Beenhakker: Nie zmienię pomysłu

Leo Beenhakker nie zamierza zmieniać sposobu gry reprezentacji Polski, tylko z tego powodu, że ze składu wypadło kilku piłkarzy. Selekcjoner po prostu zamierza wygrać dzisiejszy mecz z Belgią.

- Jak bardzo zmieniła się Panu koncepcja gry z powodu plagi kontuzji, jaka przetoczyła się przez zespół?

Reklama

- Moja koncepcja gry się nie zmieniła. Nie mam tylko kilku piłkarzy, których chciałbym tu mieć. Po zwycięstwie z Portugalią, naturalne powinno być, że zagramy w takim samym składzie przeciwko Belgii. Jednak w porównaniu do wyjściowego składu z Chorzowa, nie mamy aż pięciu piłkarzy. Kolejnych pięciu, którzy byli w rezerwie też jest kontuzjowanych. Jednak to nie zmienia mojego pomysłu na mecz. Przyjechaliśmy tutaj, żeby wygrać. Nie mam powodu, żeby zmieniać mój pomysł na grę, tylko dlatego, że mam teraz do dyspozycji innych zawodników.

- Czy Pan już wie, kto zagra w środku pola w miejsce Mariusza Lewandowskiego?

- Oczywiście, że wiem kto zagra, o ile w międzyczasie nikt nie spadnie ze schodów. Ostatnie trzy dni to były ciągłe przyjazdy zdrowych i wyjazdy kontuzjowanych piłkarzy. W ostatniej chwili powołaliśmy z Legii Warszawa Sebastiana Szałachowskiego, aby mieć możliwość manewru. Mam nadzieję, że dzisiaj wszyscy będą zdrowi, ale tak naprawdę nigdy do końca tego nie jest się pewnym. Jeśli chodzi o zastępcę Lewandowskiego, to wiem kto nim będzie, ale na razie zachowam to dla siebie.

- Czy w Pana karierze trenerskiej miał Pan już taki przypadek, że pięciu piłkarzy z podstawowego składu nie może zagrać?

- Tak miałem, ale tak czasami zdarza się w piłce. Jest to także konsekwencją tego, że między meczami jest za mało czasu na przygotowanie. Ja wciąż tego nie rozumiem, dlaczego my teraz gramy eliminacyjny mecz. Normalnie mam przed spotkaniem o punkty 5 dni na przygotowania. Teraz ostatni z moich piłkarzy przyjechał na zgrupowanie we wtorek wieczorem. Gdy zawodnicy grają w ligach to często przytrafiają się im jakieś urazy, ale kiedy do następnego meczu są dwa dni, to staje się poważnym kłopotem doprowadzenie ich do optymalnego zdrowia. Musimy jednak skoncentrować się na tych piłkarzach, których mamy, a nie ciągle rozmawiać o nieobecnych, bo to nie pomoże nam wygrać z Belgią. Nie martwmy się, tylko patrzmy na tę lepszą stronę życia.

- Jakie są Pana zdaniem najmocniejsze i najsłabsze strony najbliższego rywala?

- Nie wiem, czy to jest moja praca, żeby Państwu analizować grę Belgów. Mogę to robić jedynie dla moich piłkarzy. Generalnie Belgowie są bardzo dobrze zorganizowaną drużyną i są mocni, zwłaszcza w obronie. Nieźle wychodzi im również szybkie przechodzenie do kontrataku. Mają także dobrych piłkarzy w środku pola. Mam wiele szacunku dla rywala, ale nie mam obsesji na jego punkcie. Dla mnie najważniejszą rzeczą jest to, jak moja drużyna odpowie na grę Belgów.

- Czy grał Pan już kiedyś na tym stadionie? Jeśli tak, to z jakim skutkiem?

- Grałem tylko raz, ale naprawdę nie będzie to miało znaczenia w meczu z Belgami. To są inne drużyny, inni piłkarze i inne okoliczności. Nie wierzę, żeby przeszłość miała wpływ na obecną sytuację. Każdy mecz ma swoją nową historię.

- Co piłkarze będą robili w środę? Jak będą wyglądały ich ostatnie godziny przed meczem?

- To co zwykle. Po śniadaniu mamy spotkanie z zespołem, na którym powiem, kto zagra w pierwszym składzie, a kto siądzie na ławce. Po obiedzie będzie czas na odpoczynek, a później jedziemy na mecz.

- Jak Pan porówna dwóch piłkarzy aspirujących do gry w środku pola, Gargułę i Murawskiego?

- To są różni piłkarze. Garguła gra bardziej z przodu, a Murawski jest bardziej defensywnym piłkarzem, którego celem jest odbiór piłki.

- To, który z nich będzie bardziej przydatny w środę?

- Moi przyjaciele, znam tego typu pytania od 25 lat (śmiech), ale to była dobra próba podejścia mnie. Przypominam, że ja zawsze najpierw o składzie informuję moich piłkarzy.

Andrzej Łukaszewicz, Bruksela

Dowiedz się więcej na temat: mecz | beenhakker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje