Brzydkie kaczątka kontra klocki Lego

Ciekawe co po meczu z Danią myślał Leo Beenhakker... Może: "Cholera... Po co ja się na to zgodziłem? Dla marnych 600 tysięcy euro?".

Holender sam twierdzi, że jest optymistą. Na konferencji chwalił polską drużynę, mówił o pozytywnych wnioskach. Hotel "Radison SAS", w którym mieszkała polska reprezentacja, znajduje się jakieś 200 metrów od domu, w którym urodził się słynny bajkopisarz Jan Christian Andersen. Może to więc działanie jakiejś magicznej mocy. Oby bajka o Beenhakkerze skończyła się dobrze, bo zaczyna się dosyć pesymistycznie. Zresztą jak większość u Andersena, więc może to dobry znak.

Reklama

Dlaczego Dania nie grała w mistrzostwach świata, a grało tam tylu "ogórków"? Takie pytanie usłyszałem po porażce polskiej drużyny z Duńczykami w Odense.

Nazywanie naszych piłkarzy ogórkami to poważna przesada i na to się nie zgadzam (pewnie nie chodziło o naszych a na przykład o Trynidad i Tobago), ale faktem jest, że różnica między nami a gospodarzami była widoczna aż za bardzo. Przy okazji, Polska grała w niemal najsilniejszym zestawieniu, nasi rywale eksperymentowali ze składem. Morten Olsen dał nawet zadebiutować osiemnastolatkowi Niclasowi Bendtnerowi, a ten ogrywał niemiłosiernie naszych "wyjadaczy" i strzelił pierwszą bramkę.

Kiedy Thomas Gravesen założył "po siatce" (jak kto woli "po kanale" bądź "po dziurze") Jackowi Krzynówkowi a później Sebastianowi Mili, wyszła na jaw różnica między polską a duńską piłką. Mila nawet nie wytrzymał - chciał bić Gravesena. Dobre sobie... pojedynek Dawida z Goliatem, to piękna legenda, ale w rzeczywistości podobne rozstrzygnięcie sprawdza się tylko w kilku procentach przypadków. Gravesen ma pewnie większy obwód ręki poniżej łokcia niż Mila całego korpusu. Jeden jest twardy jak powiedzmy "ołowiany żołnierzyk", drugi przypomina raczej "dziewczynkę z zapałkami". Na szczęście dla Mili Duńczyk się wycofał...

Ostatnio właśnie Gravesen został potraktowany wyjątkowo brutalnie przez władze Realu. Nie zabrano go na obóz przygotowawczy klubu. Miał zapełnić lukę po Claudzie Makalele, ale w końcu uznano, że gra prymitywnie i brutalnie. Jest za wolny i gdy tylko ktoś go wyprzedzi nadrabia chamskim faulem.

Jeśli to wszystko prawda, to dlaczego był lepiej przygotowany technicznie i szybkościowo od większości polskich graczy?

Nasza drużyna gra bez pomysłu, bez ładu, wszystko opiera się na przypadkowych zagraniach, na podejmowanej od czasu do czasu indywidualnej próbie ataku. Duńczycy byli elegancko poukładani. Jak klocki Lego. Każdy wiedział co ma robić. Wchodzili w naszą obronę nie napotykając prawie oporu, jak duńskie ciasteczka w masło. Dlatego pod koniec polscy kibice mogli odetchnąć z ulgą. Mogło być znacznie wyżej.

Leo Beenhakker ma tylko kilkanaście dni by przygotować zespół do pierwszego meczu eliminacji mistrzostw Europy. Finlandia to słaby przeciwnik i nie możemy pozwolić sobie na to, by stracić z nią punkty. Ale do tego trzeba bramek. W meczu z Danią stworzyliśmy może trzy, cztery okazje do ich strzelenia. Za mało. Don Leo mówi, że ciężko zmienić wszystko przez dwa dni (tyle trwało zgrupowanie przed meczem), ale po tym meczu jest wielkim optymistą. Na razie nie mamy innego wyjścia, musimy mu wierzyć, że coś wyrośnie z tego naszego "brzydkiego kaczątka".

Marek Wawrzynowski, FAKT, z Odense.

Dowiedz się więcej na temat: beenhakker | leo beenhakker | klocki | Lego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje