Dlaczego kadra Nawałki seryjnie traci gole w drugich połowach? Kazimierz Węgrzyn: To przypadek!

Mocno ściskają rywala za gardło, a gdy przychodzi 50. minuta, pozwalają sobie strzelić gola i wpadają w popłoch. Nasi piłkarze uparli się, żeby odebrać szczypiornistom miano mistrzów thrillerów? - To przypadek! - Kazimierz Węgrzyn nie wierzy w klątwy. - Na Euro nasi piłkarze byli w formie, a dziś to nie jest ten sam zespół.

Interia: Trzy mecze i w każdym scenariusz ten sam: strzelamy gole, dominujemy, a krótko po przerwie tracimy bramki i zaczyna się nerwówka.

Reklama

Kazimierz Węgrzyn, 20-krotny reprezentant Polski, mistrz kraju: - To przypadek.

Trzy razy z rzędu? Gole w Astanie były wystarczająco bolesne, żeby wyciągnąć z tego wnioski. Tymczasem...

- Przypadek! Po prostu tak się złożyło. Taka jest piłka - czasami wystarczy jeden błąd, nieuwaga i wszystko się wali.

Czy to kwestia obrony? Na Euro straciliśmy dwa gole w pięciu meczach, a w eliminacjach mundialu aż pięć w trzech meczach. We Francji błyszczał Michał Pazdan, teraz nie mógł grać, ale czy łatwo tracone gole możemy tłumaczyć brakiem jednego piłkarza?

- Nie, to kwestia mobilizacji. Euro było wielkim wyzwaniem i koncentracja była na maksymalnym poziomie. No i przede wszystkim piłkarze byli w wysokiej formie. Dzisiaj wyglądają słabiej przede wszystkim pod względem fizycznym. To nie jest ten sam zespół.

Może przyczyny trzeba szukać w pomocy? Nie ma wątpliwości co do tego, jak wielki wpływ na grę naszej kadry ma Grzegorz Krychowiak, tymczasem jest w słabej formie.

- Nie tylko on, ale także wielu innych piłkarzy. Pewność siebie i forma jest wtedy, jak gra się cyklicznie. Wtedy prasa nakręca piłkarza, że dobrze wyglądał, a sfera psychiczna jest bardzo ważna. Z kolei jak piłkarz nie gra, to nie ma pewności, nawet jeśli wyjdzie mu jeden mecz. I tutaj jest przyczyna - kilku naszych piłkarzy siedzi na ławce w klubach. Krychowiaka szczególnie to dotyczy, bo jest zawodnikiem, który potrzebuje gry i przygotowania fizycznego. Po nim widać najbardziej, że gra wolno, nie odbiera piłki tak agresywnie, nie podejmuje ryzyka. Właśnie z tego powodu po trzech meczach mamy siedem punktów, a nie dziewięć. Nawiasem mówiąc, zwycięstwo z Duńczykami, tak mocnym zespołem, który piłkarsko nie wyglądał od nas gorzej, jest sukcesem.

Trener Adam Nawałka w ostatnich meczach zdecydował się grać tylko jednym defensywnym pomocnikiem. Może jednak powinniśmy trzymać się wariantu z dwoma?

- Jeżeli gramy z Danią, a więc silnym przeciwnikiem, to nie miałbym nic przeciwko, żeby grać dwoma defensywnymi pomocnikami. Zastrzeżenie jest jednak takie, że oni muszą podawać piłkę do przodu, bo grając wszerz nie stworzymy groźnych sytuacji.

Co pan sądzi o tezie, że w kadrze jest rozprężenie?

- Dobrze współpracująca ze sobą grupa potrafi się bawić, ale pewne rzeczy nie wychodzą na zewnątrz. Natomiast jeśli w grupie są osoby, które nie potrafią się w nią wkomponować, to wtedy jest problem. Nie możemy mówić, że nie wiadomo co się stało, bo co jakiś czas pewne rzeczy wychodzą. Tak się dzieje od lat. Najważniejsze, żeby wrócić do normalności, ale trener sobie z tym poradzi. Sam to przeżywał jako piłkarz.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji MŚ!


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje