Tomasz Hajto nie przejmuje się wpadkami na stanowisku komentatorskim

Takiego duetu, który tak bardzo polaryzowałby kibiców na ich zwolenników i przeciwników, nie ma obecnie żadna inna para komentatorów sportowych w naszym kraju. Mowa o byłym reprezentancie Polski Tomaszu Hajcie, który za mikrofonem sekunduje jednemu z najpopularniejszych dziennikarzy, Mateuszowi Borkowi.

Tandem Hajto-Borek współkomentuje mecze reprezentacji Polski na antenie Polsatu, od początku eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata w Rosji.

Reklama

Po każdym meczu, a nawet już w trakcie, media społecznościowe zalewa fala wyłapanych przez fanów największych lapsusów, najdrobniejszych przejęzyczeń, a takie osobliwych konstrukcji zdaniowych wypowiedzianych przez Hajtę.

I tak, z Hajtą już zawsze będziemy łączyli słynną "truskawkę na torcie", zamiast rzecz jasna wisienki... To tylko jeden z przykładów prawdziwej kopalni przejęzyczeń i przeinaczeń.

Były piłkarz, który w najlepszym okresie gry w Schalke 04 Gelsenkirchen był jednym z filarów defensywy reprezentacji Polski, zdaje się nie przejmować obecną, dość dziwną sławą.

Mówi o tym na łamach "Super Expressu", pytany między innymi o to, dlaczego w meczu Polska - Kazachstan, jako przeciwników "Biało-Czerwonych" nieustannie widział Gruzinów.

"Nie przejmuję się takimi pomyłkami. Bo potrafimy z tego wybrnąć z Mateuszem Borkiem, obrócić w żart. (...) A generalnie to my jesteśmy z Borkiem jak stare dobre małżeństwo. Tyle meczów razem skomentowaliśmy. Poznaliśmy się jako młodzi ludzie, ja, on, Piotrek Świerczewski" - skomentował Hajto na łamach "SE", zdając sobie sprawę, że coś nieuchronnie dobiega końca. W kolejnych latach mecze kadry będzie transmitowała Telewizja Polska.

Tymczasem Borek już zdążył zareagować na oryginalny materiał, zamieszczając na Twitterze komentarz z przymrużeniem oka.

Art

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje