Polska - Litwa 2-1 w meczu towarzyskim

Ponad sześćdziesięciu sprawdzonych piłkarzy, kilka sparingowych blamaży - to ostatni dorobek reprezentacji Polski prowadzonej przez Adama Nawałkę. W piątek w Gdańsku przed kolejnym blamażem uratował nas japoński sędzia, który błędnie podyktował rzut karny. Polska wygrała dzięki temu z Litwą 2-1.

Osiem miesięcy pracy Adama Nawałki z reprezentacją Polski to ciągłe eksperymenty ze składem, ponad 60 przetestowanych zawodników i gdyby nie liczyć dwóch bezwartościowych styczniowych pojedynków w Zjednoczonych Emiratach Arabskich - bez strzelonego gola. Negatywna selekcja w kadrze miała zakończyć się właśnie dzisiaj, w ostatnim meczu kontrolnym przed eliminacjami do Euro 2016. Nawałka zrobił tak, jak zapowiedział - wystawił najmocniejszy - jego zdaniem - skład, w którym nie było niespodzianek. Zabrakło w nim choćby jednego gracza z rodzimej Ekstraklasy, bo takim nie był wiosną także Maciej Wilusz. Nic to nie dało - gra nie była wcale lepsza niż w spotkaniach ze Szkocją i Niemcami czy wcześniejszych ze Słowacją albo Irlandią. I choć tym razem udało się wygrać, to przed spotkaniem z Gibraltarem sny trenera Nawałki pewnie nie będą bardziej spokojne.

Reklama

"Biało-czerwoni" zostali zmuszeni do ataku pozycyjnego. Tak jak zwykle, na plecach Roberta Lewandowskiego wisiało dwóch rywali, ale sposobem na to miało być wystawienie obok króla strzelców Bundesligi Arkadiusza Milika. Różnicy w porównaniu do gry z jednym napastnikiem jednak nie było, bo obaj rzadko dostawali podania. Zawodzili pomocnicy (poza Grosickim) i aż dziwi, że trener Nawałka wszystkich czterech wymienił dopiero w 71. minucie. Litwini nawet nie próbowali wdawać się w wymianę ciosów, stosować pressing gdzieś na połowie Polaków. Wybijali piłkę sprzed swojego pola karnego i gdy nadarzyła się okazja, atakowali dwójką lub trójką graczy.

Przez pół godziny piłkarze głównie po boisku spacerowali. Jedno uderzenie z dystansu Krychowiaka, jeden przechwyt Lewandowskiego, po którym niecelnie uderzył Piszczek - to cały ofensywny dorobek "Biało-czerwonych". Nieco ciekawej zrobiło się między 34. a 37. minutą, gdy dwie okazje miał Milik, aż wreszcie stuprocentową szansę zmarnował Lewandowski. W Dortmundzie z siedmiu metrów "Lewy" zazwyczaj trafiał do siatki, a nie w bramkarza.

Trybunami PGE Areny wstrząsnął tuż przed przerwą Lukas Spalvis. Napastnik gości pokazał, jak niepewny wciąż jest środek polskiej defensywy i nieważne kto tam gra. Akcja Litwinów zaczęła się od straty Macieja Rybusa, piłka dwa razy była wybijana, aż w końcu po dośrodkowaniu Fedora Cernycha spadła na głowę Spalvisa, który wbiegł między Wilusza i Glika. Litwin trafił w słupek, ale po chwili dobił swój strzał - Boruc był bez szans. Reprezentantów Polski, gdy schodzili do szatni, żegnały przeraźliwe gwizdy. Takie same usłyszał przed spotkaniem Grzegorz Lato, gdy medaliści mistrzostw świata z 1974 roku byli fetowani na środku boiska.


Trener Nawałka zmienił w przerwie tylko bramkarza, tak zresztą jak zapowiadał. Wojciech Szczęsny nudził się do tego stopnia, że w doliczonym czasie zaczął zastawiać piłkę przed rywalem w narożniku boiska. Wcześniej nie miał okazji do interwencji. Polacy okazji mieli kilka. Lewandowski a to źle przyjął futbolówkę, a to po staranowaniu bramkarza zdobył gola, czego nie zauważył sędzia. Milik też był już w jednej sytuacji za bramkarzem Arlauskisem, ale strzelił za lekko i obrońcy wybili piłkę.

Na wyrównanie trzeba było czekać do 59. minuty - świetną współpracę na prawej stronie pokazali Piszczek z Grosickim, ten drugi zagrał przed bramkę, a Milik dostawił nogę. Szkoda, że takie akcje były w całym meczu dwie albo trzy, a nie kilkanaście.

Grosicki przed swoim zejściem z boiska popisał się jeszcze jedną akcją i mocnym strzałem, ale gol padł dopiero po akcji Lewandowskiego. Piłkę spod nóg kapitana reprezentacji wybił Georgas Freigeimas, ale japoński arbiter Minoru Tojo uznał, że Litwin kopnął Polaka w nogę.

Goście nie zgadzali się z tą decyzją i trudno im się dziwić. "Lewy" wykorzystał rzut karny i dzięki temu "Biało-czerwoni" wygrali.

Nowy napastnik Bayernu jest daleki od swojej najwyższej formy, a przekonał o tym w doliczonym czasie, gdy minął już nawet bramkarza gości, ale później nie trafił w bramkę.

Andrzej Grupa, Gdańsk

Polska - Litwa 2-1 (0-1)

Bramki: 0-1 Lukas Spalvis (44.), 1-1 Arkadiusz Milik (59.), 2-1 Robert Lewandowski (79., rzut karny)

Sędzia: Minoru Tojo (Japonia). Widzów: ok. 33 074.

Zobacz zapis relacji z meczu Polska - Litwa

Zapis relacji z meczu Polska - Litwa dla urządzeń mobilnych

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje