Polska - Czechy 3-1 w meczu towarzyskim we Wrocławiu

Ponad 40 tys. widzów oklaskiwało piłkarską reprezentację Polski, która we Wrocławiu zasłużenie pokonała Czechów 3-1. Bohaterem spotkania został Arkadiusz Milik, który miał udział przy każdej bramce dla Orłów!

Zobacz zapis relacji na żywo

Zobacz zapis relacji na urządzeniach mobilnych!

Reklama

Jak poradzą sobie "Biało-czerwoni" bez asa atutowego Roberta Lewandowskiego - to było pytanie dnia. Adam Nawałka i wszyscy zebrani na stadionie Śląska Wrocław dostali odpowiedź wręcz hurraoptymistyczną. Niewygodnego od zawsze dla nas rywala rozłożyli na łopatki! W tym samym miejscu, podczas Euro 2012 przegraliśmy z Czechami 0-1. Nie można mówić o rewanżu, bo tamten mecz miał wysoką stawkę (awans z grupy), ten był tylko towarzyski, ale prognozy przed następnymi ME dla "Biało-czerwonych" są świetlane.

- Polska jest lepsza w ofensywie, ale Czesi mają lepszą obronę - powiedział po porażce z Orłami selekcjoner Islandii (wespół z Larsem Lagerbaeckiem) Heimir Hallgrimsson. On, ani najwięksi optymiści w naszym kraju nie mogli pewnie przypuszczać, że czeska defensywa i Petr Czech zostaną rozmontowani przez Orłów dwukrotnie w ciągu niespełna 12 minut!

"Biało-czerwoni" mieli zabójczą wręcz skuteczność. Odbiór piłki, rajd i dośrodkowanie Bartosza Kapustki dały im trafienie głową Arkadiusza Milika, który w odpowiednim momencie ruszył do podania, wyprzedzając obrońcę.

Cóż za wejście szturmem Kapustki do kadry! 19-latek w pierwszym dotknięciu piłki w poprzednim spotkaniu z Islandią wyrównał na 1-1, a teraz wypracował gola na 1-0. Ten młokos z Cracovii nie jest już żółtodziobem od noszenia sprzętu na treningach, ale pełnoprawnym kandydatem do pierwszego składu na Euro 2016!

Królem polowania na bramkę Czechów był też Milik. Jego dośrodkowanie z rzutu rożnego na dalszy słupek i główka Tomasza Jodłowca dały nam prowadzenie 2-0.

"Biało-czerwone to barwy niezwyciężone!" triumfowała wypełniona po brzegi arena Śląska Wrocław.

Dziennikarze obsługujący mecze tego klubu odwykli od widoku pełnych trybun, który z okazji przyjazdu Orłów Nawałki pękały w szwach i choć ktoś tam narzekał na brak Roberta Lewandowskiego, to jednak każdy przyszedł i nikt nie pożałował!

Cztery minuty przed przerwą Tomasz Jodłowiec z linii końcowej zagrał przed pole karne pechowo, wprost pod nogi Ladislava Krejcziego. Ten przyjął piłkę, przełożył i ulokował w okienku bramki Artura Boruca.

To nie było tak, że ta bramka wzięła się z sufitu! Czesi na nią najzwyczajniej zasłużyli. Dwukrotnie naszym obrońcom uciekał Milan Szkoda, lecz uderzał niecelnie. W 26. min stuprocentową okazję miał Ondrzej Zahustel, który zgubił krycie Macieja Rybusa, lecz z bliska główkował obok bramki po podaniu Vaclava Prochazki.

Nasza obrona kilka razy trzeszczała w szwach, na dodatek po przerwie straciła swego lidera Kamila Glika, który w I połowie rozciął łuk brwiowy. Zastąpił go Thiago Cionek.

Na początku II połowy Czesi znowu przycisnęli i mogli wyrównać, ale Milan Szkoda z 15  uderzył niecelnie.

Orły czaiły się na kontry. W 68. min wyprowadził ją Karol Linetty, piłkę przejął Krzysztof Mączyński i z klepki obsłużył Milika, którego świetnie zatrzymał przytomnym wyjściem Petr Czech.

Za moment husarię wypuścił do boju dalekim podaniem Jodłowiec. Mączyński idealnie, w tempo zagrał do Milika. Ten był już sam na sam z Czechem, ale oddał na prawo do Kamila Grosickiego, dla którego strzał do pustej bramki był formalnością.

Publiczność wiwatowała i skandowała nazwisko architekta tak grających Orłów - Adama Nawałki.

Swoje chwile chwały miał też Artur Boruc. Gdy na trybunach rozległo się jego nazwisko, niemal natychmiast naszego bramkarza zatrudnił Josef Szural, ale Artur był czujny i wybił piłkę.

W końcówce Nawałka pozwolił pograć tym, którzy w klubie są odstawieni na bocznicę, bądź zaraz się na niej znajdą: Sebastianowi Mili i Sławomirowi Peszce. Obaj nie mają wysokich notowań u trenera Lechii Thomasa von Heesena.

Mila wyprowadził groźny atak, po którym na 4-1 mógł strzelić Milik. Swoje powalczył też "Peszkin". W tej kadrze każdy staje na wysokości zadania.

Obrona bez Glika wytrzymała, bo równie sprawnie przewodził jej Michał Pazdan.

Najważniejsze jest to, że w Orłów wiarę odzyskał naród. Spontaniczna wrzawa, z jaką ludzie - całe rodziny - na trybunach reagują na każdy atak Polaków, jest niesamowita. Na taką reprezentację Polski długo czekaliśmy.

Polska - Czechy 3-1 (2-1)

Bramki: Milik (3. Głową, z podania Kapustki), 2-0 Jodłowiec (12. Głową z podania Milika), 2-1 Krejczi (41.), 3-1 Grosicki (70. Z podania Milika).

Polska: Boruc - Jędrzejczyk, Glik (46. Cionek), Pazdan (89. Dawidowicz), Rybus - Grosicki (73. Peszko), Jodłowiec (77. Borysiuk), Mączyński, Linetty (77. Mila), Kapustka (84. Sobiech) - Milik.

Czechy: Czech - Kalas (76. Pudil), Suchy, Prochazka, Bartosak (76. Kaderzabek) - Zahustel (57. Skalak), Plaszil, Vacek, Pospiszil (86. Darida), Krejczi (58. Szural) - Szkoda (67. Necid).

Sędziował Andro Ando-Szabo z Węgier.

Żółte kartki: Jędrzejczyk oraz Suchy.

Widzów: 40 793

Z Wrocławia Michał Białoński, Piotr Jawor

Zobacz memy po meczu Polska - Czechy 3-1

Dowiedz się więcej na temat: Adam Nawałka | reprezentacja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama