Żurawski: Szaleńcem nie jestem

Przed meczem z Anglia w Manchesterze, Maciej Żurawski narzekał na uraz mięśnia dwugłowego i długo nie było wiadomo czy napastnik Celtiku Glasgow zagra. Ostatecznie "Żuraw" pojawił się na boisku, ale jeszcze w pierwszej połowie musiał opuścić plac gry z powodu kontuzji.

- Przerwa potrwa co najmniej cztery tygodnie, choć są obawy, że tak naprawdę może się skończyć na sześciu - powiedział Żurawski w "Super Expressie".

Reklama

- W klubach zawsze się wkurzają, kiedy piłkarz wraca z reprezentacji z poważnym urazem. Wolę grać, niż przypatrywać się kolegom z boku. Z drugiej strony, szaleńcem nie jestem, gdyby było z nogą tak źle, to bym nie wystąpił. Przed meczem nie czułem dolegliwości, postanowiłem wyjść na rozgrzewkę i spróbować. Nic nie bolało, więc zdecydowałem się na grę. Tym razem ryzyko się nie opłaciło. A jeszcze w Polsce mi się dostało - stwierdził Żurawski.

- Słyszałem opinie, że niepotrzebnie zagrałem, że trzeba było odpuścić. Wkurza mnie to, bo podobnie było przed meczem z Walią. Wtedy też mnie bolało, ale pozbierałem się i zagrałem. Strzeliłem gola i wszyscy mówili, jak to super, że "Żuraw" się przemógł i został bohaterem. Teraz znów zaryzykowałem. Nie opłaciło się i od razu mi się dostało. Bez sensu - podkreślił napastnik Celtiku.

Żurawski jest ostrożny w ocenie szans polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata.

- Przed poprzednimi mistrzostwami tak napompowaliśmy balon, że gdy pękł, to z takim hukiem, że wszystkich nas ogłuszył. Teraz przyda się więcej spokoju i pokory - zakończył Żurawski.

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: napastnik | Żurawski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje