Polska - Kazachstan 3-0. Zbigniew Boniek ocenia decyzję Adama Nawałki

Reprezentacja Polski w meczu z Kazachstanem zrehabilitowała się po tyleż niespodziewanej, co sensacyjnie wysokiej porażce 0-4 z Danią w Kopenhadze, w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw świata. Selekcjoner Adam Nawałka dokonał aż trzech zmian w wyjściowym składzie i całe trio piłkarzy miało udział już przy pierwszej bramce dla Orłów z Kazachami (3-0).

W 11. minucie bramkową akcję przeprowadzili piłkarze, na których trener "Biało-Czerwonych" tym razem postawił od pierwszej minuty. Lewą flanką pognał skrajny obrońca Maciej Rybus i dośrodkował do Macieja Makuszewskiego, a pomocnik Lecha Poznań głową zgrał futbolówkę do Arkadiusza Milika. Snajper Napoli, również głową, wpakował piłkę do siatki obok bezradnego golkipera.

Reklama

Kibiców i ekspertów zaskoczyła ilość zmian, bo trener Nawałka do tej pory znany był raczej z dokonywania kosmetycznych korekt, a także konkretnych posunięć personalnych.

O ile wprowadzenie Milika za Karola Linettego i zmiana ustawienia na bardziej ofensywne, była przez wielu oczekiwana, o tyle mogła zaskoczyć odwaga, z jaką selekcjoner posadził na ławce Jakuba Błaszczykowskiego.

Etatowy kadrowicz ustąpił miejsca absolutnemu debiutantowi przed dwumeczem z Danią i Kazachstanem, Makuszewskiemu. Piłkarz "Kolejorza" w Kopenhadze zaliczył pierwsze minuty w drużynie narodowej.

Zdaniem prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, selekcjoner zareagował jak najbardziej właściwie, wyciągając właściwe wnioski, poprzedzone gruntowną analizą blamażu z Danią.

"Spokojnie, niektórzy położyli już na ofiarnym stole Linettego, Błaszczykowskiego oraz Jędrzejczyka. To kompletna głupota. Po porażce trener musi analizować pewne rzeczy i wyciągać wnioski. Kuba jest jednym z liderów reprezentacji, w Kopenhadze doznał urazu, nie był gotowy do gry przez 90 minut. W poniedziałek wszedł na boisko po godzinie i od tego momentu był najlepszym zawodnikiem naszego zespołu. Nikogo nie poświęcono" - powiedział prezes Boniek na łamach "Przeglądu Sportowego".

Istotnie, tym razem to "Kuba" zmienił Makuszewskiego, meldując się na placu gry w 65. minucie. Z ławki nie podnieśli się z kolei Jędrzejczyk i Linetty.

Art

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje