Gorące pytania po meczu z Walią

Po każdym meczu naszej piłkarskiej reprezentacji cisną się na usta przeróżne pytania. Zadając je i odpowiadając na nie staramy się podsumować kolejne występy podopiecznych Pawła Janasa w eliminacjach mistrzostw świata Niemcy 2006.

Nasz cykl kontynuujemy po środowym zwycięstwie nad Walią 1:0. To zwycięstwo sprawiło, że już tylko niekorzystny zbieg okoliczności (niestety jeszcze możliwy) pozbawi nas wyjazdu na przyszłoroczny mundial.

Reklama

- Było już tak blisko awansu. Piłkarze czekali na murawie, by świętować awans. Kibice czekali na trybunach, telewidzowie przed odbiornikami. Warto było?

- Tak, bo choć Szwedzi w końcówce wygrali z Węgrami, to i tak naszej drużynie należą się wielkie brawa. Już wykonali plan, a przecież na początku eliminacji chyba nikt nie liczył, że zespół Janas będzie tuż przed końcem eliminacji prowadził w grupie i będzie mógł pochwalić się serią siedmiu zwycięstw z rzędu.

- Pokonywaliśmy jednak samych średniaków. Czy z tego możemy być dumni?

- Oczywiście. To prawda, że Austria, Walia czy Irlandia Płn. to nie są wielkie drużyny, ale my też jesteśmy tylko średniakiem. Wygrywamy jednak, a to się liczy najbardziej.

- Z Walią nie było łatwo. Co zdecydowało o zwycięstwie?

- Konsekwencja to największy komplement jaki można powiedzieć po adresem piłkarzy i sztabu szkoleniowego po środowym meczu przy Łazienkowskiej. Zwycięstwo nie było szczęśliwe, ale wypracowane. Karny też nie był przypadkiem, ale wynikiem przemyślanych akcji.

- Czy Kamil Kosowski był najlepszym piłkarzem na murawie Legii?

- Bez wątpienia tak, bo choć sam zastrzegł po meczu, że zwycięstwo jest zasługą całej drużyny, to należy to przypisać tylko politycznej poprawności. Od momentu podpisania kontraktu z Southampton w "Kosę" wstąpił nowy duch. W środę piłkarz dwoił się i troił, pokazując, że wciąż drzemie w nim niewykorzystany potencjał.

- Jeszcze jakieś wyróżnienia?

- Na pewno dla Żurawskiego, bo nie każdy miałby odwagę znów podchodzić do karnego po tak nieudanej próbie jak w sobotę w Chorzowie. "Żuraw" wyciągnął jednak wnioski z tamtego uderzenia i strzelił mocno w sam środek bramki. To trochę taka niemiecka szkoła, ale jak wszyscy wiemy z Niemcami trudno wygrać w rzutach karnych.

- Wielu z nas obawiało się Ryana Giggsa. Czy kapitan Walijczyków mocno dał się nam we znaki?

- Nie i tu wielkie pochwały dla Janasa i jego asystentów. Giggs nie miał okazji napędzić poczynań ofensywnych gości, gdyż skutecznie utrudniała mu to nasza druga linia (szczególnie Radosław Sobolewski). Kiedy już Giggs rozpoczął swój taniec, to nasi potrafili mądrze taktycznie sfaulować rywala (no cóż, taki jest sport...) . Tak było na przykład w 15. minucie, gdy swoje "zadanie" wykonał Jacek Bąk.

- Nie pomogły także liczne wrzutki Walijczyków. Dlaczego?

- Bardzo dobrze na przedpolu spisywał się Artur Boruc, którego współpraca z obrońcami układała się lepiej niż w spotkaniu z Austrią. Zgrupowanie się przydało.

- No dobra, plan wykonaliśmy. Co teraz?

- Przede wszystkim powinniśmy bardzo poważnie zająć się meczem z Anglią, bo jeśli umiemy liczyć, liczmy na siebie. Inne możliwości będziemy analizować, gdy przegramy w Manchesterze. Naprawdę nie powinniśmy mieć wobec Anglików żadnych kompleksów, bo to właśnie one powodowały, że często z meczów na Wyspach wracaliśmy z pustymi rękoma.

- Może jednak pomogą nam Austriacy, albo korzystanie ułoży się układ w innych grupach?

- Może, ale naprawdę zajmijmy się własnymi problemami, a trochę ich mamy... Nasz los jest tylko i wyłącznie w naszych rękach i możemy teraz śmiało powiedzieć: - Nic o nas bez nas!

Dowiedz się więcej na temat: pytanie | pytania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje