Suarez i spółka to za wysokie progi dla "Orłów"

Dobre wrażenia po eliminacyjnym występie z Anglią zostały zatarte. Reprezentacja Polski w ostatnim w tym roku występie w pełnym składzie została rozbita w Gdańsku przez Urugwaj 1-3. Klasą dla siebie był Luis Suarez, który maczał palce przy wszystkich golach dla czwartej drużyny świata.

Wszystko co dobre w tym meczu zaczęło się i skończyło. Na przepiękną gdańską arenę ściągnęło 40 tys. ludzi, którzy zachowywali się wzorowo. Pozytywny doping, bez bluzgów i wyzwisk. Już nie pamiętamy, kiedy ostatnio odbył się mecz reprezentacji bez nieoficjalnego hymnu "Je... PZPN".

Reklama

- To efekt dobrego występu z Anglią - zgadywali jedni. - To pozytywne fluidy Zibiego Bońka, który wygrał wybory, co spodobało się kibicom - zgadywali drudzy i pewnie ci byli bliżsi prawdy. Wszak to pierwsza decyzja zarządu Bońka - obniżenie cen biletów - spowodowała, że fani ruszyli tłumnie po wejściówki.

Miło było oglądać polskich kibiców, którzy owacją żegnali schodzącego z boiska Luisa Suareza - bohatera tego meczu.

Na boisku w trakcie meczu nie było dla nas optymistycznie. Gwiazdy z Urugwaju, na czele ze wspomnianym Luisem Suarezem z Liverpoolu, robiły co chciały na naszej połowie. Aż miło się oglądało, z jaką swobodą "Celeste" operują piłką, jak łatwo znajdują przestrzeń nawet w polu karnym Orłów.

Pierwsza wycieczka w "szesnastkę" Suareza i jego kąśliwe podanie przed bramkę oznaczały samobójcze trafienie Kamila Glika. Kamil spóźnił się za Cavanim, próbował ratować się wślizgiem, ale tak odbił piłkę kolanem, że ta wpadła do siatki.

Później sztukmistrz "The Reds" zabawił się z trójką naszych piłkarzy. Najpierw ograł Krychowiaka, później Polanskiego, a na końcu założył "kanał" (puścił piłkę między nogami) Glikowi, by wyłożyć piłkę Cavaniemu. Dla najlepszego  strzelca Napoli i całej Serie A uderzenie do siatki z siedmiu metrów było jak bułka z masłem.

Straty "Biało-czerwonych" przed przerwą mogły być wyższe. Na przykład wtedy, kiedy Suarez ośmieszył Glika puszczając mu piłkę z prawej, a obiegając z lewej strony. Szarżę Urugwajczyka przerwał faulem tuż przed polem karnym Marcin Wasilewski. Dostał tylko żółtą kartkę, choć śmiało mógł zobaczyć czerwoną, bo przecież Suarez miał otwartą drogę do bramki. Poza tym, w 30. min Luis wypalił w poprzeczkę.

W I połowie trudno było wyróżnić kogoś z Polaków. Być może Kamila Grosickiego, ale tylko wtedy, gdyby miał równie szybką głowę jak nogi i jeszcze ją podnosił, gdy jest w polu karnym rywala. Bezsilni z przodu, dziurawi w obronie - nic dziwnego, że po pierwszej połowie Orłów żegnały gwizdy, a później ponaglały okrzyki: "Polacy! My chcemy gola!".

Waldemar Fornalik wpuścił za Glika Damiena Perquisa, a do bramki za Przemka Tytonia - Tomasza Kuszczaka, który nie bronił z Białym Orłem na piersi od pamiętnego  0-6 z Hiszpanią.

Częściej atakowaliśmy po przerwie, ale też rywal nie był tak skoncentrowany jak przy stanie 0-0. Po godzinie gry Orły wypracowały sobie pierwszą stuprocentową sytuację po dwójkowej akcji Roberta Lewandowskiego z Łukaszem Piszczkiem, w której "Piszczu" przegrał pojedynek z Muslerą. Po następnym wypadzie, prawą flanką, Grosicki zagrał do Piszczka, ten wszedł do środka i oddał do Ludo Obraniaka, który wypalił z lewej nogi z 25 m w okienko. Gol-marzenie i euforia na trybunach!

Entuzjazm szybko zgasł, bo z nieba na ziemię sprowadził nas niesamowity Suarez. Po pięknym, 60-metrowym podaniu Caceresa między stoperów Luis wykorzystał fakt, że Marcin Wasilewski się poślizgnął, a Perquis przegrał pojedynek biegowy. Na dodatek Kuszczak przez moment zawahał się, czy wychodzić z bramki i ten ułamek sekundy wystarczył Suarezowi, by opanować za daleko wypuszczoną piłkę. Zwód w prawo i strzał do pustej bramki stanowiły tylko dopełnienie formalności.

Po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją na ostatnie 17 minut wszedł na boisko kapitan "Biało-czerwonych" Jakub Błaszczykowski. Strzelił nawet na bramkę z 17 m, po ładnym podaniu Szymona Pawłowskiego, ale zabrakło precyzji. "Błaszczu" ma zaległości w treningu, więc trudno się było spodziewać po nim ognia w grze.

Prawda z tego spotkania jest taka, że jeśli nie weźmiemy się solidnie za szkolenie młodzieży, lanie od ekip pokroju Urugwaju czekać nas będzie niemal za każdym razem.

Polska - Urugwaj 1-3 (0-2)

Polska: Tytoń (46. Kuszczak) - Piszczek, Wasilewski, Glik (46. Perquiz), Komorowski - Krychowiak (83. Milik), Polanski (72. Trałka) - Grosicki (73. Błaszczykowski), Obraniak, Mierzejewski (59. Pawłowski) - Lewandowski.

Urugwaj: Fernando Musera - Matias Agueirregaray (60. Gargano), Diego Lugano, Diego Godin, Martin Caceres - Alvaro Gonzalez, Nicolas Lodeiro (79. Pereira), Egidio Rios (70. Egueren), Cristian Rodriguez (74. Castro) - Luis Suarez (85. Stuani), Edison Cavani (46. Gaston Ramirez).

Bramki: 0-1  Glik (21. samob.), 0-2 Cavani (34. z podania Suareza), 1-2 Obraniak (64. z podania Piszczka), 1-3 Suarez (65. z podania Caceresa).

Sędziował: William Collum.

Żółta kartka: Wasilewski.

Widzów: 39 460.

Z Gdańska Michał Białoński, Grzegorz Wojtowicz

Zobacz zapis relacji z meczu Polska - Urugwaj

Relacja z meczu Polska - Urugwaj dla urządzeń mobilnych

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje