Leo dokonał tego, czego innym się nie udało

Polska po raz pierwszy zagra w finałach piłkarskich mistrzostw Europy. Dokonała tego reprezentacja prowadzona przez Leo Beenhakkera.

Dlaczego ta sztuka udała się dopiero Holendrowi, próbują wyjaśnić selekcjonerzy z minionych lat. "Moja drużyna była w dość specyficznej sytuacji" - tłumaczy w "Przeglądzie Sportowym" Antoni Piechniczek, który prowadził kadrę w eliminacjach ME 1984. "Zaraz po sukcesie na mundialu w Hiszpanii przyszły eliminacje do turnieju we Francji. Przegraliśmy pierwszy mecz wyjazdowy z Portugalią i zupa się rozlała" - stwierdził. "Teraz trzeba oddać wielkość Beenhakkerowi, choć miał nieco ułatwione zadanie. Rozpoczął przecież pracę z ogranym już zespołem. Większość kadrowiczów nie była żółtodziobami i miała doświadczenie z wcześniejszych gier o stawkę" - dodał.

Reklama

"W latach, kiedy byłem selekcjonerem, funkcjonowała zupełnie inna gradacja największych imprez" - powiedział Wojciech Łazarek, walczący o ME 1988. "W pierwszej kolejności liczyły się igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata. Finały mistrzostw Europy były przedsionkiem, taką pośrednią imprezą między tymi najważniejszymi" - stwierdził popularny "Baryła".

"W eliminacjach do Euro 1992 mieliśmy bardzo ciężką grupę" - tłumaczy Andrzej Strejlau. "Do tego doszła bardzo słaba organizacja logistyczna. Tylko przypomnę, że w noc poprzedzającą mecz z Anglią przyszywane były narodowe godła do koszulek. Za moich czasów piłkarze przyjeżdżali na zgrupowanie dwa dni przed meczem, a ich zwolnienie z klubu trzeba było twardo negocjować. Mimo tych problemów, byliśmy wtedy blisko awansu. Zabrakło nam konsekwencji i dyscypliny taktycznej" - dodał.

Na inne problemy wskazał Henryk Apostel, który prowadził "biało-czerwonych" w eliminacjach do ME 1996. "W mojej drużynie grali piłkarze na co dzień występujący w zachodnich klubach, ale mieli inne podejście do piłki. Wtedy brakowało jeszcze tego, co rozumieją podopieczni Beenhakkera, czyli profesjonalizmu. Zawodnicy z kadry sprzed dziesięciu lat nie przykładali się do swoich obowiązków, tak jak to robią chłopcy, którzy wywalczyli ten historyczny awans" - powiedział.

"Tylko proszę nie wyolbrzymiać wkładu Beenhakkera, to nie tylko jego zasługa. To triumf całej polskiej piłki" - mówił z kolei Janusz Wójcik, selekcjoner ekipy walczącej o Euro 2000. "Taką Belgię, z którą w sobotę wygraliśmy nie można nawet porównywać do Szwecji, z jaką ja przegrałem decydujący o awansie do baraży mecz. To tak, jakby porównywać osiołka do słonia. Teraz mieliśmy wyrównaną, stojącą na średnim poziomie grupę i Holender to wykorzystał" - stwierdził Wójcik.

Przegląd Sportowy/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama