Magiczny Leo Beenhakker

"Co zmienił w Was Leo Beenhakker, że wygrywacie z teoretycznie silniejszymi rywalami?" - na to pytanie każdy z piłkarzy reprezentacji Polski odpowiada inaczej. "Może lepiej nas karmi" - żartował po meczu w Brukseli Ebi Smolarek.

Kapitan reprezentacji Maciej Żurawski w strefie wywiadów głośno się zastanawiał: ."Najpierw słuchamy trenera po angielsku, później Dariusz Dziekanowski to tłumaczy na język polski i może fakt, że polecenia selekcjonera słyszmy dwa razy, sprawia, że one do nas docierają?".

Reklama

Jedno jest pewne - Leo Beenhakker to magiczny człowiek. Chyba jego największą zaletą jest optymizm, którym zaraża każdego ze swoich podopiecznych. Zamiast martwić się, kim zastąpić pięciu kontuzjowanych piłkarzy, Holender na konferencji prasowej śmiało stwierdza: "Patrzcie na tę lepszą stronę życia i nie myślcie o tych, których nie ma, ale o tych, którzy są gotowi do gry!".

We wtorek wieczorem większość obecnych w Brukseli dziennikarzy tradycyjnie typowała skład na mecz z Belgią. Po obserwacji treningów (tych dostępnych dla mediów) wynikało jasno, że na prawej obronie zagra Marcin Baszczyński, a w środku pola ktoś z dwójki Łukasz Garguła - Rafał Murawski. Kiedy w środę Leo Beenhakker ogłosił skład, zabrakło w nim wszystkich wymienionych piłkarzy. W pierwszej jedenastce znaleźli się za to Marcin Wasilewski i -co wywołało największe zdziwienie - Dariusz Dudka jako defensywny pomocnik.

Obrońca Wisły Kraków - jak sam przyznał - ostatni raz grał w pomocy w juniorach Amiki Wronki. Jednak Beenhakker zaufał mu i dał szansę gry w pierwszym składzie na tak bardzo nietypowej dla niego pozycji.

Patrząc dziś na wynik meczu, można powiedzieć, że Leo znów trafił w dziesiątkę z doborem składu. Z przebiegu meczu Dudka prezentował się bardzo dobrze, a Wasilewski wręcz wspaniale. Bez wątpienia tylko trener z ogromnym doświadczeniem i wiedzą jest w stanie podjąć tak trafne i dobre w skutkach decyzje. Ustawienie Michała Żewłakowa na środku obrony albo Macieja Żurawskiego jako ofensywnego pomocnika - to również pomysły Beenhakkera. I oba wspaniałe.

Przyznam szczerze, że po mistrzostwach świata byłem przeciwny zatrudnianiu obcokrajowca w roli selekcjonera. Pisałem, że "z pustego i Salomon nie naleje".

Jednak tylko zwierzę nie zmienia zdania, gdy przemawiają solidne argumenty, a tymi są ostatnie zwycięstwa biało-czerwonych. Przyznam się, że nie doceniłem wtedy Leo Beenhakkera. Po prostu nie wiedziałem, że jest kimś więcej niż Salomonem. Jest magicznym trenerem, który podejmuje trafne decyzje nawet wtedy, gdy ze składu wypada mu pięciu podstawowych piłkarzy.

Leo! Szacuneczek! Przepraszam i proszę (kibice chyba również) o więcej takich chwil, jak te w Ałmaty, Chorzowie, czy Brukseli. Twoja magia i Twój optymizm wpływają na nas wszystkich. Dziękujemy!

Andrzej Łukaszewicz, Bruksela

Dowiedz się więcej na temat: leo beenhakker | beenhakker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje