Reprezentacja dziennikarzy bez bagażów

Powrót z Lizbony był dla reprezentacji Polski dziennikarzy był jak droga przez mękę. Zaczęło się od drobnostek, jak spóźnienie autokaru w drodze na lotnisko, ale później było gorzej - detonacja bezpańskiej walizki, i zagubienie bagaży ekipy żurnalistów.

- W pewnym momencie pomyśleliśmy nawet, że Portugalczycy specjalnie robią nam na złość, żeby się zemścić za stratę punktów - opowiada piłkarz dziennikarskiej reprezentacji Michał Kocięba. - Doszliśmy jednak do wniosku, że to zbieg nieszczęśliwych okoliczności, a Portugalczycy nie należą do złośliwych i mściwych narodów.

Reklama

Dziennikarze - piłkarze pół godziny czekali na przyjazd autokaru, którym jechali na lotnisku. Później długo sterczeli przed lotniskiem, bo z powodu alarmu bombowego policja nie wpuszczała pod terminal odlotów autokarów. - Nagle usłyszeliśmy głośny huk, bo zdetonowano bezpański bagaż - opowiada Kocięba.

Kolejny, godzinny poślizg reprezentacja zaliczyła w samolocie do Barcelony. Ale najbardziej wszyscy się zmartwili, gdy na lotnisku w Warszawie okazało się, że wszystkie bagaże odleciały w nieznane. - Do teraz ich nie ma i nie wiadomo gdzie są. Pewnie podróżują po Europie - domyśla się Kocięba. - Przez to ciężko nam się przygotować do czwartkowego meczu z reprezentacją artystów.

Dowiedz się więcej na temat: w drodze | reprezentacja | reprezentacja dziennikarzy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje