PlusLiga: PGE Skra Bełchatów znowu na fali

Dużo w ostatnim czasie mówiło się o kryzysie w PGE Skrze Bełchatów i Jastrzębskim Węglu. Mecze 9. kolejki PlusLigi siatkarzy pokazały, że obie drużyny odbiły się już od dna i na półmetku fazy zasadniczej zajmują odpowiednio pierwsze i drugie miejsce w tabeli.

Trudniejsze zadanie, wydawałoby się, miał w sobotę Jastrzębski Węgiel, który w swojej hali podejmował rewelację tegorocznych rozgrywek Delectę Bydgoszcz. Podopieczni Roberta Santilliego rozprawili się z rywalem w trzech setach, a drużynie znad Brdy nie pomógł nowy libero, mistrz olimpijski z Pekinu Roberto Lambourne.

Reklama

Jastrzębie przed spotkaniem miało nóż na gardle. W przypadku porażki i wygranej Asseco Resovii Rzeszów musieliby rozpoczynać walkę w Pucharze Polski od 1/8 finału. Dzięki zwycięstwu awansowali z czwartej na drugą pozycję w tabeli i zapewnili sobie już udział w ćwierćfinale (pierwsze cztery drużyny na półmetku fazy zasadniczej awansują bezpośrednio do finału PP).

Każdy z trzech setów był bliźniaczo do siebie podobny. Gra punkt za punkt trwała do stanu po 20, ale w końcówkach mniej błędów popełniali gospodarze. Najbardziej nerwowo było w ostatniej partii, kiedy, nawet znany ze swojego spokoju rozgrywający Delecty Paweł Woicki, nie wytrzymał i kopnął piłkę. Chwilę później zobaczył od sędziego żółtą kartkę.

"Niepotrzebne były te emocje. Taki mecz jak dzisiaj nie powinien był nam się przytrafić. Z Jastrzębiem można przegrać, ale nie w takim stylu. Wszystko nam nie wychodziło. Było kilka takich sytuacji, że piłki nas obijały, albo przechodziły gdzieś między rękoma. Nie mogliśmy się odnaleźć w grze i to jest główny powód naszej porażki" - ocenił Woicki.

Na teoretycznie słabszego przeciwnika trafiła Skra Bełchatów. Jadar Radom raczej walczy o utrzymanie w PlusLidze, a nie o najwyższe laury, ale śladami Neckermann Politechniki Warszawskiej, która w poprzedniej kolejce pokonała mistrza Polski (3:2), postanowił od początku agresywnie zaatakować. Takiej postawy podopiecznych Jana Sucha bełchatowianie nie spodziewali się.

Na początku pierwszego seta gospodarze postraszyli klubowego wicemistrza świata mocną zagrywką i odważnymi atakami. Do drugiej przerwy technicznej schodzili prowadząc nawet 16:13. Wskazówki udzielone przez Jacka Nawrockiego jednak poskutkowały i Skra zaczęła dominować na parkiecie.

Od tego momentu byli lepsi od Jadaru w każdym elemencie gry, a z minuty na minutę ich przewaga rosła. Zasłużenie wygrali 3:0 i odnieśli trzecie w tym tygodniu zwycięstwo. W środę w Lidze Mistrzów pokonali Radnicki Kragujevac, a dzień później rozegrali zaległy mecz ligowy z AZS-em UWM Olsztyn. Oba spotkania skończyły się ich sukcesem 3:0. Chyba nikt nie wspomni już w Bełchatowie o jakimkolwiek kryzysie.

Siatkarze Domeksu Tytan Częstochowa zagrali dla Dawida Murka. Przyjmujący zespołu spod Jasnej Góry w ostatnim meczu ligowym doznał poważnej kontuzji, czeka go druga operacja i do końca sezonu nie pojawi się już na parkiecie. Jego koledzy z drużyny jeszcze przed spotkaniem z beniaminkiem z Wielunia zapowiadali, że każdą wygraną dedykują właśnie jemu.

Nie wypadało zatem przegrać... W hali Polonii w trzech setach uporali się z Pamapolem Siatkarz. Gościom nie pomogli nawet mieszkający na co dzień w Częstochowie, a występujący w barwach zespołu z Wielunia Andrzej Stelmach i Marcin Nowak.

Do rozegrania pozostały jeszcze dwa mecze 9. kolejki. W poniedziałek ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zmierzy się z AZS-em UWM Olsztyn, a spotkanie zamykającej tabelę Neckermann Politechniki Warszawskiej z wicemistrzem Polski przełożono na 18 grudnia.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje