Boniek: Dlaczego w Polsce nie potrafimy szanować ludzi?

"Napinka" i negowanie wszystkiego stają się powoli kolejną naszą wadą narodową - podkreśla po meczu Polska - Liechtenstein prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek.

Gdy Włosi pokonali ostatnio w sparingu z San Marino, w mediach nikt nie podnosił, że pokonali "kelnerów", tylko podkreślano: "Pewne zwycięstwo Azzurrich", "Dobra szkoleniowa gra naszej drużyny", "Nasi chłopcy pokazali, że są gotowi na starcie z Czechami".

Reklama

Tymczasem gdy Polacy ostatnio wygrali z tym samym San Marino 5-0, to niemalże musieli przepraszać, że wygrali i tłumaczyć się, dlaczego tak nisko.

Dla wszystkich rozsądnych mecz  z Liechtensteinem, to nie było nic innego jak oficjalny trening przed spotkaniem z Mołdawią. Oni wiedzieli, że prędzej czy później wygramy strzelając jedną, czy dwie bramki.

Dla sztabu szkoleniowego była to okazja do rozwiązania kilku dylematów. Takich np., czy Jędrzejczyk bardziej nadaje się do gry na prawą stronę, czy środek obrony; czy Zieliński i Bereszyński są już dojrzali na tyle, by zadomowić się w kadrze A; kto ma grać na jednym, a kto na drugim skrzydle itd.

Na stadion Cracovii przyszło trochę ludzi, poklaskali, wiwatowali na cześć Jurka Dudka. Ale sądząc po niektórych publikacjach, dochodzę do wniosku, że w Polsce to my szanować ludzi za bardzo nie potrafimy.

Jurek Dudek może nie zrobił błyskotliwej kariery w reprezentacji Polski, ale gdyby urodził się wcześniej i grał w kadrze dajmy na to w latach 70. XX wieku, z pewnością byłoby inaczej. Ale i tak - po wspaniałej karierze klubowej, zdobyciu Pucharu Ligi Mistrzów - z pewnością zasługiwał na zorganizowanie mu takiego pożegnalnego meczu. To ja Dudkowi zaproponowałem wzięcie udziału w takim meczu, żałuję, że nikt nie wpadł na ten pomysł wcześniej.

Doszukiwanie się golfowych podtekstów w kulisach organizacji tego spotkania i robienie z niego kabaretu jest grubą przesadą i nie ma nic wspólnego z faktami. Ja osobiście i my jako związek mamy zupełnie inne standardy działania i zachowania się.

Pragnę podkreślić, że nie każdy piłkarz będzie miał takie zakończenie kariery reprezentacyjnej z prostego powodu - nie każdy na to zasługuje.

Abnegacja wszystkiego, używanie sformułowań takich jak "wstyd i hańba" świadczą nie o klasie wydarzenia, jakim było pożegnanie Dudka, tylko poziomie tych, którzy się taką krytyką posługują.

Budować silną polską piłkę powinniśmy wszyscy razem, również media, tymczasem szukanie negatywnych stron w normalnym, fajnym spokojnym meczu jest lekką przesadą.

Skoro takie spotkanie doszło do skutku, to znaczy, że sztab szkoleniowy go chciał. Widząc niektóre publikacje po Polska - Liechtenstein, dochodzę do wniosku, że chcielibyśmy grać same mecze oficjalne i tylko z drużynami takimi jak Niemcy, Brazylia i jeszcze je wygrywać. Tymczasem jesteśmy w takiej sytuacji, że ciężko nam będzie ograć Mołdawię. Rzeczywistość naszego sportu jest taka, że czeka nas ciężka, długoletnia praca nad odbudową pozycji.

Pominę już fakt sugerowana, jakobym dał ultimatum selekcjonerowi Waldemarowi Fornalikowi, że jeśli nie wygra z Mołdawią, to wyleci z pracy. Chociaż się trochę zestarzałem, to nie brakuje mi sportowej złości i wiary w nasz zespół. Na każdą zaczepkę odpowiadałem zawsze w ten sposób: "Nie przewiduję porażki z Mołdawią", ale nie jest to absolutnie żadne ultimatum w stosunku do trenera. Dorabianie tego typu teorii spiskowych nikomu i niczemu nie służy.

Oczywiście, przed piątkowym meczem selekcjoner i cała reprezentacja znaleźli się pod wielką presją, ale ona w sporcie jest codziennym menu, z którym piłkarze muszą sobie poradzić.

Natomiast takie totalne szukanie negatywów wystawia świadectwo tylko o tych, którzy w stosunku do niemal wszystkiego są na "nie".

Autor: Zbigniew Boniek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje