Reprezentacja: Aferka goni aferkę, kadra to, czy cyrk?

Tomasz Rząsa będzie - jak stanowi jego kontrakt - "dyrektorem do spraw komunikacji z mediami". Był już w Legnicy, jest w Warszawie, ale swoją pracę zaczyna od afery. Piłkarze i selekcjoner Franciszek Smuda za nic mieli media, które chciały pracować na rzecz kibiców pierwszego dnia zgrupowania...

Reklama

Tak się zastanawiam - kadra to, czy cyrk? Gdyby nie pasja milionów kibiców, nie byłoby jednego z najpiękniejszych zawodów świata - zawodu piłkarza. W Polsce w T-Mobile Ekstraklasie miesięczna płaca to w przypadku czołowych zawodników nawet 100 tysięcy złotych miesięcznie. Normą w czołowych klubach są zarobki 50 i więcej tysięcy złotych miesięcznie. Na Zachodzie zarabia się 50, 100, a nawet ponad 100 tysięcy miesięcznie, ale w euro. I tam wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, jak kręci się ten biznes. Co ciekawe, ci którzy zarabiają miliony euro na Zachodzie i chcą grać z Białym Orłem na piersi w Polsce zapominają o swoich powinnościach wobec kibiców.

Sponsorzy zostaną wykiwani?

Biznes piłkarski to sponsorzy, którzy łożą pieniądze - za prezencję w mediach. W Polsce budżet PZPN sięga 60 milionów złotych, z czego firma Sportfive - za prawa marketingowe i telewizyjne - potrafi wypracować 40 milionów złotych. Sportfive powinna mieć komfort pracy, a kolejne skandale wokół reprezentacji tworzą nadzwyczaj niekorzystny klimat. W poniedziałek kadrowicze zlekceważyli media, a już we wtorek PZPN i Sportfive zapraszają na konferencję prezentującą nowego sponsora kadry - grupę BPS. To jeden z 13 sponsorów kadry. Jest główny, sześciu oficjalnych i sześciu partnerów, łożących miliony złotych rocznie. "Biedronka" płaci miliony złotych na konto PZPN, ale także miliony do prywatnych kas selekcjonera Franciszka Smudy i Jakuba Błaszczykowskiego (niedługo pojawi się nowe spoty z udziałem kapitana kadry). "Biedronka" liczy na obecność w mediach. W pozytywnym kontekście. W myśl hasła włożonego w usta Smudy: "Wszyscy jesteśmy drużyną narodową".

Rząsa na ratunek

Tymczasem afera goni aferę, czy raczej aferka goni aferkę. To wszystko ma uporządkować Tomasz Rząsa. Początkowo Smudzie miał towarzyszyć dyrektor sportowy. Tak jak Joachmowi Loewowi towarzyszy Oliver Bierhoff. Padały świetne kandydatury - Marka Koźmiskiego, a ostatnio Grzegorza Mielcarskiego. Prawdziwe osobowości wysoko zawiesiły poprzeczkę Rząsie, którego dodatkowo obciąża jednoczesna praca na rzecz Cracovii. Nie rozumiem PZPN-u, który miesiąc w miesiąc będzie płacił Rząsie 20 tysięcy złotych - aby całą swoją wiedzę, kompetencje, zaangażowanie poświęcał reprezentacji Polski, którą czeka niezwykły turniej EURO 2012. Co ciekawe Rząsa nie będzie dyrektorem sportowym - nie wiadomo dlaczego?! - a "dyrektorem komunikacji do spraw komunikacji z mediami", czy coś takiego...

Engel wpadł na dobry pomysł

Matuesz Borek, prowadzący "Cafe Futbol" w Polsacie Sport, mówi: "W kontekście ostatnich wydarzeń wokół kadry, zatęskniłem za czasami Jerzego Engela i Tomasza Kotera, którzy organizowali nawet wspólne grille piłkarzy i dziennikarzy". Nota bene Jerzy Engel wpadł na świetny pomysł, aby zaprosić zawodników, którzy wywalczyli awans na Mundial w 2002 roku, aby świętować dziesięciolecie wspólnego sukcesu. Już w najbliższy piątek spotkają się w Warszawie gwiazdy tamtej ekipy, od Jerzego Dudka, przez Tomasza Hajtę, Marka Koźmińskiego, Piotra Świerczewskiego, Radosława Kałużnego po Pawła Kryszałowicza i wielu innych. Naprawdę cenna inicjatywa!

Dyskutuj na blogu Romana Kołtonia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje