Kuszczak nie chce być turystą

"W pierwszej reprezentacji więcej zwiedziłem świata jako turysta niż zawodnik. Parę dni potrenowałem, a w dniu meczu - na trybuny" - powiedział Tomasz Kuszczak, który jest jednym z trzech bramkarzy powołanych na mecze z Portugalią i Finlandią w ramach eliminacji ME 2008.

Taka sytuacja bardzo denerwowała piłkarza. "Jeśli mam być turystą, to wolę podczas urlopu, a nie w meczach reprezentacji. Bo uważam, że przyjeżdżać na same zgrupowania i potem wędrować na trybuny to jest to strata czasu. Ani ja nie mam przyjemności, ani kadra nie ma ze mnie żadnego pożytku" - dodał zawodnik, cytowany przez "GW".

Reklama

Ostatnie mecze kadry jasno pokazują jednak, że pozycja Artura Boruca jest niepodważalna. "Niech pokazują... Ale od ustalania składu jest trener Beenhakker" - stwierdził Kuszczak.

Polak od roku jest bramkarzem Manchesteru United, z którym wywalczył mistrzostwo Anglii. Co przez ten czas zmieniło się w jego grze? "Jestem bardziej doświadczony. O trzynaście meczów w koszulce "Czerwonych Diabłów". Poza tym trenuję i gram z najlepszymi piłkarzami świata. Cały czas towarzyszy mi presja, z którą też trzeba umieć sobie radzić. Szczególnie na pozycji bramkarza. Uodporniłem się na krytykę, nie mam strachu przed nikim. Latem podczas obozu przygotowawczego w Azji ciężko trenowałem i chciałem wygrać rywalizację z Edwinem van der Sarem. Trener zdecydował inaczej i niestety, nadal jestem numerem dwa w MU" - powiedział Polak.

To jak daleko jest od bramki MU? "O jedną pozycję. Tę, którą zajmuje van der Sar. Czyli blisko i daleko. Miałem bardzo dobry okres przygotowawczy, broniłem równo i bezbłędnie. W pięciu meczach nie puściłem gola, ale trener na mnie nie postawił i... było mi przykro. Siedzenie na ławce wielkiej satysfakcji mi nie daje" - stwierdził Kuszczak.

INTERIA.PL/GW
Dowiedz się więcej na temat: zawodnik | trybuny | mecze | kuszczak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL