Kuba: Za wcześnie na euforię!

- Byłem jak wahadło. Non stop sprinty przód - tył. Właściwie to częściej wcielałem się w rolę obrońcy, niż pomocnika, ale takie były założenia - tłumaczy w rozmowie z INTERIA.PL jeden z bohaterów meczu Portugalia - Polska prawoskrzydłowy Jakub Błaszczykowski.

Asysta przy pierwszym golu, wiele wygranych pojedynków z Portugalczykami i kilkanaście przebiegniętych kilometrów - tak wyglądał występ Jakuba Błaszczykowskiego na Estadio da Luz.

Reklama

INTERIA.PL: Wspaniały sen trwa, choć to przecież rzeczywistość - na boisku wicemistrza Europy, czwartej drużyny świata uzyskaliśmy bramkowy remis!

Jakub Błaszczykowski, pomocnik reprezentacji Polski: - Czy sen? Na pewno jest to optymistycznie. Nasza gra może nie wyglądała zbyt różowo, choć uważam, że w pierwszej połowie radziliśmy sobie dobrze. Ale druga, zwłaszcza jej początek został przespany. Z tego się wzięły bramki, przegrywaliśmy 1:2. Ostatecznie los do nas jednak się uśmiechnął. Doszliśmy ich w końcówce. Teraz jednak trzeba patrzyć dalej do przodu i nie zachwycać się tym, co już osiągnęliśmy. Myślimy o jednym, by przywieźć korzystny wynik z Finlandii.

Skąd to kiepskie otwarcie drugiej części meczu z Portugalią? Czy czasem w przerwie nie za bardzo uspokoiliście się pod wpływem prowadzenia 1:0?

- Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że aż za bardzo zmobilizowaliśmy się w szatni. Przez to wyszliśmy tacy usztywnieni. Ale nie ma co rozdrapywać ran. Najważniejsze, że udało nam się doprowadzić do remisu.

Mogłeś się porównać do wielkiego Cristiano Ronaldo i chyba nie wypadłeś tak źle. Parę razy ty jemu zabrałeś piłkę, a czasem on tobie. I zabrakło ci milimetrów, by zablokować jego strzał, który dał Portugalczykom prowadzenie. Łatwo rozszyfrować dryblingi Ronaldo?

- Nie jest łatwo, ale to wykonalne. Ronaldo jest naprawdę dobry, ale nie do tego stopnia, żeby mu nie odebrać piłki. Kwestia tylko, jak się do tego podejdzie.

Mieliście założenia, żeby podwajać jego krycie?

- Nie, po prostu mieliśmy grać w swoim stylu. Starać się grać w piłkę, a nie tylko wybijać. A ja akurat miałem zadanie wspomagania w defensywie Marcina Wasilewskiego. Starałem się jako pierwszy atakować Ronaldo, a dzięki temu, że mnie asekurował jeszcze Marcin, Ronaldo miał dużo ciężej. Wydaje mi się, że ta taktyka zdała egzamin. Faktem jest, że częściej w tym meczu grałem w obronie, niż z przodu - nie mogłem sobie pozwolić na takie zachowanie, jakie prezentował Ronaldo, który tylko czekał na naszej połowie na piłkę. Nie narzekam jednak - interes drużyny jest ważniejszy od indywidualnych popisów.

Zaliczyłeś asystę przy golu Mariusza Lewandowskiego. Sytuacja do oddania strzału nie była tak dobra, jak ta, którą wcześniej miał Ebi Smolarek, a jednak zmusiłeś Ricardo do wybicia piłki przed siebie. Wyszedł ten strzał we właściwym momencie, bo jeszcze w okresie występów w Polsce przy próbie uderzeń z dystansu najczęściej celowałeś panu Bogu w okno.

- Tak było w Wiśle, ale ostatnio ten element w moim wykonaniu wygląda zupełnie inaczej. W Borussi, w meczach sparingowych i nie tylko, kilka bramek strzeliłem zza pola karnego.

Poprawiłeś technikę strzału, czy rozwinąłeś mięśnie brzucha odpowiadające za siłę uderzenia?

- Nie tylko to. Wcześniej, jeszcze podczas występów w KS Częstochowa dręczyło mnie zwapnienie prawej stopy. Przez to nie strzelałem w ogóle prawą nogą, tylko starałem się dużo kiwać i podawać, często przekładałem na lewą. Choć wyleczyłem stopę jeszcze przed przyjściem do Wisły, wspomnienie bólu utkwiło mi tak bardzo w głowie, że jak ognia unikałem strzałów z daleka. Zwykły psychiczny uraz. Teraz nabrałem przekonania, że jak najczęściej należy strzelać z dystansu. Na Estadio da Luz podjąłem właściwą decyzję, strzeliłem i weszło.

Twoja akcja z Lewandowskim, czy później ten strzał Jacka Krzynówka pokazały, że nie załamujecie się i walczycie do końca.

- Na pewno. Mówiliśmy przed meczem, że do Portugalii jedziemy po trzy punkty! Powiem szczerze, że ten rezultat mógłby być jeszcze lepszy. Gdybyśmy zagrali drugą połowę tak jak pierwszą, uważam, że bylibyśmy w stanie wyjechać z Portugali z trzema punktami. Pokazaliśmy, że każda drużyna jest do ogrania.

Leo Beenhakker nie był zadowolony, bo za łatwo traciliście piłkę.

- Ja też odczuwam niedosyt, bo drugą połowę zepsuliśmy.

Pojawiają się tytuły, że ten remis, to drugie Wembley z 1973 r.!

- To był bardzo ważny mecz w kontekście układu tabeli. Przecież Serbia i Finlandia, które depczą nam po piętach również zremisowały, więc mamy się z czego cieszyć. Ale nie popadajmy w euforię. Jeszcze jest parę meczów do rozegrania, w których również będziemy musieli zostawić trochę zdrowia na boisku.

Rozmawiał w Lizbonie Michał Białoński, INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: Jakub Błaszczykowski | strzał | Kuba | Cristiano Ronaldo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje