Armenia - Polska w el. MŚ. Furtok: Nadmierna pewność siebie nieraz nas pokarała

- Karuzela ostro się zakręci - przewiduje końcówkę eliminacji do MŚ Jan Furtok, który w polskiej piłce stał się symbolem tego, że nie należy lekceważyć żadnego rywala. Dziś o godz. 18 w Erywaniu faworyzowana Polska zmierzy się z Armenią. Transmisja w Polsacie i Polsacie Sport. Relacja na żywo w Interii.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Armenia - Polska

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

Jan Furtok - 209 meczów w Ekstraklasie, 85 bramek, siedem sezonów w Niemczech. Do tego 36 spotkań w reprezentacji Polski i 10 trafień. Słowem - kariera, o której może opowiadać z podniesioną głową. A mimo to znany jest głównie z tego, że strzelił gola ręką... San Marino.

Murarze, kelnerzy, kierowcy

To nie tylko on, ale cała polska kadra w 1993 r. zlekceważyła amatorów z maleńkiego państwa. Wśród rywali pewnie grali zawodowi murarze, kelnerzy i kierowcy, jednak faworyzowani Polacy snuli się po boisku i bili głową w mur, a "strzał" Furtoka dał im mało chwalebną wygraną 1-0.

- O tym golu to już nawet nie ma co rozmawiać... Teraz to przede wszystkim trzeba pamiętać, żeby teoretycznie słabszych rywali nie lekceważyć, bo nadmierna pewność siebie już nie raz nas pokarała - podkreśla w rozmowie z Interią Furtok.

W historii polskiej piłki zdarzały się różne wpadki, ale teraz na pomyłkę nie ma miejsca. Jednak już spotkanie w Warszawie pokazało, że Ormianie przed zawodnikami Adama Nawałki się nie położą (wygraliśmy 2-1 po golu Roberta Lewandowskiego w doliczonym czasie gry). Zresztą Polacy w Armenii grali dwukrotnie i nie wygrali ani razu.

Teraz jednak na pomyłkę nie ma miejsca, bo może to zniweczyć cały trud włożony w eliminacje.

- Kluczowa będzie koncentracja, bo ten mecz rozegra się przede wszystkim w głowach. Najważniejsze, żeby dobrze zacząć, a wtedy wszystko powinno się poukładać i zakończyć po naszej myśli -  zaznacza Furtok.

Potrajanie Lewandowskiego

Legendarny piłkarz GKS-u Katowice nie ma wątpliwości, że to Polacy są faworytem. W końcu w ośmiu meczach eliminacji zdobyli 19 punktów, a Armenia tylko sześć. U siebie Ormianie potrafili jednak pokonać Czarnogórę (3-2), która cały czas liczy się w grze o mistrzostwa świata, ale polegli też z  Rumunami (0-5) i Danią (1-4).

Słowem - piłkarze trener Artura Petrosjana do wirtuozów nie należą, ale jeśli mają swój dzień, to szczególnie na własnym boisku potrafią napsuć krwi rywalom.

- Obstawiam, że w meczu z nami mocno zagęszczą defensywę. Doskonale wiedzą, kto jest faworytem i będą próbowali ustawić się na grę z kontrataku. Będą żyli nadzieją, że może akurat któryś przyniesie powodzenie, a wtedy będzie się im grało zdecydowanie łatwiej - analizuje Furtok.

W tej sytuacji tradycyjnie trudne zadanie będzie miał Robert Lewandowski. Lider reprezentacji Polski po tych eliminacjach ma chyba rekordową liczbę siniaków i nie zanosi się, by czwartkowi rywale także go oszczędzili.

- Oczywiście, że Robert sam z przodu sobie nie poradzi. Będzie podwajany i potrajany, ale od czego mamy pomocników? Wiadomo, że rywale będą chcieli zlikwidować Lewandowskiego wszystkimi możliwymi sposobami, ale to otwiera pole do popisu innym zawodnikom - podkreśla Furtok.

Wszystko idzie w dobrym kierunku

Przed czwartkowymi spotkaniami układ jest prosty - jeśli Polacy wygrają z Armenią, a Czarnogóra zremisuje z Danią, to piłkarze Nawałki będą już pewni awansu do mistrzostw świata. Każde inne rozwiązanie sprawi, że wszystko rozstrzygnie się w niedzielę, w meczach Polska - Czarnogóra i Dania - Rumunia.

- Wszystko idzie w dobrym kierunku, więc powinniśmy dać sobie radę. Ale wiadomo, różnie z tymi prognozami bywa. Jedno jest pewne - karuzela ostro się zakręci - uważa Furtok.

Piotr Jawor

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji MŚ!

Dowiedz się więcej na temat: Jan Furtok | reprezentacja Polski | eliminacje MŚ 2018

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama