" - ocenił Pietrzyk.

Prezes podkreślił, że to pierwszy od 33 lat ścisły finał europejskiego pucharu rozgrywany w Polsce. "Płomień Milowice był zdobywcą Pucharu Europy 33 lata temu. Od tamtej pory w Lidze Mistrzów, czy w Pucharze CEV nie było polskiego finalisty. W tym roku jest, a finał rozgrywany jest nie w Krakowie, czy Warszawie, tylko w Kędzierzynie" - mówił prezes.

W Kędzierzynie trwają ostatnie przygotowania do sobotniego meczu. "Do ostatniej minuty będziemy mieli co robić. Przyjechał do nas przedstawiciel CEV, który ma szczegółowy regulamin w głowie, robi to od 19 lat i jest bardzo drobiazgowy. Te szczegóły bardzo nas absorbują" - wyjaśnił Pietrzyk.

W drużynie Zaksy - poza wracającym do zdrowia po kontuzji Sebastianem Świderskim i skarżącym się na uraz pleców Patrykiem Czarnowskim nie ma większych problemów zdrowotnych.

"Na Patryka w meczu rewanżowym liczyć nie możemy, jeśli chodzi o grę na boisku. Na pewno będzie z nami, będzie nas wspierał, może dostanie jakieś zadanie do wykonania. Na razie na grę zdrowie mu nie pozwala, i nie przewidujemy tutaj zmian w dwunastce w porównaniu z pierwszym meczem z Sisleyem" - zaznaczył drugi trener Kędzierzyna, Andrzej Kubacki.

Po powrocie (w czwartek po południu) z Włoch i odnowie biologicznej drużyna miała wolne do piątkowego południa. Sztab trenerski w tym czasie nie próżnował - analizował pierwsze spotkanie z Sisleyem. "Mamy materiał wideo, wnioski z analizy zostaną przekazane zawodnikom podczas przedmeczowej odprawy" - powiedział Kubacki.

Przed sobotnim meczem trenerzy nie planują intensywnych zajęć treningowych. "Chodzi o to, żeby zawodnicy nie wypadli z rytmu meczowego. To zajęcia podtrzymujące przygotowanie fizyczne i technikę, ze zwróceniem uwagi na niuanse, które mogą decydować podczas meczu. Później odprawa taktyczna, a w sobotę spotykamy się na lekkim rozruchu i gramy o Puchar Europy" - zapowiedział trener.

Dodał, że spodziewa się zaciętego meczu. "Wprawdzie gramy u siebie, ale to jest puchar Europy. To jest jeden mecz, może zdecydować jeden set albo jedna piłka. Zespoły są wyrównane i zdarzyć się może wszystko. Dyspozycja dnia jednego zawodnika może przeważyć" - ocenił Kubacki.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: komplet | ZAKSA Kędzierzyn Koźle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje