35 lat od zwycięstwa siatkarzy w MŚ

W środę 28 października minie 35 lat od zdobycia przez siatkarzy złotego medalu w mistrzostwach świata w Meksyku. Drużyna Huberta Wagnera była pierwszą reprezentacją, która w historii polskiego sportu wywalczyła mistrzowski tytuł w grach zespołowych.

Polacy okazali się najlepsi spośród 24 zespołów, odnosząc 11 zwycięstw. W fazie finałowej pokonali ZSRR 3:2, Czechosłowację 3:2, NRD 3:2, Rumunię 3:0 i Japonię 3:1.

Reklama

W biało-czerwonych barwach grali wówczas: Edward Skorek (kapitan), Ryszard Bosek, Wiesław Czaja, Wiesław Gawłowski, Stanisław Gościniak (MVP turnieju), Marek Karbarz, Mirosław Rybaczewski, Włodzimierz Sadalski, Aleksander Skiba, Włodzimierz Stefański, Tomasz Wójtowicz i Zbigniew Zarzycki.

- Byłem łącznikiem między kolegami a trenerem. Ta funkcja była wyrazem zaufania do mnie i moich sportowych osiągnięć, obowiązkiem i zaszczytem - wspomina kapitan tamtej drużyny Edward Skorek.

- Wówczas liczyły się w świecie zespoły z krajów bloku wschodniego, szczególnie ZSRR, NRD, a także Kuby. Właśnie z nimi toczyliśmy najbardziej zacięte pojedynki. W Meksyku odnieśliśmy wielki i dość nieoczekiwany sukces. Dobrą formę pokazaliśmy już w turnieju przed mistrzostwami, w Czechosłowacji - dodał.

Skorek podkreśla duże różnice między obecną siatkówką, a tą sprzed 35 lat. - Zmiany są duże. Dawniej siatkarze musieli być bardziej wszechstronni. Musieli umieć bronić i atakować. Nie było dzisiejszego podziału na przyjmujących, atakujących, blokujących. Wymagana była wymienność pozycji. Nie istniała np. funkcja libero. Dziś jest większa specjalizacja.

- Zmieniły się też przepisy. Dawniej punkty zdobywało się wyłącznie przy własnej zagrywce. Udana akcja przy serwisie przeciwnika nie dawała punktów, lecz tzw. przejście. Mecze trwały dłużej. Z tym wiązał się odmienny trening zawodników. Trzeba było wypracować wytrzymałość, bo niepodobna było przewidzieć, czy mecz będzie trwał trzy czy cztery godziny. I tu warto przypomnieć, dlaczego naszego trenera media nazwały wówczas katem. Hubert Wagner aplikował nam mordercze treningi, bo prócz techniki liczyła się siła i wytrzymałość.

- To był bardzo wymagający szkoleniowiec. Nie tolerował niepunktualności lub obijania się. Stawiał sobie i drużynie najwyższe cele. Bez tego nie byłoby mistrzostwa świata w Meksyku i triumfu olimpijskiego dwa lata później w Montrealu - powiedział Skorek.

Dwa lata po triumfie w Meksyku, polscy siatkarze zdobyli w Montrealu złoty medal igrzysk olimpijskich. W pamiętnym finale wygrali z ZSRR 3:2.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: ZSRR

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje