PLS: Braterski pojedynek na szczycie

Mecz pomiędzy Skrą BOT Bełchatów a Wkręt-Metem Domeksem AZS Częstochowa będzie szlagierem czwartej kolejki Polskiej Ligi Siatkówki.

Po przeciwnych stronach staną dwaj bracia, Andrzej i Krzysztof Stelmachowie, którzy w roku ubiegłym wywalczyli dla Skry drugie w historii klubu mistrzostwo Polski.

Reklama

Mecz zapowiada się emocjonująco nie tylko z tego powodu. Po raz pierwszy w tym sezonie dojdzie po pojedynku dwóch zagranicznych trenerów - Argentyńczyka Daniele Castellaniego i Holendra Harry Brokkinga. - To dwie zupełnie inne szkoły trenerskie. Castellani wiele lat jako zawodniki i trener spędził na Półwyspie Apenińskim, dlatego prezentuje włoską filozofię siatkówki. Natomiast Harry Brokking to przedstawiciel holenderskiej myśli szkoleniowej. W swojej karierze spotkałem się z obydwoma szkołami, ale nie chcę oceniać, która jest lepsza. To okaże się na boisku - mówił Andrzej Stelmach, rozgrywający Wkręt-Metu Domeksu AZS Częstochowa.

Dla częstochowskich zawodników, Andrzeja Stelmacha i Roberta Szczerbaniuka mecz w Bełchatowie będzie miał wyjątkowy wymiar. Obydwaj przed rokiem zdobywali ze Skrą mistrzostwo Polski. Teraz zagrają przeciwko byłym kolegom. - Nie jesteśmy bardziej zmobilizowani niż zwykle, bo do wszystkich spotkań podchodzimy maksymalnie skoncentrowani, ale przyjemnie byłoby pokonać kolegów i brata - żartował Andrzej Stelmach.

Dla Szczerbaniuka pojedynek ze Skrą będzie szansą na udowodnienie, że jego sprowadzenie do Częstochowy nie było błędem szefostwa Wkręt-Metu. W dwóch pierwszych meczach z Resovią i Mostostalem Szczerbaniuk nie błyszczał i Brokking nie wystawił go do dwunastki na mecz z Delectą, tłumacząc swoją decyzję postawą "Benka" na treningach. Od wtorku Szczerbaniuk bardzo intensywnie ćwiczył i w Bełchatowie zagra prawdopodobnie w pierwszym składzie. - Żadnego konfliktu nie było - zapewnia Radosław Panas, drugi trener Wkręt-Metu. - Po prostu mamy wyrównaną kadrę i dla Roberta tym razem zabrakło miejsca. Piotr Nowakowski, który go zastępował spisał się bardzo dobrze, ale to młody zawodnik i nie wymagajmy od niego zbyt wiele. W meczu ze Skrą potrzebne będzie doświadczenie Roberta.

Sen z powiek częstochowianom spędzają kłopoty zdrowotne Brooka Billingsa. - Brook skarży się na uraz kolana. W meczu z Delectą zszedł z boiska w połowie trzeciego seta, musiał również przerwać czwartkowy trening. Brook na pewno pojedzie do Bełchatowa, ale dopiero podczas rozgrzewki rozstrzygnie się, czy zagra. Nie ukrywam, że podczas ostatnich treningów przygotowywaliśmy także warianty gry bez Brooka w składzie - tłumaczył Panas. Powoli do pełni sił wraca reprezentacyjny libero Piotr Gacek, który nabawił się kontuzji podczas azjatyckiego mundialu. W meczu z Delectą wypadł dobrze, ale ze Skrą czeka go dużo cięższe zadanie, zwłaszcza, że po drugiej stronie siatki stanie jego główny rywal do miejsca w kadrze, Krzysztof Ignaczak. Zagadką jest to, kto obok Krzysztofa Gierczyńskiego zagra w częstochowskim zespole na przyjęciu. Jak udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć szanse Marcina Wiki stoją znacznie wyżej od notowań doświadczonego Amerykanina Rileya Salmona.

Znacznie lepsze nastroje panują w obozie Skry. Do gry wrócił kontuzjowany reprezentant Bułgarii, Evgeni Ivanow, a bełchatowianie po siatkarskim dreszczowcu (przegrywali 0:2, by wygrać 3:2) uporali się z hotVolleys Wiedeń i w praktyce zapewnili sobie awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. W lidze Skra pokonała Jastrzębski Węgiel oraz uległa PZU AZS Olsztyn 1:3, ale w obydwu meczach prezentowała się bardzo dobrze. - Skra jest faworytem, bo to bardzo silny zespół, ale każdy wynik jest możliwy - optymistycznie o szansach swojego zespołu wypowiada się Konrad Pakosz, wiceprezes Wkręt-Metu Domeksu AZS.

Bartłomiej Romanek, Częstochowa

Dowiedz się więcej na temat: wkręt | Częstochowa | mecz | pojedynek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje