Po Bydgoszczy: Z pustego i Salomon nie naleje!

Jerzy Dudek nie "zamurował" bramki, Tomasz Frankowski nie przełamał strzeleckiej niemocy, Mirosław Szymkowiak nie prowadził drużyny. Oznacza to jedno. Leo Beenhakker i prowadzona przez niego reprezentacja Polski zanotowali falstart w eliminacjach mistrzostw Europy.

- Zagraliśmy słabo, nie wykonaliśmy założeń taktycznych, zabrakło nam agresji - biało-czerwoni nie owijali niczego w bawełnę po przegranym 1:3 meczu z Finlandią. Przyznali się do winy. Tylko czy posypanie głowy popiołem wystarczy kibicom?

Reklama

Dużo zależy od postawy w środowym spotkaniu z Serbią, które odbędzie się w Warszawie. Po pojedynku w Bydgoszczy Jacek Krzynówek zaapelował :"Nie skreślajcie nas". Panie Jacku, nie wiadomo tylko czy nie skreśliliście się już sami.

Na szczęście dla reprezentacji Polski awans do finałów mistrzostw Europy, a taki cel postawił przed sobą i piłkarzami Beenhakker, nie zależy od wyniku jednego meczu. W eliminacjach biało-czerwonych czeka jeszcze 13 spotkań, czyli maksymalnie mogą zdobyć 39 punktów. Tylko jak tu wierzyć w powodzenie w spotkaniach z Portugalią czy Serbią, jak Polacy nie potrafili ograć na własnym terenie Finlandii?

Holender obejmując kadrę twierdził, że w Polsce nie brakuje dobrych piłkarzy, tylko trzeba ich o tym przekonać. Chciał także, aby gra sprawiała naszym zawodnikom radość, żeby na boisku nie odrabiali "pańszczyzny". Po dwóch meczach pod jego wodzą (wcześniej towarzysko zagrali z Danią przegrywając 0:2), nie widać , aby Beenhakker miał dar przekonywania.

Co gorsza, mam nadzieję, że się mylę, ale Polacy mogli zatracić zdolność pokonywania europejskich średniaków. - Finlandia jest na poziomie Austrii czy Walii - mówił Szymkowiak, a więc drużyn, z którymi spotkaliśmy się w eliminacjach mistrzostw świata i które potrafiliśmy dwukrotnie pokonać, grając ofensywny futbol. W sobotę w Bydgoszczy nie tylko straciliśmy trzy punkty, ale praktycznie nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, aby zaskoczyć Jussiego Jaaskelainena.

Beenhakker niewiele zmienił w kadrze, którą objął po Pawle Janasie. "Odkurzył" natomiast Frankowskiego, który był liderem strzelców polskiej ekipy w eliminacjach mistrzostw świata (siedem bramek, tyle samo miał Maciej Żurawski) i Dudka, których "Janosik" nie zabrał do Niemiec. Nie ma jednak, co pastwić się nad Holendrem, że wybiera tych, a nie innych piłkarzy, bo naprawdę nie mamy lepszych. I trzeba w końcu zdać sprawę, że nasi "kopacze" grając w Celtiku Glasgow, Austrii Wiedeń czy Szachtarze Donieck nigdy nie będą prezentowali najwyższego poziomu, natomiast powoływanie zawodników z Orange Ekstraklasy nic w tej kwestii nie zmieni, bo nieprzypadkowo liga polska jest klasyfikowana bardzo nisko w europejskim rankingu. Mamy po prostu takich piłkarzy, jakich mamy i nawet słynny szkoleniowiec, jakim jest Holender, nie będzie w stanie tego w krótkim czasie zmienić. Z pustego przecież i Salomon nie naleje!

Paweł Pieprzyca

Dowiedz się więcej na temat: Mirosław Szymkowiak | reprezentacja Polski | beenhakker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje