"Gorące" pytania po meczu ze Szwecją

Po każdym meczu naszej reprezentacji na usta cisną się przeróżne "gorące" pytania. Zadając je i odpowiadając na nie staramy się podsumować kolejne występy polskiej kadry w eliminacjach ME 2004.

Nasz cykl rozpoczęliśmy od pojedynku z Łotwą, kontynuowaliśmy po wygranym 5:0 spotkaniu z San Marino. Po kolejnej porażce pytań jest szczególnie wiele.

Reklama

- Co oznacza porażka ze Szwecją?

- Przegraliśmy kolejne eliminacje ME i tak naprawdę nikogo nie powinno to dziwić.

- Czy mamy jeszcze jakieś szanse?

- Nie i im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej. Oczywiście na pewno rozlegną się głosy: "Dopóki piłka w grze...", "Jeśli wygramy wszystkie mecze do końca...".

- Czyli powinniśmy oddać te eliminacje bez walki?

- Już to zrobiliśmy i nie udało się przy tej okazji zbudować nawet jednej formacji przyszłej reprezentacji.

- A mecz ze Szwecją?

- Skoro już musimy, to nasuwa się tylko jedno słowo: żenada.

- Kto za to odpowiada?

- Głównie trener. Janas nie umiał albo nie potrafił ustawić zespołu i natchnąć go wiarą, że ten pojedynek można choćby zremisować. Patrząc na mecz miało się wrażenie, jakby przed nim w szatni padły słowa: "Wychodzimy i jakoś to będzie". Niestety, nie było.

- Czy było aż tak źle?

- Tragicznie. W skrócie występ naszej kadry streścił strzałem z woleja w 90. minucie Hajto - bez pomysłu i niecelnie.

- Co było najgorsze?

- To, że znów zagraliśmy nijak - ani defensywnie, ani ofensywnie. Nie można nawet powiedzieć, że Szwedzi, którzy zagrali tylko solidnie, napracowali się by zdobyć trzy gole.

- Czy skład był optymalny?

- Mniejsza o to. Przecież to selekcjoner widział tych zawodników na zgrupowaniach. Istotne jest to, że na boisku biegało 11 facetów bez ładu i składu. Może się i starali, ale dzisiaj chęci wystarczają tylko do gry a podwórku.

- Czy lepsza skuteczność Wichniarka mogła coś zmienić?

- Tak, rozmiary porażki. Nasz napastnik miał trzy sytuacje i mógł wykorzystać przynajmniej jedną.

- A Dudek?

- Popełnił wyraźny błąd w 70. minucie, nie przegrał jednak nam meczu. Miał kilka udanych interwencji, ale nie tego przecież wymagamy od bramkarza a co dzień występującego w czołowej drużynie naszego kontynentu. Wydaje się, że lepiej dla niego i dla kadry będzie, jak skupi się na grze w Liverpoolu.

- Co dalej?

- Janas powinien podać się do dymisji, bo zawiodła jego koncepcja, a raczej jej brak. Pora w końcu na radykalne rozwiązania.

- Jakie?

- Trzeba budować zupełnie nowy zespół, oparty głównie na graczach obecnej młodzieżówki i wzmocniony kilkoma graczami z obecnej kadry. Jeśli tego nie zrobimy, to przed następnymi eliminacjami znów obudzimy się... z Hajtą i Kałużnym w składzie.

- Kto może się podjąć tego trudnego zadania?

- Niezłym pomysłem jest awansowanie Klejndinsta, który ma bezpośredni związek z zapleczem, bo prowadzi (z niezłym skutkiem) młodzieżówkę. Ma też doświadczenie na imprezach najwyższej rangi (był asystentem Engela w Korei). Poza tym wydaje się mieć dobre przygotowanie taktyczno-strategiczne, a przy krótkich zgrupowaniach to jest właśnie najważniejsze.

- Czy to rozwiąże problemy polskiej reprezentacji?

- Nie od razu, ale nawet jeśli młodzi chłopcy przegrają jesienne mecze eliminacji, to przynajmniej będzie można powiedzieć, że to zaprocentuje na przyszłość.

Dowiedz się więcej na temat: pytanie | kadry | pytania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje