Saga o Lewandowskim, śmiać się czy płakać?

Deklaracja Hansa Joachima Watzke, że Robert Lewandowski nie zostanie sprzedany do Bayernu Monachium tego lata, otworzyła na nowo debatę na temat transferu Polaka do innego, wielkiego klubu. Do wyścigu po Lewandowskiego przystępuje Barcelona. To nowa odsłona nieczystej gry z Realem.

Telenowela? To prawda, że newsy o transferze Lewandowskiego mogą już irytować nawet ludzi wytrwałych i spokojnych. Deklaracja dyrektora Borussii w "Bildzie" stanowi jednak ważny zwrot w sytuacji Polaka. Wszystko wydawało się oczywiste, po finale Champions League napastnik miał przenieść się do Bayernu, za kwotę bliską 25 mln euro. Co do tego zgadzają się wszystkie światowe media: Lewandowski podpisał z Bawarczykami wstępną umowę, która przewiduje karę finansową, gdyby zdecydował się od niej odstąpić.

Media spekulują, że Borussia robi co możliwe, by nie wzmacniać Bayernu, bezpośredniego rywala z Bundesligi, który "wykradł" jej właśnie wychowanka Mario Goetze za 37 mln euro. Watzke wyjaśnia, że informował Bawarczyków, iż muszą wystąpić z ofertą na piśmie, bo tego wymaga Borussiia, klub notowany na giełdzie. Szefowie Bayernu tego ponoć nie zrobili.

Oczywiście Watzke nie chce stracić 25 mln euro. Gdyby Robert został w Borussii na kolejny sezon, tak właśnie by się stało, w 2014 roku kończy mu się kontrakt, więc odszedłby za darmo. Szefom Borussii chodzi o sprzedaż Polaka do klubu z Primera Division lub Premier League. Te odstąpiły od negocjacji, widząc, że Lewandowski zdecydował się już na Bayern.

Media w Hiszpanii przyjęły deklarację Watzke z euforią. Tak te z Madrytu, jak i Barcelony. "AS" doniósł, że Borussia gotowa jest oddać Polaka Realowi nawet za 20 mln euro, by Florentino Perez miał środki na pokrycie zobowiązań Lewandowskiego wobec Bayernu za niedotrzymanie warunków umowy wstępnej. To samo prezes Realu chciał zrobić z Neymarem, gotów był wypłacić Barcelonie 40 mln odszkodowania, byle mieć Brazylijczyka u siebie. Ale sam piłkarz wybrał Camp Nou.

Reklama

Interwencja Realu w transfer spowodowała, że Neymar kosztował Barcelonę 17 mln euro więcej. Teraz klub z Katalonii chce się podobno zemścić, więc przystępuje do wyścigu po Lewandowskiego, choć nie ma na niego pieniędzy. Tak donoszą media w Katalonii: jeśli nie da się Polaka kupić, trzeba przynajmniej sprawić, by Perez zapłacił jak najwięcej. To taktyka stara jak świat stosowana przez hiszpańskie kolosy wobec siebie od dekad. Byli legendarni gracze "Królewskich", gdy chcieli podwyżki na Santiago Bernabeu, rozpoczynali negocjacje z rywalem z Katalonii. I odwrotnie.

Perez ma jeden problem: jest zaangażowany w gigantyczny transfer Garetha Bale’a - taka sama saga jak z Lewandowskim, tylko na kwotę sięgającą 90 mln euro. Gotów jest jednak wydać na Polaka wszystko, co otrzyma za Gonzalo Higuaina z Juventusu Turyn (zażądał ponoć 30 mln). Polak jest wyjątkową okazją na rynku, wszyscy napastnicy jego klasy (Cavani, Suarez, Falcao, który wybrał już Monaco) są, co najmniej dwa razy drożsi. Logiczne, że o Lewandowskiego zabiegają także możni Premier League z City, United i Chelsea.

Trudno powiedzieć, co na to sam piłkarz? Wydaje się, że wszystko zależy od niego. Czy Lewandowski zechce dotrzymać słowa danego Bawarczykom i za wszelką cenę pracować z Pepem Guardiolą, wtedy musiałby pograć jeszcze sezon w Borussii. A może jednak przekona go oferta Realu, lub któregoś z angielskich kolosów: cała wielka trójka zmieniła trenerów i zaczyna nowy etap?

Najbogatszy klub na świecie będzie miał masę wydatków: chce sprowadzić Bale’a, podpisać nowy kontrakt stulecia z Cristiano Ronaldo. "Perez oszalał na punkcie Polaka" - donoszą jednak hiszpańskie media. Jeśli to prawda, transfer zależy wyłącznie od napastnika Borussii. Może wyzwania poza Bundesligą byłyby ciekawsze dla Lewandowskiego. Kiedyś agent Cezary Kucharski polecił hiszpańskim dziennikarzom, by przekazali jego numer Perezowi.

Bez względu na to, jak te spekulacje mogą niecierpliwić i irytować kibiców, trzeba przyznać, że ta cała medialna awantura wywołana przez Polaka, jest wydarzeniem bez precedensu. Trudno przypomnieć sobie, by echa transferowe dotyczące rodaka osiągnęły, choć 30 proc rozmiarów takich jak w przypadku Lewandowskiego. Mamy tak mało sukcesów w polskiej piłce, że może powinniśmy nauczyć się cieszyć, chociaż tym?

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje