Błaszczykowski: Zamiast kibicować robili szopki

- Kibice nie wspierali nas tak, jak trzeba. Nie chodzi o puste trybuny, które są w budowie. Po prostu to nie była atmosfera reprezentacyjna. Uważam, że jak gra reprezentacja, to klubowe niesnaski powinny zejść na drugi plan i fani powinni kibicować kadrze, a nie robić szopki - powiedział po meczu z Rumunią Jakub Błaszczykowski wyraźnie zdegustowany tym, co się działo na trybunach stadionu Legii.

Co tak zdegustowało Kubę? Chociażby okrzyki: "ITI! Spier...!", czy te popierające Artura Boruca po tym, jak Tomaszowi Kuszczakowi uciekła piłka z rąk.

Reklama

Gdy dziennikarz zapytał "Błaszcza" o to, czy drużyna czuła wsparcie z trybun, odpowiedział: - Czy czujemy wsparcie z trybun? Jakoś nie. Jak pan był na meczu, to pan widział. Nie chodzi o puste trybuny, które są w budowie. Po prostu to nie była atmosfera reprezentacyjna. Uważam, że jak gra reprezentacja, to klubowe niesnaski powinny zejść na drugi plan i fani powinni wspierać kadrę, a nie robić "szopki".

W meczu z Kanadą skrzydłowy Borussii Dortmund najpewniej nie wystąpi, bo ma stłuczone podudzie. O kontuzji Kuby przeczytaj TUTAJ!

Mimo porażki, Błaszczykowski nie narzekał na postawę "Biało-czerwonych". - To nie tak, że zagraliśmy słaby mecz. Staraliśmy się przede wszystkim odbierać piłkę i grać pressingiem. Wiadomo, że po czterech-pięciu dniach wszystko nie będzie się zazębiać. Powinno, ale poprawa w grze i tak jest widoczna - uważa Jakub.

Debiut Franciszka Smudy zakończył się takim samym wynikiem, jaki osiągnął poprzedni selekcjoner - Stefan Majewski w ostatnim meczu kadry ze Słowacją (0:1). - Ciężko porównywać ten mecz do tego ze Słowacją, ale myślę, że przede wszystkim w spotkaniu z Rumunią w naszym wykonaniu było widać myśl taktyczną. Pokazaliśmy, że wiemy, co chcemy grać, ale tak jak mówię - po kilku dniach wspólnych treningów z nowym selekcjonerem nie od razu gra muzyka. Z każdym dniem będzie coraz lepiej - uważa Błaszczykowski.

Pod batutą Smudy reprezentacja zmieniła skład. Wrócili do niej Kamil KosowskiPiotr Brożek, który w kadrze A, grającej w najsilniejszej składzie tak naprawdę zadebiutował, bo wcześniej zaliczył tylko spotkanie z Finlandią, które za kadencji Leo Beenhakkera zostało rozegrane w ligowym składzie. W meczu z Rumunią debiut zaliczyli też Maciej Sadlok, Patryk MałeckiMaciej Rybus.

- Dla mnie to jest bez różnicy, kto gra. Trener wysyła powołania, każdy to akceptuje i przyjeżdża na reprezentację - Błaszczykowski nie chciał oceniać powrotów do kadry i debiutów w niej. - Nie jest najważniejsze kim grasz, co grasz i gdzie grasz. Jeżeli osiągniesz tylko zgranie, opracujesz do perfekcji styl i taktykę, będziesz mógł zagrać "w ciemno", bo twój partner na pewno będzie stał tam gdzie podajesz piłkę. Potrzebujemy tylko czasu, aby się to wszystko zaczęło zazębiać. Staraliśmy się grać piłką, mimo że warunki nie były najlepsze.

Zapytaliśmy o sytuację z 32. min, w której Kuba zamiast strzelać z 15 m wziął się za drybling i kiksując zgubił piłkę. - Dlaczego nie strzelałem z pierwszej piłki? Gdyby było lepsze boisko, to inaczej byśmy rozmawiali, ale murawa przeszkodziła nie tylko w tej sytuacji, ale też w akcji Sławka Peszki w końcówce meczu. To cud, że w takich warunkach stworzyliśmy tak dużo sytuacji bramkowych. Rumuni mieli ich mniej. Strzelili dosyć szczęśliwą bramkę, po rykoszecie. Nam takiego uśmiechu fortuny zabrakło - rozkładał ręce Jakub Błaszczykowski.

Michał Białoński, Warszawa

Kapitan Polaków: Zalążek już mamy, teraz w każdym meczu dołożymy cegiełkę i będzie nowoczesny styl gry

PRZECZYTAJ KOMENTARZ ZBIGNIEWA BOŃKA

Zobacz także:

Franz: Już wiem jak zbuduję kadrę na Puchar Króla!

Na kartoflisku od "Orłów" lepsza Rumunia

Smuda: Co się źle zaczyna, to się dobrze kończy

Peszko: w Lechu bym to strzelił

Kosowski: W mojej grze nie było rewelacji

Snajper Rumunii czeka na piwo od Ireneusza Jelenia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje