Bojkot się udał, mecz zdecydowanie nie

Na zakończenie eliminacji do MŚ w RPA Polska przegrała w Chorzowie ze Słowacją 0:1 po samobójczym trafieniu Seweryna Gancarczyka. Słowacy jadą na mundial, a my musimy naprawić totalnie zepsutą piłkę.

OCEŃ POLAKÓW ZA MECZ ZE SŁOWACJĄ!

Reklama

Wszystko, co istotne dla polskiej piłki, działo się przed stadionem i na trybunach. W najczarniejszych snach zarządcom z PZPN nie śniło się nawet, że protest przeciwko nim przybierze taką siłę.

Niesamowity sukces przyniosła akcja "Pusty stadion", prowadzona przez kibiców na kilku stronach internetowych, przede wszystkim na koniecpzpn.pl. Ponad 90 procent siedzeń było szczelnie zajętych, ale przez padający śnieg. Poza w połowie wypełnionym przez Słowaków sektorem dla gości na pozostałych siedziały tylko grupki kibiców.

Fani w kamizelkach z napisem "Koniec PZPN" prowadzili akcję protestacyjno-informacyjną przed stadionem na długo przed pierwszym gwizdkiem. Mieli olbrzymi transparent z napisem: "Chcemy dobra polskiej piłki! Polacy, jesteśmy z Wami!".

- Za piłkarzami jesteśmy całym sercem, ale nie możemy w nieskończoność patrzeć na to, jak PZPN szkodzi piłce! Gdy rozwiesiliśmy transparent przed przejeżdżającym autokarem z piłkarzami, to kilku z nich uśmiechnęło się i podniosło do góry kciuki! Oni nas popierają, tylko nie wypada im tego mówić otwarcie - powiedział nam Darek z Czeladzi, jeden z animatorów akcji "Koniec PZPN".

Ale dla PZPN nie jest to wcale spontaniczna akcja. - Nie rozśmieszajcie mnie! To na pewno nie jest tak, że zmówili się jeden z drugim kibice i spontanicznie zorganizowali akcję. Ta akcja jest sterowana! Przez kogo? My już wiemy przez kogo - szokował wiceprezes PZPN-u Antoni Piechniczek tuż przed meczem. Ciągnięty za język dodał: - Ta akcja to dowód na potęgę mediów.

Piechniczka nie porusza również to, że pod wpływem bojkotu kibiców ze wspierania futbolu niczym z tonącego okrętu wycofują się sponsorzy (WBK podziękował PZPN-owi za współprace, a Śnieżka podkreśliła, że łoży na reprezentację, a nie na PZPN - sęk w tym, że konto jest tylko jedno, pezetpeenowskie).

- Ja na szczęście nie jestem wiceprezesem od spraw organizacyjno-finansowych, tylko od sportowych. Ale radzę sponsorom zastanowić się, skoro mają umowę z nami, niech ją szanują. W przeciwnym razie stworzy się wakat i na ich miejsce wskoczą inni - uspokajał Piechniczek.

Wracając z krainy absurdu do rzeczywistości: to Polacy robili, co mogli, by ten mecz wygrać. Rywalizującym ze Słowakami o bezpośredni awans na mundial Słoweńcom komunikat: "Polska przegrywa od 4. min po golu samobójczym" musiał śmierdzieć na kilometr, ale Orły Stefana naprawdę robiły, co mogły. I nie ma się co ich czepiać. Byli zdezorientowani sytuacją wokół meczu, a także ekstremalnymi warunkami panującymi w Chorzowie. Na suchej murawie niektórzy miewają kłopoty z opanowaniem piłki, a co dopiero na zaśnieżonej i śliskiej.

Po akcji Marka Hamszika "swojaka" strzelił Seweryn Gancarczyk i złośliwi zaczęli żartować, że to pierwszy piłkarz, który w tak otwarty sposób przyłączył się do protestu. Tymczasem Gancarczyk chciał wybić piłkę, ale ta zeszła mu z nogi i wpadła pod poprzeczkę. Dudek nie miał szans. Nie dałby rady tego obronić nawet Iker Casillas.

Polacy nie załamali się takim obrotem sprawy tylko z uporem atakowali. Jan Mucha bronił jednak jak w transie. Dwukrotnie doprowadzał do rozpaczy Ireneusza Jelenia, broniąc jego silne uderzenia, raz zatrzymał Ludovica Obraniaka, a po "bombie" Mariusza Lewandowskiego piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką! Pomocnik Szachtara Donieck próbował też w 86. min, ale Mucha frunął do piłki, jakby odbicie ze śliskiej murawy nie sprawiało mu żadnego kłopotu.

W II połowie Słowacy bronili się w hokejowym stylu, wybijając na uwolnienie. Z akcją połowę przechodzili sporadycznie. W końcówce "Biało-czerwoni" nacierali tak mocno, że wisiał w powietrzu rewanż za ubiegłoroczną porażkę na Tehelnym Polu w Bratysławie, od której zaczęło się pikowanie w dół reprezentacji Polski.

Wtedy prowadziliśmy 1:0 do 85. min, by chwilę później, po koszmarnych błędach Artura Boruca i Dariusza Dudki, stracić dwa gole. Sęk w tym, że w środę w Chorzowie Słowacy nie dali nam takich prezentów.

Był to ostatni mecz rozegrany na Śląskim. Stadion będzie teraz modernizowany.

Michał Białoński, Chorzów

Eliminacje MŚ, grupa 3

Polska - Słowacja 0:1 (0:1)

Bramka: Gancarczyk (4. Samob.).

Żółta kartka: Vladimir Weiss (Słowacja). Sędzia: Jonas Eriksson (Szwecja). Widzów ok. 5 tys.

Polska: Jerzy Dudek - Jakub Rzeźniczak, Arkadiusz Głowacki, Jarosław Bieniuk, Seweryn Gancarczyk - Jakub Błaszczykowski, Roger Guerreiro (60. Sławomir Peszko), Mariusz Lewandowski, Ludovic Obraniak - Ireneusz Jeleń (68. Robert Lewandowski), Paweł Brożek (86. Dawid Janczyk).

Słowacja: Jan Mucha - Peter Pekarik, Martin Petras, Zdenko Strba, Kornel Salata - Vladimir Weiss (66. Jan Novak), Marek Hamsik, Jan Kozak (85. Miroslav Karhan), Kamil Kopunek - Stanislav Sestak (75. Dusan Svento), Erik Jendrisek.

DYSKUTUJ O MECZU Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ ZAPIS RELACJI NA ŻYWO!

CZYTAJ TAKŻE:

Głowacki: Gancarczyk nie musi przepraszać

Majewski: Za jakiś czas może być dobrze

Mariusz Lewandowski o ... nieposłusznej piłce

Jeleń: Rozwiąże się konflikt, będzie sukces

Trener Słowaków: Mieliśmy sporo szczęścia

Kiedy upadnie PZPN?

Słoweńcy pokonali San Marino i są w barażach

Dowiedz się więcej na temat: Słowacy | Mundial 2014 | Słowacja | mucha | Chorzów | bojkot | mecz | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje