Żewłakow: Mpenza zawsze ze mną wygrywał

Michał Żewłakow w dzisiejszym meczu z Belgią zagra najprawdopodobniej na środku obrony.

Wiele wskazuje na to, że będzie rywalizował z napastnikiem reprezentacji gospodarzy Emile Mpenzą. Jak przyznał nasz defensor, bilans jego meczów przeciwko Belgowi nie jest dla niego korzystny.

Reklama

- Mój bilans spotkań przeciwko Emile Mpenzie nie jest zbyt dobry, ale zamierzam to zmienić. Grałem przeciwko niemu zarówno w barwach Moeskroen, jak i Anderlechtu i Mpenza zawsze wychodził zwycięsko w tych pojedynkach. Może właśnie teraz przyszedł czas, aby to zmienić.

Najprawdopodobniej zagra Pan z Belgią na środku obrony razem z Pana dobrym kolegą Jackiem Bąkiem. Czy liczy Pan na dobrą współpracę?

Jeśli tak się stanie, że zagram na środku obrony, to zrobimy wszystko, abyśmy rozumieli się tak dobrze na boisku, jak to jest poza nim. To prawda, przygotowuję się do tego, że zagram jutro jako środkowy obrońca. Nie jest to moja typowa pozycja, ale też nie jest to dla mnie żadna egzotyka. Grałem na tej pozycji kiedy byłem tutaj w Moeskroen i przez dwa i pół sezonu.

Czy grał Pan przeciwko wszystkim reprezentantom Belgii, powołanych na mecz z Polską? Co może Pan powiedzieć o tym zespole?

Grałem chyba przeciwko wszystkim, których widziałem w składzie. Może tylko poza lewym obrońcą Vermaelenem. Uważam, że trzeba szanować belgijski zespół, bo po pierwsze jest to drużyna w fazie przebudowy, po drugie są bardzo groźni tak dla przeciwnika jak i dla siebie. Oni potrafią zagrać bardzo dobry mecz przeciwko wymagającemu przeciwnikowi, ale z drugiej strony potrafią rozczarować, tak jak to zrobili w meczu u siebie z Kazachstanem. Na pewno na mecz z nami się skoncentrują, czy jak to się po piłkarsku mówi zepną i przez 90 minut, będą próbowali z nami wygrać.

Ten mecz jest o tyle ważny, że porażka oddala szanse na awans do finałów ME. Czy w związku z tym, będzie to mecz, aby go wygrać, czy raczej, żeby nie przegrać?

Jeśli będziemy zakładali, żeby tylko nie przegrać tego meczu, to tak właśnie się może stać. Dlatego wyjdziemy na mecz, aby wciąż z niego tyle, ile się da. Jeżeli będzie możliwe zabranie trzech punktów, to je weźmiemy. Jeśli jednak okaże się, że Belgia postawi ciężkie warunki i będzie remis, to z niego też będziemy się cieszyli. My jednak zawsze gramy o zwycięstwo i będzie robić wszystko, aby tak się stało.

Nieopodal głównego stadionu jest boisko do rugby. Czy nie uważa Pan, że jutrzejszy mecz może właśnie być spotkanie wielkiej walki?

Każdy mecz w obecnych czasach, bez względu na to czy gra się z Belgią, Anglią czy Kazachstanem, to w obecnym futbolu wygląda to trochę jak meczu rugby. Chodzi mi o to, że przez 90 minut jest ostra walka. Tak było w Ałmaty i w Chorzowie. Mecz z Belgią też właśnie takim będzie.

Wtorkowy dziennik Le Soir opublikował wywiad z Pana bratem, w którym powiedział on, że bardziej czuje się Belgiem, niż Polakiem. Jak Pan to skomentuje?

Czytałem ten wywiad i zastanawiałem się, jak odbiorą go Polacy. Znam brata na tyle, że na pewno czuje się stuprocentowym Polakiem. On powiedział, że przez ten długi już pobyt w Belgii, gdzie jego poważne życie zaczęło kwitnąć, to wrósł już trochę w tej kraj. Nie można brać tej wypowiedzi dosłownie, bo Polakiem będzie do końca życia. Skoro jest mu tutaj dobrze i przyzwyczaił się do życia tutaj, to może użył takiej właśnie przenośni. Ja to tak odbieram.

Czy to prawda, że w tych dniach Pana żona spodziewa się dziecka?

Tak to prawda. Staram się jednak nie myśleć o tym, że na dniach urodzi mi się dziecko, ale oczywiście nie jest to łatwe. Mimo to, w środę będę koncentrował się tylko na meczu.

Andrzej Łukaszewicz, Bruksela

Dowiedz się więcej na temat: Żewłakow | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje