Listkiewicz: Wpuszczenie na salony

Michał Listkiewicz, prezes PZPN, triumfował. To on przecież wymyślił Leo Beenhakkera, jako selekcjonera reprezentacji Polski i mimo oporu środowiska postawił na niego. Holender odwdzięczył mu się w najlepszy sposób - historycznym awansem na mistrzostwa Europy.

- Półtora roku temu wokół wyboru selekcjonera przeszła wrzawa. Dlaczego Beenhakker, przecież już trochę wiekowy, nie odnosił ostatnio sukcesów, polski trener powinien prowadzić kadrę itd. Po meczu z Finlandią atak osiągnął apogeum. Ja jednak należę do osób , która do życia podchodzi ze spokojem i dystansem. Również do spraw związanych z piłką nożną. Byłem przekonany ,że Beenhakker osiągnie dobry wynik . Nie mogłem po kliku meczach zmieniać zdania - powiedział Listkiewicz.

Reklama

Prezes PZPN do tego stopnia zaufał Holendrowi, że jeszcze przed decydującym meczem z Belgią, zdecydował się na przedłużenie z nim umowy. - Kluczową była moja decyzja wtorkowa. Chociażby od strony ludzkiej należało mu się to. Nawet gdybyśmy przegrali i nie awansowali, Holender i tak by został. Ponieważ zmienił mentalność piłkarzy. Ze sporym entuzjazmem przyjeżdżają na reprezentację. Mówiłem o tym we wtorek. Wówczas wręczyłem mu cygaro. Teraz się mi odwdzięczył. Przede wszystkim tak przygotował przez te cztery dni zespół, że wygraliśmy i jedziemy na mistrzostwa Europy do Austrii i Szwajcarii - stwierdził Listkiewicz.

- U piłkarzy byłem chwilę w szatni. Wiem, że były szampany, bo Leo miał poplamiony garnitur. Teraz jedziemy do Serbii i chcemy postawić kropkę nad "i". Mogliby się od nas uczyć, jak przygotować stadion. To co zrobiło tych pięciuset ludzi to kapelusze z głów. Zarówno 47 000 kibiców, ale także strażacy i żołnierze, którzy przygotowali stadion, oni również są bohaterami.

Awansowaliśmy jako pierwsi i to z dosyć trudnej grupy. Uważam to za świetną sprawę, ale do tego miodu musi być łyżka dziegciu. Trochę rozbawiła mnie wypowiedź trenera Franciszka Smudy, który gdzieś powiedział ,że z takiej łatwej grupy każdy by wyszedł. To przewrotnie odpowiadam, że grając z Terekiem Grozny czy Tobołem Kostanaj wyjdą wszyscy poza drużyną trenera Smudy. Szanuję pana Franciszka , jednak czasami trzeba pomyśleć a potem powiedzieć - dodał prezes PZPN.

Listkiewicz zaapelował także o rzeczowe podejście do faktu awansu. - Aby nie popełnić błędów poprzedników, którzy awansowali do dwóch ostatnich mistrzostw świata apeluję o nie podbijanie bębenka, że jedziemy po medal itd. Proszę o spokój i pokorę. Przytoczę tu słowa ś.p. Kazimierza Górskiego "Awans do finałów to wpuszczenie nas na salony. Jak nas zapamiętają to zależy jak będziemy grali. Czy przyjmiemy postawę prostaczków, którzy beknęli, zrobili złe wrażenie i pojechali. Czy ludzi z klasą, którzy pokazali się z jak najlepszej strony". Myślę, że dla Leo jest to wyzwanie, aby te mistrzostwa Europy były sukcesem. Stanie się tak wówczas, kiedy wyjdziemy z grupy - stwierdził.

Maciej Borowski, Chorzów

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | holender | mistrzostwa europy | Michał Listkiewicz | prezes PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje